• Wpisów:59
  • Średnio co: 23 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 19:35
  • Licznik odwiedzin:11 803 / 1381 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Witam was moi kochani!
Przepraszam was za moja długą nieobecność. W moim zyciu zdarzyło się bardzo dużo i naprawde nie miałam czasu pisać.
Ale WRACAM!
Postaram się dodawać możliwie jak najczęściej wpisy. Mam nadzieje ze ktos jeszcze czyta tego bloga.
Dedykacja dla Jesionka ♥
**************************************
15.09
Wtorek
No i zaczęła się szkoła. Sprawdziany, kartkówki, odpytywania są na porządku dziennym. To dopiero drugi tydzień, a ja czuję, jakby to był już drugi miesiąc.
Dzisiaj w szkole było luźno. Dołączyła do nas nowa dziewczyna - Weronika i chłopak - Łukasz. Wiem o nich tylko tyle, że są w naszym wieku i Weronika przeprowadziła się z Torunia do nas, a Łukasz z Wrocławia. Wydają się być mili. Nie znam ich za dobrze, także charakteru nie potrafię ocenić.
Jasiek sie dalej nie odzywa. Musze z nim pogadać, bo nie wiem czy to koniec czy co. Kocham go. Codziennie płaczę przez niego w nocy. Boli mnie to, że się nie odzywa. Czyżby pokazywał, że mu na mnie nie zależy? Czy on chce pokazać, że to definitywny koniec? Nie. Jasiek nie jest taki... Może jest? Może nie znałam go od tej strony. Nie chcę go stracić na zawsze. Przecież moje życie bez niego nie ma sensu. Najlepiej by było, gdybym już umarła. Oszczędziłabym cierpienia i sobie, i bliskim...
Na polu co raz zimniej. Aktualnie leje. A ja mam w końcu odwagę by napisać, co się stało przed wakacjami....
-Bartosz? Co ty tu robisz? - zapytałam gdy wypuścił mnie ze swoich silnych objęć.
-No ja, a spodziewałaś sie kogoś innego?
-Co ty tu robisz? - zapytałam patrząc mu w oczy.
-Dawno się nie widzieliśmy, chciałem pogadać - odparł - chodźmy do parku.
-Oki.
Sama nie wiem, czemu się zgodziłam. Miałam przeczucie, że robię słusznie. Poszliśmy więc do parku. Usiedliśmy na ławce. Bartosz zaczął mówić
-Wiec po pierwsze chciałem cię przeprosić za wszystko. Za to moje głupie zachowanie. Wiem, jestem zerem i nie odzyskam mojego dawnego siebie w twoich oczach. Chciałbym ci powiedzieć, że jesteś dla mnie ważna. Przemyślałem sobie wszystko i chciałbym sie z tobą przyjaźnić tylko nie wiem czy ty chcesz... - zakończył i spuścił głowę.
Zaskoczyło mnie to.
-Chwila. Po tym wszystkim, co mi zrobiles, chcesz się ze mną przyjaźnić?
-Chce żeby bylo jak dawniej. Naprawiam swoje błędy i ten błąd też chcę naprawić, bo mi na tobie w chuj zależy...
No i co? Wybaczyć mu to wszystko? Zranił mnie mega, ale w sumie to był spoko koleś.
-Bartosz, dostajesz ostatnią szanse. Doceń to.
-Dziękuję ci. Wykorzystam to, mam nadzieję, że dobrze.
-Ja też mam taką nadzieje...
-Chodź, odprowadzę cię juz do domu, bo Janek będzie się pewnie martwił.
-Pokłóciłam się z nim więc raczej nie.. - odparłam i spuściłam głowę.
-O co poszlo?
-Nie chce o tym gadać.
-Ok, rozumiem, nie naciskam. Gdybyś chciała sie wygadać, to możesz na mnie liczyć.
-Dzięki. - odparłam.
Wstaliśmy z ławki i poszliśmy w kierunku mojego osiedla. Stanęliśmy przed moją klatką.
-Dziękuję za dziś - powiedział Bartosz.
-Nie ma za co.
-Jest, bo mi wybaczyłaś. Mogłaś mnie zignorować, ale ty tego nie zrobiłaś. I za to ci dziękuję.
-Heh, spoko - odpowiedziałam.
Odwróciłam się i chciałam podejść do klatki, jednak ten mi nie pozwolił chwytając mnie za rękę.
-Tak bez pożegnania? - zapytał.
-Racja. To cześć - uśmiechnęłam się.
-Nie o takie pożegnanie mi chodziło - odparł i przytulił mnie - Do zobaczenia.
-Pa - odpowiedziałam i już byłam w mieszkaniu. Opadłam bezwładnie na łóżko i patrzyłam w sufit.
Uśmiecham się na to wspomnienie. Zastanawia mnie tylko jeden fakt, cóż tak nagle chce się ze mną przyjaźnić... Pożyjemy zobaczymy. Oby tylko to nie byl jakiś podstęp albo coś...
Wstrętny deszczu przestań lać!! Nienawidzę takiej pogody. Eh.... Z moich rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi...
-Kto to? - pomyślałam i wstałam leniwie z łóżka podchodząc do drzwi otwierając je.
No nie, jego się tutaj nie spodziewałam...
-Moge wejść? - zapytał.
Wpuściłam go do mieszkania. Wszedł do mojego pokoju i zaczął mówić...
  • awatar Gość: Nie mogę się doczekać następnego rozdziału !!! ^,^ ♡♥♡
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 


Witam was po przerwie (: Mam nadzieję, że ktoś jeszcze czyta tego bloga. Jeśli czytasz - zostaw komentarz, bedzie mi bardzo miło i będę miała motywacje do kolejnych rozdziałów. Serdecznie pozdrawiam (:
****************************************
1.09
Wtorek
No i po wakacjach.
Całe dwa miesiące mnie nie było w domu. Najpierw wyjazd nad morze (że niby mi to pomoże wyzdrowieć) do Juraty na 3 tygodnie. Potem Grecja również 3 tygodnie, i na sam koniec tydzień w szpitalu. W ostatnim tygodniu łażenie po sklepach żeby kupić zeszyty, ćwiczenia, długopisy i inne przypory do szkoły. Ogólnie to nawet dobrze, że miałam tak zaplanowane wakacje, bo się nie widziałam z Jankiem. On podobno na całe dwa miesiące był na Chorwacji u rodziny. Maciek mi dzisiaj powiedział, kiedy szliśmy na rozpoczęcie roku szkolnego.
-Zdajesz sobie sprawę, że to ostatnia klasa? - zapytałam, kiedy wsiadaliśmy do autobusu.
-Jeszcze to do mnie nie dotarło, ale staram się z tą myślą oswoić - odparł i zaczął się śmiać.
Miło jest się spotkać z całą swoją klasą po 2 miesiącach przerwy.
-Jejku, Karol, ale ty jesteś opalona - powiedziała Julka, kiedy tylko mnie zobaczyła.
-Wiesz, w końcu 3 tygodnie Grecji. Nie było jak się nie opalić - odparłam i zaczęłyśmy się śmiać.
-No, ale ty to murzyn jesteś - powiedziała Julie.
-Haha, dzieki, ale wy też niczego sobie.
-Julie pojechała do Anglii na całe dwa miesiące, a ja raz tu, raz tam - poinformowała Julka.
-Dobra, chodźmy na rozpoczęcie, bo zaraz się spóźnimy i bedzie wojna - powiedziałam i skierowałyśmy się na aulę.
Pani dyrektor uroczyście wszystkich przywitała. Mówiła głównie do nas, że ten rok bedzie trudny i że mamy się starać od początku do samego końca i takie tam bzdety. Później skierowała się do drugoklasistów, żeby pomagali nam, jak i pierwszakom. No i w końcu przeszła do klas pierwszych, a my udaliśmy się do klas z wychowawcami. Wychowawca mówił nam, że to ostatni rok, i że się mamy przyłożyć do nauki jak i również do sportu i takie tam.
Po całej akcji rozpoczęcia poszliśmy wszyscy do parku.
-Maciek, a Jasiek się dostał do tego Asnyka? - zapytałam w drodze do parku
-Tak, do klasy sportowej. Na luzie się tam dostał, bo miał zaświadczenie z klubu i ze szkoły. A co? Ty nic nie wiesz?
-Pokłóciliśmy się i od dwóch miesięcy nie gadamy ze sobą... - odparłam i spuściłam głowę.
-Ten palant się nie odezwał?!
-Nie, Janek się nie odezwał.
-Świnia. Na twoim miejscu juz dawno bym go rzucił. Tym bardziej, że... A nie, nic, nie ważne
-Nie ważne? Właśnie ważne, Maciek, powiedz o co chodzi?
-O nic. Ooo, Lena, cześć kochanie - powiedział Maciek i pocałował swoją dziewczynę w usta.
-Hej Karol - Lena przywitała się ze mną przytulasem.
-Maciek, ja was zostawiam samych, tylko proszę was, ostrożnie, nie chcę być ciocią.
-Spoko. O to się nie martw - powiedziała Lena - Prawda Maciuś?
-Prawda, prawda.
-To paa.
-Paaa - odpowiedzieli prawie równocześnie.
Nagle jakby spod ziemi, tuż przede mną stanął Piotrek. Przytulił mnie mocno i pocałował we włosy. Odwzajemniłam uścisk.
-Tęskniłem - powiedział.
-Ja też - odparłam i popatrzyłam mu w oczy.
-Jak leci? - zapytał.
-No jakoś leci. Cud, że jeszcze żyję, ale to pomińmy.
-To nie żaden cud, tylko znak, że zdrowiejesz - przerwał - Mów dalej - powiedział i usiadł na trawie. Przysiadłam się koło niego.
-No więc nie odzywamy się z Jankiem do siebie od 2 miesięcy. Boli, ale ja pierwsza nie wyciągnę do niego ręki. Nie mam go za co przepraszać. Nic złego nie zrobiłam.
-Masz rację. Nie wiem co go wtedy napadło. Słyszałem, jak na siebie krzyczeliście. Chciałem coś zadziałać, ale wiem, że gdybym się wtedy wtrącił, to tylko pogorszyłbym sytuację. A nie chciałem tego... - powiedział i spuścił głowę.
-Tak wiem i w zupełności cię rozumiem.
-Nie masz mi tego za złe?
-Nie. Sama zrobiłabym tak samo. - odparłam.
-Smutno ci bez niego, prawda?.
-Aż tak bardzo to widać?
-Jesteś jakaś taka bez życia. Smutna, ponura... Jakby ci odebrał całą radość z życia.
-Najlepiej by było to życie zakończyć. Umarłabym sobie, i nikt by nawet nie zauważył.
-Ja bym zauważył i miał do końca życia takiego mega doła, że chyba bym się zabił.
-Nie zrobiłbyś tego - powiedziałam.
-Zrobiłbym, bo moje życie straciłoby sens - potwierdził.
Poleciała mi łza, lecz szybko ją otarłam.
-Ej, co jest maleńka? - zapytał.
-Nie mogę już. Dbam o siebie i nic. Nie zdrowieję. Ta choroba trzyma mnie już prawie rok i co? Jak umrę, to ty nie możesz się zabić. Masz wtedy korzystać z życia. Znaleźć dziewczynę, która zamieni się żonę i z którą będziesz miał dzieci. Musisz zostać piłkarzem Realu Madryt i dużo zarabiać. Ale pamiętaj, że jak mnie już nie będzie masz się nie załamywać, słyszysz? - powiedziałam i rozpłakałam się.
-Nie mów tak. Ty wyzdrowiejesz. Rozumiesz to? Wyzdrowiejesz! Będziesz zdrowa i piękniejsza niż dotychczas jesteś, chociaż sam nie wiem czy da się być piękniejszym - mówiąc to otarł mi łzy spływające po policzkach.
-Da się. Zobacz na tamtą laskę - wskazałam na Oliwię z 3b.
-Jesteś najładniejszą dziewczyną jaką znam, uwierz mi.
-Co mi z tego, że według ciebie jestem najładniejsza? Przecież pewnie i tak za niedługo umrę, dlatego chcę to życie w pełni wykorzystać. Tylko, że ja nie daję rady, rozumiesz? Mój chłopak się do mnie nie odzywa, a ja go kocham. Prawdziwie go kocham. Sam widzisz, co on odpierdala.
-Karolku, jesteś ze mną. Nie przeklinaj, proszę cię - powiedział i objął mnie ramieniem. Oparłam głowę na jego ramieniu.
-Przepraszam, to te emocje... Piotrek, obiecaj, że mnie nigdy nie zostawisz. Że nie będziesz taki jak ten idiota, którego kocham. Proszę. - popatrzyłam mu w oczy.
Piotrek wziął moje dłonie w swoje.
-Obiecuję. Ty się ode mnie nie odwróciłaś, ja od ciebie sie też nie odwrócę. Jesteś w końcu moją najlepszą przyjaciółką, jedyną przyjaciółką. Nie mógłbym zostawić najważniejszej osoby w moim życiu - powiedział patrząc mi w oczy, a następnie całując we włosy.
-Dziękuję, że jesteś.
-Ja też dziękuję.
Siedzieliśmy tak w ciszy obok strumyka. Oparłam głowę o ramię Piotrka, a on mnie objął.
-Bedzie dobrze. Wszystko się ułoży, obiecuję - powiedział szeptem.
Westchnęłam.
-Oby...
  • awatar Gość: Juz nie mogę się doczekać następnego rozdziału ;* ♡♥♡
  • awatar Gość: Kiedy nstpn. Część? Cudowne są ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Witam was moi drodzy. Wstawiam ostatni rozdział. Następny pojawi się dopiero we wrześniu. Dziękuję wam za każdy komentarz (chociaż jest ich mało). Dziękuję za wyświetlenia. Miłego czytania wam życzę ❤
******************************************
26.06
[Bo cię, kurwa, pokochałam.]
Dzisiaj zakończenie roku szkolnego.
Tak wiem, długo nie pisałam, ale nie miałam ani czasu, ani zbytnio też nic się nie działo. Jankowi test gimnazjalny poszedł bardzo dobrze. Z angielskiego miał 90%, z części humanistycznych zdobył 96%, a ze ścisłych - 85%. A u mnie - poprawianie ocen, chemia i tak dalej. To i tak cud, że ja jeszcze żyję. Normalnie to dawno już bym pewnie sie w trumnie przewracała. Przemek robi wszystko co może, ale sama czuję, że to już końcówka. Za niedługo umrę i będzie spokój. Jasiek znajdzie sobie jakąś normalną dziewczynę i w końcu się wyszaleje. Czuję, że koniec jest blisko... No ale mniejsza...
Dzisiaj zakończenie roku. Wszyscy zebraliśmy się na auli, aby uroczyście zakończyć rok szkolny. Ubrani byliśmy na galowo. Najpierw wszedł poczet sztandarowy i zaśpiewaliśmy hymn. Następnie przemawiała pani dyrektor (chyba z pół godziny). Potem wiadomo, część artystyczna czyli przedstawienie. W tym roku chłopacy przedstawiali kabaret Smile "Akademia". Super im to poszło. Potem wręczanie nagród. Dostałam nagrodę za zajęcie pierwszego miejsca w konkursie fotograficznym. Troche się zdziwiłam, bo zdjęcia dodałam tak dla beki, że "może coś zajmę". W sumie to nawet na nic zbytnio nie liczyłam, dlatego nie pisałam o tym w pamiętniku. A tu proszę, jaka niespodzianka. Drugą nagrodę dostałam za konkurs ortograficzny. Zdobyłam pierwsze miejsce. W sumie to w konkursach ortograficznych zawsze miałam jakieś miejsce. Pani z polskiego poprosiła, żebym w tym roku wzięła udział w konkursie. Tym oto sposobem dostałam 6 z polskiego na koniec roku.
Wracając. Po rozdaniu nagród każda klasa poszła do swojej sali. Dostaliśmy świadectwa, pan wychowawca powiedział, żebyśmy wypoczęli na wakacjach, bo od września bierzemy się solidnie do pracy. Nie tylko pod względem nauki, ale i pod względem sportowym. Powiedział też, żebyśmy uważali na siebie i życzył nam dobrej zabawy. Wyszliśmy wszyscy z sali i poszliśmy całą klasą do parku. Było ciepło, więc można było pomoczyć nogi w rzece, która przepływała przez park. Gdy doszliśmy na miejsce, była tam już połowa szkoły. Brakowało tylko dwóch pierwszych klas i wszystkich trzecich. Byli też ludzie z innych gimnazjów między innymi z Rekordu, z "jedenastki" i z "szesnastki". Od razu odszukałam wzrokiem Piotrka i spostrzegłam się, że siedzi z kumplami na trawie i o czymś gadają. Nie wiedziałam czy mam podejść, czy nie, ale moje wątpliwości rozwiał sms od niego:
"-Chodź szybko do parku."
Powiedziałam znajomym z klasy, że zaraz wrócę
-No dobrze, a dokąd idziesz? - zapytała Julka.
-Do Piotrka - odparłam krótko.
-On tu jest? - zapytała Julie.
-No raczej, przecież nie jadę do niego do domu tylko zostaję tutaj i idę się z nim spotkać. Co wy tak mnie wypytujecie?
-Nic, nic. To idź do niego, my będziemy tutaj cały czas jak coś - powiedziały obie.
Jezu, co one się tak uczepiły? Przecież to chyba logiczne, że nie będę jechać stąd do Piotrka, tylko spotkam się z nim tutaj. Ehh, nieważne.
Odnalazłam Piotrka, który dalej rozmawiał z kolegami.
-Hejoo - powiedziałam i przytuliłam go od tyłu.
-Cześć, Karolku - powiedział przytulając mnie i całując w skroń - Chłopcy, to jest Karol, to znaczy Karola, ale woli jak się mówi na nią Karol. To jest Dawid, Filip, Seba, Mati i Kamil - mówił Piotrek, a ja witałam się z każdym uściskiem dłoni. Każdy z nich był wysoki i umięśniony. Widać, że piłkarze. Dawid - blondyn o niebieskich oczach z ciemną karnacją. Filip - włosy miał koloru czarnego niczym węgiel, głębokie, niebieskie oczy i jasna cera, przypominał trochę niepełnego metalowca. Seba - także czarne włosy, jednak oczy miał brązowe, opalony. Mati - brązowe włosy, ścięte "na Bieberka", ciemna karnacja, niebieskie oczy. Kamil - niebieskooki blondyn z włosami sięgającymi do ramion, bardzo opalony (niczym surfer), był w koszuli w niebieską kratę.
Usiedliśmy wszyscy na kocu. Piotrek cały czas gadał z kumplami. Wydawali się oni mili, jednak zauważyłam, jakby się ze mnie naśmiewali. Poczułam się głupio. Było mi smutno.
-Ej, my idziemy chwile pogadać z trzecioklasistami od nas ze szkoły. Idziecie z nami? - zapytał Seba.
-Nie, idźcie sami. Może potem do was dołączymy - powiedział Piotrek decydując za nas dwoje.
-Po co miałam tutaj przyjść, jak ty już masz towarzystwo? - zapytałam, gdy koledzy Piotrka oddalili się nieco.
-Chciałem, żebyś ich poznała.
-I żeby się zaczęli ze mnie naśmiewać? Bo wyglądam jak wyglądam? Dzięki, wiesz... - byłam zła. Po co on mnie tutaj zawołał, jak i tak gadał z kumplami? Mógł mi tego oszczędzić. Przy nich czułam się jakaś trędowata. Szczególnie, że Rekord to szkoła prywatna, a oni do biednych rodzin nie należeli.
-Nie naśmiewali się. Uwierz mi, Karol, nigdy bym nie zrobił czegoś, co mogło by cię zranić. Przykro mi, że tak to odebrałaś - odparł i popatrzył mi w oczy.
-Przepraszam. Ja już nie wiem co mówię - powiedziałam i spuściłam głowę.
-Popatrz na mnie - Piotrek uniósł mój podbródek, tak, żebym patrzyła mu w oczy - NIGDY nie zrobiłbym czegoś, przez co byłoby ci smutno. Zapamiętaj to, bo kiedyś przez takie coś możemy się pokłócić, a ani ja, ani ty nie chcemy tego.
-Cześć, kochanie - usłyszałam znajomy głos. To był Jasiek - Coś się stało? - zapytał, zastając nas w niejednoznacznej pozycji (bo patrzyliśmy sobie z Piotrkiem w oczy).
-Cześć, nic się nie stało, a co by się miało stać? - zapytałam wstając z koca i spuszczając głowę.
-To ja już spadam. Udanych wakacji, pa - powiedział Piotrek przytulając mnie czule na pożegnanie.
-Pa, do zobaczenia - odparłam.
-Możesz mi to wytłumaczyć? - powiedział Jasiek. Był wkurzony.
-Co cię ugryzło? Tutaj nie ma czego tłumaczyć? O co ci chodzi?
-Wyglądaliście jak zakochana para. Wiedziałem, że do tego dojdzie. Dotąd nie reagowałem na te jego zagrywki, ale teraz to już przesada, nie uważasz?!
-Janek, skończ, proszę cię. I nie bądź tak cholernie zazdrosny! Przecież jestem z tobą. Nie zdradziłabym cię. Za kogo ty mnie masz?! - zaczynałam się denerwować. O co mu do cholery chodzi? Za niedługo nie będę się mogła z nikim spotykać, bo on bedzie zazdrosny o wszystkich! Jak będę gdzieś wychodziła z dziewczynami, bedzie zazdrosny o to, że gdzieś idę i tam mogą mnie "podrywać". Żałosne...
-Nie wyglądaliście jak dwójka przyjaciół.
-Gówno mnie to obchodzi! W dupie mam to, jak to wyglądało, ty i ja wiemy jak jest na prawdę.
-Karol, nie pierdol, że nie widziałaś jak on na ciebie patrzył. - powiedział mój chłopak z irytacją w głosie.
-Widziałam. Patrzył na mnie normalnie. Jak każdy inny - odparłam.
-Nie. Patrzył na ciebie z miłością w oczach. On jest w tobie zakochany!
-Hahahaha! Piotrek, nie jest we mnie zakochany. Jest moim przyjacielem. Ty masz jakieś urojenia! Jasiek, weź ogarnij dupę! - do moich oczu zaczęły napływać łzy. Próbowałam powstrzymać ich spływanie po moich policzkach, ale coś mi to nie wychodziło. Szybko otarłam pierwszą łzę.
-Nie mam żadnych urojeń! Wiem co widziałem! Pewnie jakbym nie wkroczył, to by cię pocałował! - tego było zbyt wiele. On nie wie co mówi. Nie wiem co go tak rozwścieczyło, ale nie mogę pozwolić, by mówił takie rzeczy.
-Jasiek, co ty pierdolisz?! Przecież sam wiesz, że to nie jest prawda. Nawet jeśli, co jest bardzo mało prawdopodobne, to nie dałabym się. A wiesz czemu? Bo kocham tylko ciebie! Bo cie, kurwa, pokochałam. Prawdziwie cię pokochałam. Ale ty to niszczysz swoją zazdrością! Nie rozumiem po co to robisz - powiedziałam ocierając mokre od łez policzki. Rozpłakałam się na dobre.
Nie odpowiedział. Odwróciłam się na pięcie. Nie zatrzymywał mnie. Nie chciał na ten temat porozmawiać, nie chciał spokojnie tego wszystkiego wytłumaczyć. Co się z nim stało? Co się stało z nami? Westchnęłam i poszłam do Julki i Julie.
-Karol, co się stało? - zapytały, gdy do nich dotarłam.
-Nic. Chciałam wam tylko powiedzieć, że ja już spadam. Umówimy się na kiedyś na basen, albo do kina, pa - powiedziałam i odwróciłam się, by iść na przystanek, jednak te chwyciły mnie za rękę.
-Idziemy z tobą. I masz nam wszystko powiedzieć.
Szłyśmy przez park, aby dojść na przystanek. Opowiedziałam im wszystko, co się wydarzyło...
-Ale Piotrek mnie nie kocha! Jesteśmy tylko przyjaciółmi - zakończyłam.
-Wiesz co. Według mnie, to Janek jest zwyczajnie o ciebie zazdrosny i chce cię mieć na własność. Nie możesz pozwolić mu na to, bo po pierwsze ty nie jesteś jakąś rzeczą, żeby ktoś cię miał na własność. A po drugie to jak na to pozwolisz to nie będziesz mogła nigdzie bez niego wychodzić! - podsumowała Julka.
-Zgadzam się z Julką - powiedziała Julie - Nie możesz pozwolić na to, by on cie tak traktował. To nie jest fair w stosunku do ciebie. A skoro on cie kocha, to powinien ci ufać w 100%, bo miłość opiera się na zaufaniu.
-Zawsze powtarzał, że miłość opiera się na zaufaniu, kiedy tymczasem on nie ma do mnie zaufania. To boli - powiedziałam patrząc o której jedzie mi autobus.
-Rozumiem twój ból, ale sama wiesz, że to nie jest twoja wina - powiedziała Julie.
-To co ja mam robić?
-Nic. Nie rób nic. Niech to on się postara, bo to przez jego zazdrość się pokłóciliście - poleciła Julka.
-No nie wiem...
-A ja wiem. Karol, skoro to on zawinił, to dlaczego ty masz pierwsza wyciągać rękę na zgodę?
-Wiecie co? W sumie to macie rację. Nie odezwę się do niego, póki on pierwszy tego nie zrobi. Nie będę go przepraszać, za coś, czego nie zrobiłam.
-No i dobrze. Pamiętaj, że jakby się cokolwiek działo, masz do nas dzwonić. Nieważne czy to jest 1 w nocy, czy 16 w dzień, czy jeszcze 6 rano. Dzwonisz i po sprawie - powiedziała Julie.
-Ale...
-Nie ma żadnego "ale" - przerwała Julka - dzwonisz i koniec.
-Dzięki, że jesteście. Co ja bym bez was zrobiła? - powiedziałam i przytuliłyśmy się we trójkę.
Zobaczyłam, że nadjeżdża "siódemka". Pożegnałam się z dziewczynami i wsiadłam do autobusu.
Przez całą drogę myślałam co w Janka wstąpiło. Nigdy się tak nie zachowywał. Czy spotykałam się z Danielem, czy z Maćkiem, czy nawet z Piotrkiem. Nigdy nie był o nich zazdrosny. Co się z nim dzieje? Dlaczego teraz taki jest? Nie wiem. Kocham go, ale kompletnie nie rozumiem. Po raz pierwszy aż tak się pokłóciliśmy. Nigdy na siebie nie przeklinaliśmy. Co się z nami stało? Jejku, nie wiem. Tak dużo pytań, a tak mało odpowiedzi. Czy to koniec nas? Koniec, przez jego zazdrość? Nie odezwę się pierwsza. To nie ja zawiniłam. Ja nie jestem zazdrosna o jego koleżanki, z którymi on się spotyka, przytula. Nie robię mu scen. A on co? Niewiadomo co mu odbiło. Jeszcze się na mnie wydarł, a ja jestem chora. Dzisiaj na szczęście nie mam chemii. Wejdę do domu i chyba pójdę zobaczyć jak dziewczynom idzie na treningach. Dzisiaj mają ostatni trening. Zobaczymy co tam u nich słychać. Dzięki temu nie będę o tym wszystkim myśleć...
Wyszłam z autobusu i podążyłam w kierunku mojego osiedla. Przystanęłam chwile, by popatrzeć na przyrodę. Wszystkie drzewa się zazieleniły, kwiaty kwitły. Jest po prostu pięknie. Motyle, ptaki, ahh, jak cudownie. Napawając się widokiem zachciało mi się lodów. Po drodze wstąpiłam do sklepu i kupiłam Big Milk'a. Idąc w kierunku osiedla znowu napawałam się widokiem. Góry tak pięknie wyglądają zazielenione... Gdy przechodziłam obok bloku Kingi ktoś chwycił mnie za rękę i mocno przytulił od tyłu. Wtuliłam głowę w szyję tej osoby. W jednej chwili znieruchomiałam. Poczułam perfumy, które używa tylko jedna znana mi osoba... Bartosz?!
  • awatar Panna15: cudowne opowiadanko ^^ jak na razie powróciłam i zapraszam na kolejną część :)
  • awatar ♥нαиυтєℓℓα♥: Wow,cudownyten rozdzialik.Szkoda,że sie pokłocili:(
  • awatar eyesay1324: Bardzo fajny rozdział , dopiero zaczynam czytać twoje opowiadanie ale do końca wakacji spróbuję obcykać wszystkie części :D Miłych wakacji :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Przepraszam, że dodaję wpis dopiero dzisiaj, ale coś mi się stało z pingerem i nie dało się dodawać wpisów. Jeśli pod tym rozdziałem będą 4 komentarze dodam następny rozdział . Miłego czytania
*************************
16.05
Sobota
Ehh, jak dobrze, że już po wszystkim. Janek zakończył testy gimnazjalne. Na szczęście według niego wszystko mu poszło dobrze.
Dzisiaj niestety nie mogłam się z nim spotkać, ponieważ ma mecz. Poszłam więc z przyjaciółmi do kina. Poszliśmy na "The DUFF". Byłam ja, Julka, Julie, Maciek z Leną i Piotrek. Całkiem fajna ta dziewczyna Maćka. Blondynka, trochę niższa ode mnie z niebieskimi oczami i szczupła. Ma bardzo dziewczęcy styl. Nie powiedziałabym, że trenuje koszykówkę.
Julka i Julie ubrane były prawie identycznie. W końcu obie miały niedawno urodziny (Julka - 12.05 Julie - 15.05). Dlatego też to wyjście do kina.
Po filmie poszliśmy do KFC. W końcu poczułam się jak normalna, zdrowa dziewczyna. Jednak miałam takie przeczucie, że Maciek coś przede mną ukrywa. Pytałam się go, czy wszystko w porządku i w ogóle, ale mówił, że tak. Nie wiem czy mam się martwić. Boję się, że to może być coś związanego z Jankiem...
Julie rozstała się z Kubą. Podobno ją chamsko zdradził z taką puszczalską paniusią z 1a Klaudią. Julie przyłapała ich gdy się całowali. Nie wiem do końca jak z nim zerwała, ale wiem, że Kuba dalej jest z tą Klaudią. I wiem, że mocno oberwał od Julie z liścia. Szczerze mówiąc, jakbym była na jej miejscu, zrobiłabym to samo. Ona jakoś pogodziła się z tym, że on ją zdradził. W sumie to można było się po nim tego spodziewać. Podobno tylko z Julie nikogo nie zdradzał. Taki puszczalski koleś. Żenada. Nie wiem jak Daniel się może z nim przyjaźnić. Jestem ciekawa, czy on też jest taki. Nie rozmawialiśmy ze sobą odkąd jest z Julką. Sama nie wiem czemu. Może dlatego, że miał test gimnazjalny, a oprócz tego ma dziewczynę...
W każdym bądź razie poszliśmy do tego kina. Było super. Po KFC pochodziliśmy po sklepach. Weszliśmy do Apart'u. Zobaczyłam cudowny pierścionek zaręczynowy.
-Karol, na co tak patrzysz? - zapytał Piotrek obejmując mnie od tyłu i opierając swoją głowę na moim ramieniu.
-Patrz, jaki cudowny - odparłam.
-I jaki drogi - zauważył.
-Na pierścionki zaręczynowe zawsze wydaje się fortunę. Ten i tak nie jest taki drogi. Najdroższe kosztują nawet milion złotych!
-Serio? Ale masz rację. Jest bardzo ładny.
-Nie. Jest cudny - powiedziałam.
-No ok, w takim razie jest cudny - powiedział i uśmiechnął się.
Piotrek stanął przede mną i popatrzył mi w oczy
-Jezu, kobieto, ty musisz być taka śliczna? - zapytał.
-Haha, łysa i chuda jak niewiadomo co. No naprawde muszę być cudowna - odparłam z ironią w głosie.
-Posłuchaj mnie. - objął swoimi dłońmi moją twarz - Jesteś śliczna. Pamiętaj, że to, że nie masz włosów nie jest twoją winą tylko choroby. Dlatego musisz wierzyć w to, że jesteś ładna. I nie zaprzeczaj, jeśli tak mówię, słyszysz? - zakończył.
-Piotrek, ale ja wiem jak wyglądam. Nie podobam się sobie. Można powiedzieć, że się nienawidzę.
-Nie mów tak. Nie możesz tak mówić. Pamiętaj, że choćby nie wiem co, ja zawsze będę przy tobie. Czy ci się to podoba, czy nie. - odparł Piotrek i mnie przytulił.
-Kochany jesteś - powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
I tak nigdy siebie nie zaakceptuję. Jestem tak chuda, że aż szkoda gadać. A bez włosów to muszę być naprawdę śliczna. Nie wiem czemu on mi to mówi, skoro sam wie jak jest. Można to uznać za kłamstwo...
-Jezu, no znowu odpłynęła. Karoool! Halooo! - Maciek przerwał moje rozmyślania machając mi rękami przed oczyma - Ty coś ostatnimi czasy często odpływasz. Weź, przecież jesteś z nami. Bądź z nami i duchem, i ciałem, a nie tylko ciałem, bo taka się nam nie przydajesz.
-Sorki, zamyśliłam się - odparłam usprawiedliwiając się.
-No co ty nie powiesz? - ironizował Maciek.
-Dobra, weź daj jej już spokój - Piotrek stanął w mojej obronie.
-Dzięki - odparłam.
-Dobra, to może zbierajmy się już? Karol, masz dzisiaj chemię? - zapytała Julia.
-Mam o 17.
-A która jest?
-16 - odpowiedziałam.
-No to zbierajmy się już - powiedział Piotrek.
Poszliśmy więc wszyscy na przystanek. Nadjechała "szóstka" i pojechaliśmy do domu. Pożegnałam się z Julką, Julie, Maćkiem i Leną. Gdy podeszłam do Piotrka, żeby się z nim pożegnać ten powiedział, że mnie odprowadzi.
Szliśmy całą drogę w milczeniu. Stanęłam przed klatką, żeby poszukać kluczy w torebce.
-Karol... - zaczął Piotrek.
-Tak? - odparłam szukając kluczy.
-Możesz na chwilę przestać? - jego ton głosu spoważniał.
Zapadła cisza. Popatrzyłam na niego. Bałam się. Sama nie wiem czego. Sparaliżowało mnie. Nie mogłam wymyślić, o czym on chce ze mną porozmawiać. Staliśmy tak nieruchomo patrząc sobie w oczy...
-Chciałem ci powiedzieć, że jesteś dla mnie bardzo ważna. Nie wyobrażam sobie, co by mogło być, gdyby ciebie nie było. Dlatego proszę cię, rób wszystko, co każe ci lekarz. Powtarzam po raz setny: Dbaj o siebie. Bo to od ciebie zależy, czy wyzdrowiejesz. A tobie chyba zależy na zdrowiu, prawda?
-Yhym..
-Więc proszę cię, żebyś dzwoniła do mnie za każdym razem, kiedy tylko się gorzej poczujesz albo coś. Masz mój numer, więc nie muszę ci go podawać - odparł.
-Dlaczego mi to mówisz? Przecież wiem co mam robić.
-Martwię się o ciebie. Jak brat o siostrę. Rozumiesz?
-Rozumiem, ale przecież ja wiem, że mogę na ciebie liczyć - powiedziałam.
-Chcę, żebyś o tym pamiętała... - odparł - I jeszcze jedno...
-Tak?
-A dobra, już nic.
-Nie no, zacząłeś to dokończ - popatrzył mi głęboko w oczy.
-Ehh, nic, nieważne. Zapomnij o tym. Spadam. Trzymaj się, daj znać co po chemii - powiedział, pocałował mnie w policzek i odwrócił się na pięcie.
-No ej, poczekaj. Co chciałeś mi powiedzieć? - krzyknęłam gdy ten był oddalony ode mnie o dobre kilka metrów.
-Nic, nieważne. Kiedyś się może dowiesz. Paa - odparł podążając w kierunku swojego domu.
Hmmm. Szczerze mówiąc to Piotrek dzisiaj był jakiś taki dziwny. Najpierw w kinie co chwile się na mnie patrzył, przedtem w Aparcie, że mam wierzyć w to, że jestem ładna. Teraz, że chce mi coś powiedzieć, ale chwilę po tym, że to już nieważne. Dziwnie się zachowywał. No, ale skoro mówi, że to nic ważnego to może rzeczywiście tak jest...
Weszłam do domu.
-Jadłaś coś? - zapytała mama.
-Tak, kupiłam sobie B-Smart'a w KFC.
-Na pewno nic nie chcesz jeszcze zjeść?
-Na pewno - potwierdziłam - Za ile jedziemy?
-Za 15 minut - odparła, a ja poszłam do swojego pokoju.
Gdybym nie była chora, pewnie kazałaby mi coś zjeść. Ale ze względu na moją chorobę nie chce się ze mną kłócić. Dlaczego dopiero kiedy stanie się coś złego (typu choroba, śmierć) ludzie są dla siebie życzliwi? Nie kłócą się ani nic. Ehh, takie już jest życie. A raczej ludzie tacy są. Dobrze, że moja mama nie czyta mojego pamiętnika. Ciekawe co by się stało, gdyby go tak przez przypadek znalazła i przeczytała? Aż strach pomyśleć. Chociaż w sumie jestem śmiertelnie chora więc nie kłóciłaby się. Nie prawiłaby mi swoich "interesujących" kazań. No, ale to tylko dlatego, że jestem chora. Bo jak bym była w pełni zdrowa to oczywiście problem byłby zawsze. A bo nie sprzątam codziennie, albo jestem leniem, a bo się nie uczę i tak to jest. W każdym bądź razie potrafiłaby się doczepić do wszystkiego. Żenujące, ale prawdziwe...
-Karola, chodź, jedziemy - krzyknął tata.
Wstałam z łóżka, wsiedliśmy do auta i już chwilkę potem byliśmy na miejscu.
Przemek pytał mnie jak tam z tym wszystkim i w ogóle. Powiedziałam ze dobrze. Podłączyli mnie do chemii i została godzina męki. Jasiek napisał do mnie smsa:
"Przepraszam, że nie mogę być z tobą. Trzymaj się myszko. Kocham cię ;*"
Odpisałam:
"Dziękuję ;*. Kocham ❤ "
Było mi jakoś tak milej, kiedy dostałam smsa. Ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę! - krzyknęłam.
-Cześć, Karol, co u ciebie? - oczom nie mogłam uwierzyć. To był Błażej. Matko, jak on się zmienił. Włosy inaczej ułożone, bardziej umięśniony... Normalnie jakby przeszedł metamorfozę.
Spostrzegłam się, że siedzę tak z rozdziawioną buzią.
-Coo? Aż tak się zaskoczyłaś? - zapytał i uśmiechnął się łobuzersko - A może spodziewałaś sie kogoś innego?
-Cześć, Błażej. Jezu, jak ty się zmieniłeś. Siadaj - powiedziałam wskazując na krzesło. Błażej usiadł na krześle.
-Zmieniłem się. Ale nie tylko fizycznie.
-No na pewno. Ile to ty juz masz lat?
-Nie chodzi mi o to, Karol hahaha. - powiedział.
-Haha, ok. To co tam u was słychać? - zapytałam podkreślając słowo "was".
-Bardzo dobrze. Kocham Oliwię, a ona mnie i ...
-Wait, Wait, Wait. To ty już nie jesteś z Duśką?
-Z Duśką to ja nie jestem juz co najmniej pół roku.
-Dlaczego zerwaliście? - zapytałam.
-Ona dalej kocha tego Krzyśka. Pomimo tego, że obdarzyłem ją ogromną miłością, ona od razu gdy zerwaliśmy poleciała do niego.
-Jej się nigdy nie dało ogarnąć. Raz z tym, raz z tamtym, 5 razy się z Krzyśkiem schodziła, potem zrywali i tak to było.
-To ty się z nią nie przyjaźnisz, że nie wiedziałaś? - zapytał Błażej.
-Nie - odparłam krótko - w sumie to po co mi taka przyjaciółka? Która co chwile zmienia chłopaka?
-No w sumie racja... Dobra, ja spadam, bo muszę jeszcze iść do młodych na onkologię. Trzymaj się, będę wpadał. Paaa - powiedział i pocałował mnie w policzek. Zniknął szybko za drzwiami, a ja nawet nie wiem kiedy zasnęłam...
 

 
Hejka ;3
Dziękuję za nominację. Oto odpowiedzi na pytania:
1.Ile w przyszłości chcielibyście mieć dzieci?
4
2.Co lepsze Air maxy czy New balance?
Wolę New Balance. Bardziej mi się podobają, za to Air Max'y nie podobają mi się w ogóle.
3.Macie w tej chwili pomalowane paznokcie?
Nie maluję paznokci. No chyba że odżywką, to jeśli to się liczy to mam teraz pomalowane odżywką xD.
4.Ulubiony film? (dać link)
http://www.cda.pl/video/66540f7
5.Jakie gatunek filmu najbardziej lubicie?
Raczej komedie
6.Jaki sport uprawiacie?
Piłka nożna i ręczna ;33 Piłkę nożną trenuję, a oprócz tego chodze na SKS-y z ręcznej
7.Jaki macie kolor oczu?
Sama nie wiem. Moje oczy są bardzo dziwne. Raz są koloru szarego, a raz brązowego. Innym razem są zielone. Wiec mogę powiedzieć, że moje oczy są kolorowe xD
8.Ulubiony youtuber? (wstaw zdjęcie)
Nie mam
9.Kiedy ostatnio byłaś w kinie?
Nie pamiętam xD Chyba w kwietniu ^^
10.Jakieś plany na wakacje? xd
Grecja <3
Ja nie nominuję nikogo
  • awatar Gość: Gratki nominacji kiedy rozdział ? Piszesz cudownie !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
21.04
Wtorek
Dzisiaj Janek pisze pierwszy test gimnazjalny.
Postanowiłam wstać wcześnie, by móc się z nim zobaczyć. Wstałam więc o godzinie 6;30 rano!
Zjadłam śniadanie i postanowiłam wybrać ubiór. Wybrałam sportową bluzkę sięgającą za pośladki, ciemne legginsy i bluzę. Z zaplanowanym strojem poszłam do łazienki by się przebrać następnie umyłam zęby i wyszłam z domu. Ubrałam się w strój sportowy, bo postanowiłam pójść pobiegać. Dawno tego nie robiłam. Janek pisze test o godzinie 11 a jest dopiero 7;00. Pomyślałam, że pobiegam pół godziny i pójdę do niego. Tak więc zrobiłam. Lekarze nie pozwalają mi choćby na odrobinę wysiłku, ale mam to w dupie. Nie chcę zostać wieszakiem. Chcę mieć trochę mięśni, żebym jakoś normalnie wyglądała. Włożyłam słuchawki do uszu i ustawiłam stoper, żeby mi zadzwonił kiedy minie pół godziny.
Pobiegłam aż na łąkę. Słońce pięknie świeciło i było ciepło. Drzewa się już zieleniły, a kwiaty zaczynały kwitnąć. Uwielbiam wiosnę. Jest to taki czas, gdy nie jest za zimno, ani za ciepło. Wręcz w sam raz. I wszystko tak pięknie wygląda. Kwiaty, drzewa... Nareszcie się obudziły po tej zimnej i srogiej zimie. Jest cudownie...
Nagle, z nadmiaru wysiłku, zrobiło mi się słabo i zaczęło kręcić w głowie. Wyjęłam słuchawki z uszu. Mój trucht przemienił się w marsz, a następnie przystanęłam. Upadłam. Upadek ten nie był bolesny. To dziwne, ale nie upadłam na chodnik, po którym biegłam tylko na coś miękkiego. Odwróciłam głowę do tyłu. Piotrek. Uśmiechnął się. Odwzajemniłam jego uśmiech.
-Skąd się tu wziąłeś? - zapytałam gdy pomógł mi wstać.
-Przecież mieszkam niedaleko.
Zachwiałam się lekko.
-Uważaj. - powiedział chwytając mnie mocno w pasie - Chodź do cienia na ławkę.
-No ok. Ale jak, skąd?
-Dzisiaj mamy wolne to postanowiłem pobiegać. W sumie to ja codziennie biegam, ale dzisiaj wyjątkowo biegam rano, bo zazwyczaj rano nie mam czasu więc biegam wieczorami. W każdym bądź razie. Podczas biegania zauważyłem cię. Jesteś bardzo blada. Co ci w ogóle strzeliło do głowy?! - mówił - Dobrze, że byłem w pobliżu - zakończył usadawiając mnie na ławce. Był bardzo zły. Widać to było w jego oczach. Jednak jednocześnie był zmartwiony.
-Przepraszam - powiedziałam niczym mała dziewczynka, która narozrabiała. Tak się właśnie czułam.
-Nie przepraszaj mnie, bo nie masz za co. Jestem zły, bo nie dbasz o siebie. Karol, ty nie możesz tak lekceważyć swojej choroby. Widzisz jakie są tego skutki. - odparł.
-Wiem. Myślałam, że mam juz na tyle siły, by iść pobiegać. Myliłam się.
-No widzę właśnie, że się myliłaś. - powiedział lodowatym tonem.
-Dobra, ej, nie złość się. Myślałam, że już jestem na siłach. Ale chemia robi swoje. Nie wytrzymuję już - powiedziałam i spuściłam głowę.
-Rozumiem, ale zawsze będę ci powtarzał, że musisz o siebie dbać. - dodał już spokojniej i mocno mnie przytulił. Wtuliłam się w jego wysportowane ciało.
-Piotrek, ja już muszę iść - powiedziałam wyrywając się z jego objęć.
-Gdzie ty chcesz iść?
-Jasiek dzisiaj pisze test gimnazjalny. Chcę mu zrobić niespodziankowe śniadanie. Ale najpierw muszę iść do domu się przebrać.
-Odprowadzę cię. Najpierw do domu a potem do Janka?
-Nie, dam sobie radę.
-Powiedziałem, że cię odprowadzę to tak zrobię. I nie kłóć się.
No i tyle pogadali. Z Piotrkiem nie wygrasz. Choćby nie wiadomo jak się chciało. Tak więc zostałam przymusowo odprowadzona do domu.
-Chodź, nie będziesz przecież stał na klatce - powiedziałam wskazując ręką, by wszedł do środka.
-Chodź do mnie do pokoju - poleciłam.
Piotrek podążył za mną do mojego pokoju. Otworzyłam szafę z ubraniami. Nie miałam pojęcia w co się ubrać.
-Ubierz tą koszulę. Do tego spódnicę. Hmmm... Ta jest ładna - powiedział Piotrek wyciągając z mojej szafy koralową spódnicę.
-Hmmm. No ładna jest, ale jak ja w niej będę wyglądać?
-Jak nie ubierzesz to się nie przekonasz. Masz. - odparł podając mi sukienkę.
-Odwróć się - poleciłam.
Chłopak wykonał moje polecenie. Przebrałam się w zaplanowany strój.
-Mogę się już odwrócić? Ileż się można przebierać? - spytał.
-Dawno nie miałam na sobie spódnicy. Zobacz.
-No no. Laseczka z ciebie - rzekł Piotrek.
-Muszę jeszcze tylko założyć chustkę na głowę pod kolor.
-Musisz mieć tą chustkę?
-Tak. Muszę. Odwróć się.
-Karol, nie wstydź się, bo nie masz czego.
-Odwróć się. - powtórzyłam.
-Ehhh - westchnął i odwrócił się krzyżując ręce na klatce piersiowej.
Odwróciłam się do niego plecami i ściągnęłam chustkę. Wyciągnęłam z szafy białą i założyłam na głowę.
-Możemy iść - powiedziałam.
Tak więc zrobiliśmy. Piotrek odprowadził mnie pod same drzwi do Janka. Akurat wychodził Maciek.
-Siemka - rzucił w moją stronę.
-Siema. Znasz chyba Piotrka?
-No jasne, że znam. Cześć tak w ogóle - powiedział Maciek.
-Cześć - odparł Piotrek.
-Em.. Dobra, Karol ja lecę, bo jestem umówiony. Jak coś drzwi są otwarte tak, jak się umawialiśmy - powiedział Maciek.
-Oki. Dzięki - odparłam i już go nie było.
-Dobra, to leć do tego twojego ukochanego. Ja jeszcze idę pobiegać. Pa - Piotrek pocałował mnie w policzek, mocno przytulił i potruchtał w stronę jego domu.
Przystanęłam przed drzwiami do domu Janka. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka. W przedpokoju ściągnęłam buty i pognałam na górę, by zobaczyć czy Jasiek śpi. Spał jak suseł. To dobrze. Zeszłam na dół do kuchni. Była tam karteczka od mamy Janka do mnie:
"Czuj się jak u siebie. Dziękuję, że pomagasz Jankowi. To szczęście mieć taką dziewczynę. Pozdrawiam ~ Kasia (mama Jaśka)
P.S. Janek ma wyprasowaną koszulę w salonie na wieszaku."
Postanowiłam zrobić jajecznicę. Wyciągnęłam z lodówki trzy jajka i rozbiłam na patelnię. Robiąc śniadanie zastanawiałam się jak Janek to wszystko ogarnął. Nauka, ja, treningi... Jestem z niego bardzo dumna. Potrafił to wszystko połączyć nie zaniedbując niczego.
Tak rozmyślając nałożyłam jajecznicę na talerz i położyłam na tacę. Zrobiłam jeszcze kromki z masłem i gorącą herbatę z cytryną. Wzięłam tacę i poszłam na górę do pokoju Jaśka. Popatrzyłam jeszcze na zegar. 8;30. Spoko, mamy czas. Weszłam do pokoju i postawiłam tacę z przygotowanym śniadaniem na biurku.
-Kochanie, czas wstawać - powiedziałam odsłaniając rolety w jego pokoju.
-Mamo, jeszcze chwila - jęknął Janek zakrywając się kołdrą.
Położyłam się koło niego na łóżku i objęłam go w pasie.
-Jasiek, nie jestem twoją mamą. Wstawaj! - powtórzyłam.
-Karol? Skąd się tu wzięłaś? - zapytał zaspany, ściągając kołdrę z głowy.
-Długo by opowiadać. W skrócie to wiesz. Moi rodzice się bardzo kochali i...
-Wiesz, że nie o to mi chodzi, głuptasie - przerwał i pocałował mnie delikatnie w usta - Kocham cię.
-Ja ciebie też. Masz tu śniadanie - wstałam z łóżka i podałam Jankowi tacę z wyszykowanym śniadaniem - Smacznego.
Janek usiadł na łóżku i wziął ode mnie tackę. Nie wiem czy spostrzegł się, że jest w samych bokserkach. Chyba zrobił to celowo. Taki już jego styl bycia. Nie mogłam przestać patrzeć na jego umięśnioną klatkę.
-Podobam ci się, co? - powiedział Janek z szelmowskim uśmiechem na twarzy i jajecznicą w ustach.
-Nie mów z pełną buzią bo się zadławisz. Tak tylko patrzę na tą twoją"umięśnioną" klatę. - zrobiłam cudzysłów w powietrzu.
-Czemu się kryjesz z tym, że ci się podobam, co? - spoważniał.
-Bo jesteś zbyt pewny swej urody, jeśli tak to można nazwać, głuptasie - odparłam - Jedz szybko, bo zaraz piszesz test...
-Ślicznie dzisiaj wyglądasz - powiedział i pocałował mnie delikatnie w skroń.
-Nie podlizuj się - pokazałam mu język.
-To tak się teraz będziemy bawić? O nie - odpowiedział, odłożył tacę i zaczął mnie łaskotać.
Musiałam podeprzeć się na przedramionach, bo Jasiek usiadł mi delikatnie na biodrach. Położyłam się już całkiem na łóżku. Nie mogłam wytrzymać tego łaskotania. Janek jest ode mnie silniejszy więc każdy mój ruch amortyzował i zaczynał łaskotać jeszcze bardziej. W pewnej chwili chwycił moje ręce i przytrzymał je nad moją głową patrząc mi w oczy. Nagle wargi Janka gwałtownie zaatakowały moje, a jego język wdarł się do moich ust. Smakował mnie, a ja smakowałam jego. Całowaliśmy się bez opamiętania. Czułam, że mnie pragnął. Ja pragnęłam jego. Dłonie Janka niecierpliwie szarpały się z moją koszulą. Wygięłam się, by być bliżej jego ciała. Wewnętrzna strona moich ud zapłonęła uczuciem, którego jeszcze nie znałam, zupełnie jakby miała własną granicę cierpliwości, która właśnie została przekroczona. Nagle poczułam, jak Jasiek rozpina mi guziki od koszuli. Tego się najbardziej bałam. Nie chcę robić czegoś wbrew swojej woli. Nie mogę przekraczać pewnych granic mojego rozsądku...
-Jasiek, nie - powiedziałam przerywając to szaleństwo.
Przerwał naszą masę pocałunków. Posmutniał i popatrzył mi w oczy.
-Przepraszam. Nie powinienem, wiem, ale jesteś taka śliczna i pociągająca - odparł, zszedł z moich bioder puszczając moje ręce i podszedł do szafy wyciągając z niej spodnie i zakładając na siebie.
-Wiesz, że będziemy musieli o tym pogadać? - powiedziałam cicho zapinając guziki od mojej koszuli.
-Tak, wiem. Nie zrozum mnie źle... Jeszcze raz cię przepraszam. Nie chcę, by to popsuło coś pomiędzy nami... - odparł siadając koło mnie na łóżku i patrząc mi w oczy.
-Nie popsuje. Zaufaj mi. Tylko następnym razem spróbuj się pohamować. Jesteśmy jeszcze za młodzi na to... - powiedziałam spuszczając wzrok - Chodź. Na dole masz wyprasowaną koszulę.
Jasiek wziął do jednej ręki tacę a drugą chwycił mnie rękę. Zeszliśmy na dół do salonu. Wisiała tam jego koszula. Założył ją i umył naczynia po śniadaniu.
-Idziemy? - zapytałam.
-Tak.
Ubraliśmy się więc i poszliśmy na przystanek. Wsiedliśmy w "dziesiątkę" i pojechaliśmy do szkoły. Przed szkołą było już dużo osób. Spojrzałam na godzinę. 10;40.
-O której macie wchodzić? - spytałam.
-Hmm... Dyrektorka wczoraj mówiła, żebyśmy o 10;50 wchodzili do szkoły.
-To może idź już powoli, bo jest 10;40.
-Tak szybko chcesz się mnie pozbyć? - zapytał patrząc mi w oczy i obejmując w talii.
-Nie, dlaczego?
-Tak mnie pospieszasz...
-Ty nawet nie wiesz jak ja się denerwuję.
-Ty? Przecież ty, słońce nie piszesz - powiedział i mnie przytulił.
-Wiem. Ja po prostu mocno to przeżywam...
-Nie przejmuj się. Jak napiszę, tak napiszę. Ty nie masz na to wpływu.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też - odparł i pocałował mnie delikatnie w usta - Jak skończę pisać, to porozmawiamy o tym.. no... wiesz..
-Dobrze. Idź już, bo się spóźnisz. Pamiętaj, że cie kocham - powiedziałam i pocałowałam go ponownie w usta.
-A gdzie ty będziesz w tym czasie kiedy ja będę pisał?
-Tu i tam. Może pójdę na stadion pooglądać jak biegają.
-Dobrze. Ale uważaj na siebie. Martwię się - odparł, pocałował mnie w policzek i poszedł w kierunku szkoły.
Postanowiłam pójść na stadion. Usiadłam na trybunach i oglądałam atletów, którzy biegali na różne dystanse, skakali w dal, wzwyż albo rzucali dyskiem, oszczepem bądź pchnęli kulą. Zobaczyłam biegnącą w moim kierunku Zuzkę.
-Hej, siostra. Co ty tu robisz? - zapytała.
-A tak przyszłam, bo wiesz. Jasiek pisze test, a ja nie mam co robić to przyszłam pooglądać. A ty co tu robisz?
-Mam trening. W końcu jestem w klasie sportowej. Dzisiaj mamy trening przez 3 godziny.
-Zuzka! Nie obijaj mi się tam tylko trenuj! - krzyknął żartobliwie jej trener.
-Tak jest! - odkrzyknęła - Widzisz. Trener nie daje nam nawet chwili wytchnienia. Idę ćwiczyć. Paa - dodała i pobiegła do trenera.
Postanowiłam pójść do automatu kupic sobie coś do picia. Na szczęście jest tam automat, w którym można kupić świeżo wyciskany sok. Wcisnęłam przycisk z obrazkiem pomarańczy (sok pomarańczowy). Wzięłam kubek i wróciłam na trybuny. Zaczęłam rozmyślać popijając co chwilę sok.
Bardzo się denerwowałam tym testem Janka. Podziwiam go, że znalazł czas dla mnie, na treningi i jeszcze nauka. No, a za rok ja piszę egzamin. Ciekawe jak mi pójdzie. Nieważne. Nie warto teraz o tym myśleć. Został rok. Dużo czasu.
Jedna myśl nie daje mi spokoju. To co się dzisiaj stało. Musimy o tym porozmawiać. Janek sam o tym wie. To będzie ciężka rozmowa. No, ale nie można uciekać od problemów. Nie chcę być tą dziewczyną, którą byłam niecały rok temu. Tą, która ucieka od problemów, bo boi się im stawić czoło.
Tak myśląc zdałam sobie sprawę, że przez ten rok bardzo się zmieniłam. Jeszcze rok temu uciekłabym od problemu. Udawałabym, że go nie ma. A teraz: odważna ja. W życiu bym nie pomyślała, że w takim wieku trzeba rozmawiać na takie tematy. Ba! Że ja będę umiała rozmawiać na takie tematy. I pomyśleć, że rok temu bałam się Jankowi wyznać, że jestem jego dziewczyną. Teraz jestesmy parą. Kocham go, a on mnie. Chcę by ta miłość przetrwała wieki. Boję się, że go stracę. Nie chcę tego...
-Siemka, co ty tu robisz? - z moich rozmyślań wyrwał mnie znajomy głos.
-Siemka, a wy? - Julka i Julie (czyt. Dżuli) usiadły koło mnie.
-No, wiesz... - zaczęła Julia - Daniel dzisiaj pisze test...
-No i Kuba też! - przerwała Julie.
-No, a my się nudzimy więc postanowiłyśmy przyjść pobiegać.
-Aaaaaa - odparłam.
-Nom. A ty co tutaj robisz?
-No wiesz. Jasiek dzisiaj pisze test więc przyszłam popatrzeć, bo..... A zresztą nieważne - odpowiedziałam.
-Zaczęłaś to dokończ - nalegały.
-Noo... Booo... Dzisiaj jak poszłam rano pobiegać to tak jakby zaczęło mi się kręcić w głowie i tak jakby upadłam, ale na szczęście w pobliżu był Piotrek i już jest wszystko ok - zakończyłam.
-Karol, ty w ogóle o siebie nie dbasz - powiedziała Julka. Była zła. Obie były złe.
-Tak, wiem, muszę o siebie dbać i te sprawy. Piotrek mi już prawił o tym kazanie.
-Piotrek ma rację. Karol, my cię nie możemy stracić.
-Ja się nigdzie nie wybieram... - powiedziałam smutnym głosem.
-Ehh. Wiesz, że nie miałyśmy tego na myśli - odparła Julie.
-Rozumiem...
-No ej, nie fochaj się. Jesteśmy na ciebie złe, bo o siebie nie dbasz. A teraz powinnaś to robić. Rozumiesz?
-Noo...
-My już idziemy, bo musimy jeszcze coś załatwić. Do zobaczenia w szkole - powiedziała Julka i obie pocałowały mnie w policzek i poszły w kierunku szatni.
Wracając do moich rozmyślań...
Dobrze, że Janek nie naciska. Nie chcę, żeby to się działo za szybko, bo jeśli czeka się na coś dłużej, to bardziej się to docenia...
Dziewczynom w Rekordzie idzie coraz lepiej. Są na 7 miejscu w lidze na 12 miejsc. Mistrzostwa Polski U-14 zakończyły na 2 miejscu. To i tak sukces, bo w zeszłym roku miałyśmy przedostatnie miejsce. Jestem z nich bardzo dumna. Teraz treningi mają 3 razy w tygodniu po 1,5h. Śledzik dostała się do Kadry Polski U-15. Mistrz mój. W sobotę Rekordzistki grają mecz z Mitechem Żywcem. Jak wszystko dobrze pójdzie to pojadę z nimi do Żywca jako kibic i "kierownik drużyny". Już się nie mogę doczekać...
Dzisiaj o 17;00 mam jechać do szpitala na chemię. Nie okazuję tego, ale czuję, że zamiast być lepiej, jest coraz gorzej. Nie wytrzymam już tego dłużej. Za każdym razem po chemii czuję się mega osłabiona. Smutno mi, bo nie mogę wyjść z Jaśkiem na rower, rolki czy iść pobiegać. Myślę, że Janek jest ze mną, bo głupio by było, gdyby odszedł od chorej dziewczyny. Wyszedłby na idiotę i pustego cwaniaczka. Co popsuło by mu reputację. Nie, nie, nie. To nie prawda. Dlaczego ja o tym myślę? Jejku, co się ze mną dzieje? Czyżbym wątpiła w naszą miłość? Tak, naszą. Nie jego czy moją. Naszą...
-Karol! Karol! - z zamyślenia wyrwał mnie głos Maćka.
-Siema, siema. - odparłam.
-Nie słyszysz mnie? Wołam cię i wołam a ty nie reagujesz.
-Zamyśliłam się. A tak w ogóle to skąd ty się tu wziąłeś? - zapytałam.
-Janek do mnie napisał jeszcze przed testem, żebym przyszedł, bo się o ciebie martwi. Sorki, że tak długo, ale miałem trening.
- Spoooko. Nic się nie stało.
-To o czym chcesz pogadać? W końcu od tego tu jestem - zaczął.
-Jak tam twoja dziewczyna? - zapytałam.
-Bardzo dobrze. Kochamy się i coraz lepiej się nam układa i...... Ej, a skąd ty wiesz, że mam dziewczynę?
-Sam mi teraz o tym powiedziałeś - odparłam i wybuchłam śmiechem.
-Kurde...
-Widziałam was jeszcze w zeszłym roku na zamku. Opowiadaj, jaka ona jest? - uśmiechnęłam się.
-No więc. Ma na imię Lena. Jest gdzieś mniej więcej twojego wzrostu, ma niebieskie oczy i blond włosy. Poznaliśmy się na koszu. Przyszła na trening taka nierozgarnięta. No i zakochaliśmy się w sobie.
-Oooo, jaka urocza historia z happy end'em - odparłam - Super, że ci się udało i że zapomniałeś o Marcie.
-Marta jest dla mnie nikim. Nie kochała mnie, tylko swoją miłość do mnie. Była zbyt egoistyczna. - odpowiedział.
-No cóż. Na szczęście teraz jest dobrze.
-Tak. Nie warto myśleć o przeszłości. Ej, chodźmy już może po Janka. Zaraz powinien kończyć.
-Okej, chodźmy.
Poszliśmy więc pod szkołę rozmawiając o wszystkim i o niczym. Tak rozmawiając zdałam sobie sprawę, że bardzo dawno nie rozmawiałam z Maćkiem tak na poważnie. W szkole to było raczej "cześć, co słychać?" Itd.
-...Nie no, znowu odpłynęła. Kaarool! Słyszysz mnie? - mówił Maciek machając mi ręką przed oczyma.
-No słyszę, słyszę - odparłam - Zamyśliłam się.
-No właśnie zauważyłem - uśmiechnął się - Pytałem, jak twoja choroba?
-Eeee. Noooo... Tego i tamtego.....
-Ogarnij się i mów, bo pytam serio.
-Ehh... Czuję, że zamiast być lepiej jest gorzej. Ta chemia gówno daje. Pomimo, że tego nie okazuję to czuję, że to już końcówka. Już nie wytrzymuję. Nie mogę ani iść pobiegać, ani na rolki czy rower z Jankiem. On powinien sobie znaleźć inną dziewczynę. Przeze mnie można powiedzieć, że jest "uziemiony" - zakończyłam.
-Jezu, ty chyba masz gorączkę, bo gadasz jak popieprzona. Zrozum, że jakby cię Jasiek nie kochał, to już dawno by z tobą nie był. A to, że z tobą jest świadczy tylko o jednym : że cię KOCHA. Rozumiesz? Kocha. Więc nie wymyślaj, że powinien sobie znaleźć kogoś innego, bo on nikogo innego nie kocha tak, jak ciebie... - odparł uśmiechając się - Chodź, bo na pewno już na nas czeka.
Stanęliśmy przed drzwiami do szkoły. Ujrzałam Janka żegnającego się z jakąś laską z jego klasy. Przytulili się.
-Popatrz. Ona będzie dla niego idealna - powiedziałam.
-Ty się weź lepiej nie odzywaj - odparł pół żartem Maciek.
Jasiek nas zobaczył i od razu podszedł w naszym kierunku.
-Cześć kochanie - powiedział całując mnie w policzek - Jak się czujesz?
-Dobrze - odparłam.
-Ej, to ja ci ją zostawiam - powiedział Maciek do Jaśka - Spadam do Leny - dodał, przytulił mnie i pobiegł w kierunku przystanku.
-Kto to Lena? - zapytał Jasiek i objął mnie w pasie. Pokierowaliśmy się w stronę parku.
-Jego dziewczyna.
-Powiedział ci? - Janek wydawał się być zdziwiony.
-Sam się wygadał - opowiedziałam Jankowi całą historię.
-Haha, głupek - odparł i zaczął się śmiać.
-Jak ci poszedł test? - zapytałam gdy Jasiek powoli się uspokajał.
-Myślę, że dobrze.
-To super. Jestem z ciebie dumna - powiedziałam i przytuliłam się do niego. Usiedliśmy na ławce. - Jeszcze tylko jutro i pojutrze. Będzie dobrze.
-Musi być. Mam ciebie, więc lepiej być nie może - powiedział i popatrzył mi w oczy - Kocham cię. Nie potrafię bez ciebie wytrzymać dnia. Nie mogę cię stracić, dlatego musimy porozmawiać o tym... Ehh... No wiesz...
-Wiem.
-Tak. Więc przepraszam cię za to co się stało rano. To nie powinno się wydarzyć. Tym bardziej, że jesteś... No...
-Chora? Tak. Zgadzam się z tobą - odparłam i wbiłam wzrok w ziemię.
-Więc co robimy? - zapytał.
Zastanawiałam się co powiedzieć...
-Może... Przystopujmy trochę. To wszystko dzieje się bardzo szybko. Jesteśmy za młodzi... - powiedziałam - Zawsze, jak dojdzie do czegoś więcej niż do pocałunku...
-Do pożądania? - przerwał pytaniem.
-Tak.
-Więc zawsze jak dojdzie do pożądania, powinniśmy przestać natychmiast. Możesz mi dać z liścia jakby mi odwalało. Bo jesteś śliczna. I ciężko jest się powstrzymać...
-Tylko problem w tym, że ja też się czasami mogę zapomnieć... A ja nie chcę się z tym spieszyć. Tym bardziej, że jestem chora...
-Rozumiem. Dlatego miejmy sie oboje na baczności.
-Czyli oboje się zgadzamy? - zapytałam.
-Tak - zapewnił - Kocham cię i nie mógłbym sobie tego wybaczyć, gdybym cię stracił.
-Nie stracisz. Za bardzo cię kocham, żeby od ciebie odejść. Nawet jeśli bym odeszła, to podświadomie zawsze będziesz w moim sercu.
-Kochana jesteś - mówiąc to pocałował mnie w skroń i objął jeszcze mocniej. Oparłam się o jego ramię i przymknęłam lekko oczy. Jasiek chwycił moją dłoń i tak trwaliśmy w ciszy wsłuchując się w odgłosy natury.
-Janek, która godzina? - zapytałam po dość długiej ciszy.
-16;30.
-Kurde! - gwałtownie wstałam z ławki.
-Co jest? - mój chłopak wydawał się być zmieszany i przejęty.
-O 17;00 mam chemię!
-O kurde. To chodź szybko na przystanek.
Poszliśmy szybkim krokiem w kierunku przystanku. Wsiedliśmy do "siódemki" i pojechaliśmy do domu. Janek całą drogę trzymał mnie za rękę. Odprowadził mnie pod same drzwi mojego bloku.
-Ej, Karol... - zaczął.
-Tak? - powiedziałam szukając kluczy w torebce.
-Mógłbym pojechać z tobą?
Zdziwiłam się trochę jego pytaniem. Jednak poczułam się szczęśliwa, że chce mnie wspierać w trudnej dla mnie sytuacji.
-No pewnie! Dziękuję - powiedziałam i pocałowałam go w policzek - Powiem tylko rodzicom, że zabierzesz się z nami.
Weszliśmy razem do mieszkania. Chłopak poszedł do mojego pokoju.
-Mamo, przepraszam, że się spóźniłam.
-Spoko. Mamy jeszcze 15 minut. Tata tylko zje obiad i pojedziemy.
-Oki. A może z nami pojechać Janek? - zapytałam niepewnie.
-On jest pewny, że tego chce?
-Tak, jest pewny.
-A ty jesteś pewna? - zapytała.
Nie rozumiem. Czego mam być pewna? Tego, czy chcę, żeby Janek ze mną pojechał? Tego, czy chcę, by mnie wspierał?
-No, jestem pewna - odparłam trochę zmieszana.
-W takim razie ok. Niech pojedzie z nami.
-Dziękuję - odpowiedziałam i poszłam do pokoju.
-I co? - zapytał gdy zamknęłam za sobą drzwi.
-Jedziesz ze mną - odpowiedziałam, a on wstał z łóżka i przytulił mnie mocno.
-Chcę cię wspierać. Zawsze przy tobie będę, pamiętaj o tym.
-Kocham cię - powiedziałam.
Janek objął swoimi dłońmi moją twarz i złożył na ustach długi, ale delikatny pocałunek.
-Ja ciebie też - odparł, gdy skończył mnie całować.
-Kaaarool! Gotowa? Idziemy! - krzyknął tata.
-Chodźmy - powiedział Jasiek i objął mnie w pasie. Wsiedliśmy do auta. Zapięliśmy pasy i ruszyliśmy. Janek przez całą drogę trzymał mnie za rękę. Droga minęła w miarę szybko, bo trwała tylko 15 min. Spóźniliśmy się 5 minut, ale na szczęście na nic to nie wpłynęło.
Weszłam sama do gabinetu lekarskiego (takie są procedury) by przed chemią porozmawiać chwilę z lekarzem prowadzącym.
-Cześć, Karol. Co u ciebie? - zapytał Przemek, lekarz, który zajmuje się moją chorobą.
-Nie najlepiej - odparłam i spuściłam głowę.
-Dlaczego?
-Wiesz... Biorę tą pieprzoną chemię i zamiast czuć się lepiej czuję się co raz gorzej. Nie wytrzymuję już. Chce, żeby to się skończyło. Na dodatek włosy w ogóle mi nie odrastają.
-Kiedy bierzesz chemię wypadają ci włosy, ponieważ włosy po chemioterapii, a dokładnie meszki włosowe stają się obok komórek nowotworowych, jedną z głównych ofiar chemicznego leczenia przeciwnowotworowego.
-Wait, wait, wait. Jeszcze raz. Po polsku proszę.
-No, bo jak bierzesz tą chemię, to meszki włosowe są nieodporne na te leki i są narażone na wypadanie.
-Aham...
-A czemu myślisz, że jest co raz gorzej? - zapytał.
-Co raz gorzej się czuję. Czasami bywa tak, że siedzę sobie i zaczyna mi się kręcić w głowie. Znowu innym razem zaczyna mi być duszno. Jeszcze kiedy indziej mdleję. To chyba nie jest normalne, nie?
-Dlatego zawsze ci będę powtarzał, że musisz o siebie dbać. Jak byś to robiła to nic by się takiego nie działo - odparł zły.
-Ehhh...
-Co? Czyżbyś chciała mi coś powiedzieć?
-Nooo..... Dzisiaj rano poszłam pobiegać... - odparłam patrząc się w jeden niewidzialny dla mnie punkt.
-Widzisz? I właśnie o tym mówię! Nie stosujesz się do poleceń zadanych przeze mnie. Chcesz wyzdrowieć czy umrzeć, bo nie wiem...
-No to chyba logiczne, że wyzdrowieć.
-Wiesz, że to od ciebie zależy czy wyzdrowiejesz czy nie?
-Wiem... - powiedziałam dalej patrząc się w jeden niewidzialny punkt.
-To dlaczego robisz wszystko by sobie zaszkodzić?
-Noo... Bo...
-Jak nie będziesz o siebie wystarczająco dbać chemioterapia też może nie podziałać.
Tego nie wiedziałam. Ale tylko przez to chemia aż może nie podziałać? Przecież skoro jest podana to jakoś działać musi. Nie znam się na tym, więc pewnie Przemek ma rację.
-Chodź już, bo jest 17;15.
Poszłam za Przemkiem, który powiedział, żeby rodzice i Jasiek poszli ze mną. Delikatnie zrobił wkłucie. Teraz pozostaje tylko godzina męczarni.
-Przyjdę za godzinę. Jakby się coś działo, proszę natychmiast mnie zawiadomić - powiedział lekarz.
-Panie doktorze, możemy porozmawiać? - zapytała moja mama.
-Oczywiście - odparł i wyszli z sali.
Jasiek popatrzył na mnie ciepłym wzrokiem i usiadł na krzesełku obok.
-Kocham cię - powiedział i chwycił mnie za dłoń.
-Ja ciebie też.
-Kochanie, prześpij się. Na pewno jesteś zmęczona. Jeszcze ta chemia cię obciąża.
-Ale to bez sensu. Ja będę spać, a ty co będziesz robił? - zapytałam.
-Będę na ciebie patrzeć i trzymać cię cały czas za rękę.
-Obiecujesz?
-Obiecuję - odparł, a ja zamknęłam oczy.
Zasnęłam w błyskawicznym tempie. Śniło mi się, że Jasiek odszedł ode mnie, bo nie wytrzymywał tak dużej odpowiedzialności. Tym bardziej, że jestem chora. Nie wytrzymał już. A ja umarłam w samotności. Obudziłam się po 40 minutach z mokrą poduszką i mokrymi od łez policzkami.
-Karol, co się stało? Płakałaś. - zapytał Janek z troską w głosie.
-Miałam sen... - opowiedziałam Jankowi o tym śnie.
-Wiesz, że nigdy czegoś takiego bym nie zrobił.
-Wiem. Dziękuję - powiedziałam.
Mój chłopak rzeczywiście przez cały czas trzymał mnie za rękę. Pocałował mnie delikatnie w skroń i mocno przytulił.
-Zawsze przy tobie będę. Choćby nie wiem co się stało. A wiesz dlaczego?
Pokiwałam przecząco głową.
-Bo jesteś jedyną miłością mojego życia. Kocham cie najmocniej w świecie. A na dodatek jesteś śliczna. Ale to tylko dodatek, bo najbardziej liczy się wnętrze.
-Jasiek, nawet nie wiesz, ile dla mnie znaczą twoje słowa - ze wzruszenia poleciały mi łzy po policzkach. Jasiek podążał palcem po moim policzku za jedną z nich.
-Wiem, że mamy dopiero po 15-16 lat, ale sądzę, że nasza miłość jest bardzo dojrzała - powiedział.
-Też tak uważam. Kocham cię. Nigdy wcześniej nikogo tak nie kochałam jak ciebie.
Mówiąc to przymknęłam oczy. Poczułam usta Janka na moich ustach. Złączyliśmy się w jedno. Kocham go najmocniej na świecie...
  • awatar Gość: Cudowny !
  • awatar Panna15: Cudne *.* Zapraszam na mój powrót z nowym opowiadaniem :3
  • awatar ♥Lagoona♥Blue♥Hania♥: przeczytałam caluśkiee!:3 i boziiuuuu jakie to sweeeet<33 chcę dalej o Karol i Jaśkuuu!:D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
12.04
Niedziela
Ale długo nie pisałam. Były święta, ale już po nich. Szczerze mówiąc, to nie pisałam dlatego, bo nic ciekawego się nie działo.
Dalej biorę chemię. Nie wytrzymuję już. Jestem taka chuda i blada, że aż się sama siebie brzydzę. Moja mama mówi mi, że nie mogę się siebie brzydzić, bo to nie ze swojej winy jestem tak chuda tylko przez tę cholerną chorobę. Rodzina i przyjaciele cały czas mnie wspierają. Oprócz rodziny i przyjaciół jest jeszcze ktoś, kto mnie bardzo wspiera i mocno kocha. Janek - mój chłopak. Kocham go nad życie. Ostatnio, gdy byłam u Janka na obiedzie, by poznać jego rodziców (którzy okazali się bardzo życzliwi) poszliśmy do jego pokoju i rozmawialiśmy o naszej przyszłości...
-Ja chcę mieć czwórkę dzieci - powiedziałam w pewnej chwili leżąc obok niego na łóżku.
-Dlaczego czwórkę? - zapytał kładąc swoją głowę na moim brzuchu.
-Zawsze chciałam mieć czwórkę dzieci. Wiesz... - ciągnęłam bawiąc się jego włosami - Upatrzyłam to sobie tak, że najpierw będzie chłopczyk. Wiesz, najstarszy syn. Będzie pomagał strudzonej matce i w ogóle. Potem dziewczynka, żebym miała komu pleść warkoczyki. Później najlepiej, żeby urodziły się bliźniaczki - chłopczyk i dziewczynka, ale to pewnie niemożliwe więc będzie najpierw chłopczyk, a potem najmłodsza dziewczynka, żeby najstarszy brat mógł się nią zajmować - zakończyłam.
-Widzę, że masz już całe życie zaplanowane - odparł Jasiek i położył się obok mnie.
-A ty nie? - spytałam i popatrzyłam na niego. On patrzył w sufit.
-Wolę, żyć spontanicznie. Co się ma wydarzyć to i tak się wydarzy. Nie unikniemy tego, dlatego nie chcę planować, bo się jeszcze rozczaruję. Póki co, wolę się cieszyć chwilą.
-No, a nie wolisz postawić sobie celu i go realizować?
-To co innego. - odparł krótko - Mam wyznaczony cel i nieodparte pragnienie, by go osiągnąć, ale to co innego niż zaplanowanie sobie życia.
-A marzenia? - zapytałam po chwili niezręcznej ciszy.
-Marzenia każdy ma i każdy chce je spełniać. - odparł - Opowiedz mi o swoich - poprosił czym mnie troszkę zaskoczył.
Nigdy nie opowiadałam Jankowi o swoich marzeniach. To trochę dziwne, bo jesteśmy ze sobą dość długo więc powinniśmy się znać na wylot. Ale ani on nie zna moich, ani ja jego.
-Więc... - zaczęłam - Marzę o zwiedzeniu wielu państw. Chciałabym pojechać do Hiszpanii, Francji, Włoch, Anglii, Stanów Zjednoczonych, Argentyny i Japonii. Chciałabym też zwiedzić piękne lasy równikowe, ale z kimś, bo sama się boję. Marzę także o prawdziwej miłości, która przetrwa wszystko. Rozumiesz? Chciałabym przeżyć taką historię z happy end'em - zakończyłam.
-Myślę, że o tej prawdziwej miłości już nie musisz marzyć, bo taką cię właśnie darzę - odparł i pocałował mnie namiętnie w usta.
-Janek, ale my mamy dopiero po 15-16 lat. - powiedziałam przerywając nasz pocałunek - Nie zrozum mnie źle, ale takie miłości zazwyczaj się kończą. Boję się, że z naszą też tak będzie. Nie chcę tego.
-Nie będzie tak. Zaufaj mi - powiedział i objął mnie.
Wtulona w jego umięśnioną klatę nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Obudziłam się coś może koło godziny 18. Zauważyłam, że dalej leżę w objęciach mojego chłopaka przykryta kocem. Popatrzyłam na niego, śpiącego, kochającego mnie. Wyglądał tak słodko, że zrobiłam mu zdjęcie swoim telefonem i od razu ustawiłam na tapetę. Poleżałam jeszcze z 15 minut i Jasiek także się obudził.
-Czemu mnie nie obudziłaś, księżniczko? - powiedział całując mnie w skroń.
-Nie chciałam cię budzić. Tak słodko spałeś - odparłam i lekko się zarumieniłam.
-Dlaczego zrobiłaś się czerwona? - zapytał gładząc mnie delikatnie po twarzy.
-A zrobiłam się?
-Tak. Złapałaś buraka. Wyglądasz uroczo.
Zarumieniłam się jeszcze silniej.
-Teraz wyglądasz jak zarumieniony burak.
-Ej!
-Dlaczego się czerwienisz?
Zastanawiałam się, czy nie powiedzieć mu wprost, że zrobiłam mu zdjęcie gdy spał. Pomyśli, że jestem jakaś pieprznięta.
-Hmm... Sam zobacz - powiedziałam i pokazałam mu swój wyświetlacz w telefonie.
-Ej, to jest nawet urocze z twojej strony.
-Haha, ty na tym zdjęciu jesteś uroczy - powiedziałam i dałam mu całusa w policzek.
Leżeliśmy tak przytuleni do siebie chyba 2 godziny w ciszy, przerywając ją co chwilę całusami lub lekkimi muśnięciami. W końcu Jasiek wstał, a ja w tym czasie poskładałam koc, którym byliśmy przykryci, następnie ponownie się położyłam. Jasiek ze swoją gitarą położył się na moim brzuchu grając najpierw Metallica - "Nothing else matters" a później inne kawałki, które uwielbiałam. I tak minęła kolejna godzina. Spojrzałam za zegarek. 21:30.
-Jasiek, czas już na mnie - powiedziałam bawiąc się jego włosami.
-Odprowadzę cię - odpowiedział.
Wstaliśmy więc z łóżka i pokierowaliśmy się na dół do przedpokoju. Ubrałam się, rzuciłam krótkie "do widzenia" do jego rodziców i wyszliśmy.
Nie wiem czy prąd wysiadł czy co, ale latarnie w ogóle nie świeciły. My z Jankiem świeciliśmy swoimi telefonami, żeby jakoś dojść do mojego bloku. Wędrówka przez mrok robiła niesamowite wrażenie. Jasiek nie pomagał mi się uspokoić - co jakiś czas chwytał mnie mocno i szeptał: "Boże, co to było?", a potem łaskotał mnie, co wzbudzało moje przerażenie... i ekscytację. W niektórych oknach świeciły się świeczki, a w innych było całkiem ciemno co oznaczało, że wysiadł prąd w całym mieście. W końcu znaleźliśmy się na mojej ulicy. Jasiek zatrzymał się i przyciągnął mnie tak, żebym patrzyła na niego.
-To dziwne - odezwałam się - zobaczyć własną ulicę w takich ciemnościach. Jakbym była tu po raz pierwszy, choć przecież tu mieszkam. Wiesz o co mi chodzi?
Ironicznie uniósł brew.
-Naszła cię ochota na mroczne rozważania czy jak?
Chciałam go odepchnąć, ale złapał mnie za ręce. Trzymał mocno tak, żebym nie mogła się wyrwać.
-Zamknij się - powiedziałam żartobliwie.
-Z przyjemnością - nachylił się i delikatnie musnął ustami moje wargi.
Latarnie zamigotały. Przerwałam nasz pocałunek.
-Widziałeś to? - zapytałam trochę przestraszona.
Janek spojrzał na najbliższą lampę, która lekko migotała.
-Pewnie próbują usunąć awarię. Ale w ogóle mnie to teraz nie obchodzi.
Kolejny pocałunek. Złączyliśmy się w jedno, kompletnie nieświadomi upływających chwil. Za każdym razem, gdy mamrotałam, że muszę iść do domu, on kiwał głową, a potem znów mnie całował. Przez zaciśnięte powieki widziałam migoczące latarnie.
Po jakimś czasie zdołaliśmy się rozłączyć.
-Muszę już iść - powiedziałam, ciągnąc go w kierunku mojej klatki.
-Dobra, chodźmy.
Przed drzwiami do klatki Jasiek znowu mnie przytulił i skradł jeszcze jeden pocałunek.
-Naprawdę muszę już iść - roześmiałam się.
-Wiem, wiem - przerwał pocałunek tylko na chwilę. Teraz był nieco odważniejszy. Poczułam czubek jego języka delikatnie bawiący sie moim, aż w końcu Janek ostatecznie się odsunął. - Idź. Już dawno powinnaś leżeć w łóżku, śliczna.
Wyciągnęłam klucze z kieszeni i otworzyłam drzwi do klatki. Odwróciłam się jeszcze, by pomachać Jankowi na pożegnanie i weszłam do klatki, a potem do mieszkania.
-No jesteś wreszcie - powiedziała mama gdy tylko mnie zobaczyła.
-No jestem, jestem. Przecież nie ma tak późno.
-Karola, jest przecież po 22.
-Zagadałam się z Jankiem. Przecież wiesz jaki on jest, mamo - odparłam.
-Chcesz coś zjeść? - zapytała moja rodzicielka.
-Nie chce mi się jeść, szczerze mówiąc.
-Dobra to idź się umyj i do spania.
-Tak jest - powiedziałam żartobliwie i poszłam do łazienki.
Postanowiłam wziąć kojącą kąpiel z bąbelkami. Zamknęłam łazienkę i rozebrałam się po czym weszłam do wanny z gorącą wodą. Zaczęłam rozmyślać...
Nie mogłam przestać myśleć o dzisiejszym dniu. Jasiek przedstawił mnie swoim rodzicom. Bardzo życzliwi państwo. Jego mama - szczupła blondynka niskiego wzrostu o niebieskich oczach i ojciec - wysoki, niebieskooki, silnie zbudowany blondyn. Jasiek jest bardzo podobny do swojego ojca. Maciek za to jest bardziej podobny do mamy tak jak ich starsza siostra Asia. Maja jest podobna raczej do mamy i do taty po równo. Ale wracając do jego rodziców... Prawie cały obiad wypytywali mnie o wszystko. O klub, o to jak się z Jankiem poznałam, o szkołę... Jednak nie pytali o moją chorobę. Jestem im za to wdzięczna. Pewnie Jasiek uprzedził ich, wszystko wytłumaczył i poprosił, żeby mnie o nic nie pytali. Kocham go za to.
Później, jak leżeliśmy przytuleni do siebie rozmawiając o naszej przyszłości. Janek poprosił, żebym mu opowiedziała o swoich marzeniach. Opowiadałam nakręcona, a on przyglądał mi się z tym swoim szelmowskim uśmieszkiem. Wtulona w jego ramionach usnęłam, nawet nie wiem kiedy. I to zdjęcie, które mu zrobiłam gdy spał. Nie usunę go nigdy. Zrobię milion kopii. Potem, jak zagrał mi na gitarze moje ulubione kawałki. Czułam się jak w niebie.
A gdy już musiałam iść odprowadził mnie pod sam blok. Za każdym razem, gdy mamrotałam, że muszę iść do domu, on kiwał głową, a potem znów mnie całował. Wariat jeden. Jednak jest coś, co nie daje mi spokoju. Coś, przez co poczułam te iskierki pomiędzy nami. Gdy poczułam czubek jego języka delikatnie bawiący sie moim. To jest pierwszy raz, kiedy on mnie tak pocałował. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam. Ale gdy to robił poczułam, jakbyśmy się stali jednością. Był wtedy nieco odważniejszy niż zazwyczaj. Nie wiem, dlaczego zdecydował sie na taki krok. Owszem, nie przeszkadzało mi to, ale słowo daję, że w tamtej chwili nie poznawałam mojego chłopaka. Zresztą sama siebie nie poznawałam. Poczułam coś w rodzaju pożądania. Pragnęłam go. Jego ust, jego dotyku. Może on też to poczuł. Ja rozumiem, hormony i te sprawy. Na pewno, gdybyśmy byli w domu, sami, to nie skończyłoby się to tak szybko. A więc jaki będzie następny krok? Seks?
Boże, nigdy o tym nie myślałam. Szczerze mówiąc, trochę się tego obawiam. Janek jest dojrzałym chłopakiem i chyba będzie wiedział, kiedy przystopować, żebyśmy nie zaszli za daleko. Nie chcę się z TYM spieszyć. Może trzeba będzie o tym porozmawiać? Tak zrobię. Porozmawiam z nim. U Janka teraz buzują hormony, więc im szybciej porozmawiamy tym lepiej.
Wstałam z wanny, wytarłam się i przebrałam w pidżamę następnie umyłam zęby i wyszłam z łazienki. Wszyscy domownicy już spali. To może i dobrze. Położyłam się do snu. Jeszcze przed zaśnięciem otrzymałam SMS-a od Janka:
"Śpij dobrze, księżniczko ❤ "
Odpisałam:
"Ty również, książę ❤ ".
Wiedziałam, że po tak udanym dniu mogę spać spokojnie. Tak też się stało, bo chwilkę później zasnęłam z uśmiechem na ustach
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
20.02
Piątek
Urodziny spędziłam w gronie rodzinnym. Dostałam masę prezentów od chrzestnego, od chrzestnej, od rodziców, dziadków, kuzynek i kuzynów oraz od brata, Kacpra i siostry, Zuzki. Było bardzo fajnie. Można powiedzieć, że czułam się bardzo dobrze. Nikt nie zwracał uwagi na moją chorobę. Na szczęście. Rozmawiałam z kuzynami i z kuzynkami. Dawno się z nimi nie widziałam. Były nam potrzebne te pogawędki. Z kuzynami tradycyjnie się rozmawiało o piłce nożnej. Za to z kuzynkami o ciuchach i w ogóle. Tak minęły mi ferie i zaczęła się szkoła...
Dzisiaj w szkole było w miarę spokojnie. Lekcje odbyły się bez szwanku. Teraz siedzę w domu. Na polu grasuje burza. A ja w końcu mam odwagę opisać, co stało się tego pamiętnego dnia, kiedy dowiedziałam się wszystkiego...
-Dlaczego? Jasiek, dlaczego to zrobiłeś? - ze łzami w oczach zapytałam trzymając dłoń na klamce stojąc tyłem do Janka.
Cisza. Długa cisza. Nie mogłam powstrzymać łez, które leciały mi po policzkach.
-No? Dlaczego? Jasiek, co ja ci zrobiłam?
-Usiądź, proszę - odparł. Dalej stałam do niego tyłem trzymając rękę na klamce.
-Nie - odpowiedziałam.
Janek westchnął ciężko. Zdjęłam rękę z klamki. Odwróciłam się w jego stronę...
*JASIEK*
Oczy miała pełne łez. Nie mogłem tak na nią patrzeć. Jaki ja jestem głupi. Jestem idiotą. Jak mogłem ją tak zranić? Ona płacze przeze mnie. Dlaczego ją okłamałem? Przecież ją kocham...
-Kocham cię, ale zupełnie nie rozumiem - powiedziała spokojniejszym już tonem po czym usiadła obok mnie na łóżku.
Nie wiedziałem jak się zachować. Chciałem ją przytulić. Wiedziałem jednak, że nie będzie to na miejscu...
-Przepraszam. Proszę, wybacz mi - powiedziałem, a głos uwiązł mi w gardle.
-Janek, ale wytłumacz mi dlaczego? Po co? - zapytała.
-Ehh. No więc - zacząłem - Kiedy tylko cię poznałem, wiedziałem, że nie mogę tak po prostu tylko cię znać. Musiałem z tobą być. Czułem, że cię kocham. Myślałem, że nie będziesz chciała być z kimś takim jak ja. Szczególnie, że byłem przyjacielem twojego byłego, Marka...
*KAROLA*
Jasiek mówił ze łzami w oczach. Było mu ciężko. Widziałam to. Każde wypowiedziane przez niego słowo sprawiało mu ból. Wewnętrzny ból.
-...byłem przyjacielem twojego byłego, Marka. - mówił mój chłopak - Jednakże w końcu byliśmy razem. Byłem taki szczęśliwy. Nie mogłem cię stracić. Dlatego powiedziałem ci to okropne kłamstwo. Rodzice wtedy wyjechali, więc łatwo było ukryć prawdę... - zakończył.
-Nie rozumiem. Myślałeś, że będę z tobą z litości? Bo twoi rodzice "nie żyją" - zrobiłam cudzysłów w powietrzu.
-Wiem, to bardzo egoistyczne, ale tak. Tak pomyślałem - odparł ocierając łzę spływającą po jego policzku.
-Jasiek, to chyba logiczne, że nie byłabym z tobą gdybym cię nie kochała...
-Jestem pieprzonym egoistą. Przepraszam cię. Wybaczysz mi? - zapytał
No i co ja mu mam odpowiedzieć? Kocham go, ale nie potrafiłabym mu tego wybaczyć.
-Przepraszam, ale... - głos uwiązł mi w gardle - ale ja nie umiem ci tego wybaczyć - poczułam pod powiekami piekące łzy, które zaczęły spływać po policzkach. Popatrzyłam Jankowi w oczy. Wyglądały tak samo jak moje. Zaczerwienione od piekących łez.
-Czyli to koniec? - zapytał - Koniec naszej wspólnej przygody?
-Chyba tak - odparłam.
-To co teraz?
-Nie wiem - odparłam i spojrzałam na tapetę w moim telefonie. Byłam to ja z Jankiem. Dokładnie takie samo zdjęcie, jakie dostałam od niego na święta - Może po prostu zapomnimy?...
*JASIEK*
Zapomnimy? Tak po prostu? Sory, ale ja tak nie mogę.
-Nie chcę zapomnieć - odparłem.
-To co zrobimy? - zapytała.
-Przecież wiesz, że cię kocham. Nie wytrzymam bez ciebie reszty mojego życia. Może trzeba go zakończyć...
-Nawet o tym nie myśl! - krzyknęła i znów łzy zaczęły jej spływać po policzkach. Zapłakane oczy stały się jej znakiem rozpoznawczym ostatnimi czasy. Przeze mnie. Boże, co ja zrobiłem? Jestem idiotą. Jak mogłem ją tak okłamać?
-Jak mam nie myśleć? Nie chcę cię szantażować czy coś, ale moje życie bez ciebie zwyczajnie nie ma sensu - odpowiedziałem.
-Jasiek, ja nie umiałabym być z tobą po tym wszystkim - powiedziała i wtuliła się w mój tors. Przytuliłem ją mocno do siebie i pocałowałem we włosy. Karola popatrzyła mi w oczy - Dlaczego mi to zrobiłeś? Dlaczego? - dodała spokojniej wycierając mokre od łez policzki, dalej patrząc mi w oczy.
-Bo jestem zimnym sukinsynem i pieprzonym egoistą bez serca - odpowiedziałem wypuszczając ją z moich objęć.
-Nie mów tak. Sam wiesz, że to nieprawda.
-Sam już nie wiem jaki jestem... - powiedziałem drżącym głosem
-A ja wiem - powiedziała Karola ze łzą w oku - Jesteś draniem. Ale za to kochanym draniem. - zakończyła.
Nastała niezręczna cisza.
-Głuptasie, nawet nie wiesz, jak ja cię kocham - powiedziała Karola przerywając ciszę.
-Wiem - odparłem - wiem, bo kocham cię tak samo.
*KAROLA*
-...kocham cię tak samo - odpowiedział.
Poczułam radość. No, ale co z tego, skoro i tak moje serce będzie zranione?
-To co robimy? - zapytałam.
Bardzo bałam się odpowiedzi na to pytanie. Janek myślał nad nim intensywnie patrząc w niewidzialny dla mnie punkt.
-Może - zaczął - zaczniemy wszystko od początku? Razem, bez kłamstw i zdrad. Zapomnijmy o tym co było wcześniej. Bądźmy ze sobą. Razem zaczniemy wszystko od nowa. Można powiedzieć, że "nowe życie". To co? - wyciągnął rękę w moim kierunku - Zaczynamy wszystko od początku? - zapytał.
-Hah - chwyciłam jego dłoń - Tak. Tak zróbmy to.
Poczułam się szczęśliwa. Janek popatrzył mi w oczy i powiedział:
-Skoro zaczynamy nowe życie, to to będzie nasz pierwszy pocałunek
-Yhyym - wymamrotałam.
Jasiek delikatnie musnął moje usta, następnie objął je swoimi.
Jejku, byłam wtedy taka szczęśliwa. Za chwilę ma przyjść Jasiek z prezentem urodzinowym, bo na ferie wyjechał do babci.
Jestem szczęśliwa! Tak, napisałam, że JESTEM SZCZĘŚLIWA!
 

 
Dzisiaj zaczynają się ferie. Przez pierwsze dwa dni spędzę je w szpitalu na badaniach. Chemia podziałała i jest juz coraz lepiej. Wszystko dzieki temu, że wykryli u mnie bardzo wcześnie białaczkę. Za niedługo będę już zdrowa. Przynajmniej ja tak zakładam. To jest jakiś cud. Jestem taka szczęśliwa. Najważniejsze, że mam wsparcie w przyjaciołach i rodzinie. To dla nich walczę każdego dnia ze swoją chorobą.
Dzisiaj wracając ze sklepu spotkałam Kingę i Malwinę. Dawno z nimi nie rozmawiałam.
-Cześć, dziewczyny! - zagadnęłam.
-Siemka, Karol - odpowiedziały obie prawie równocześnie.
-Co u was?
-A nic ciekawego. Stara bieda jak to się mówi - powiedziała Kinga.
-No szczerze mówiąc to u mnie to samo co u Kingi. Nic ciekawego się nie dzieje.
-Haha, no ale przynajmniej nie macie tylu problemów - zmusiłam się na uśmiech.
-No może - odparła Kinga.
-A co u ciebie? - zapytała Malwa.
-Aaaaa... Nooooo.... Teegooo.... Nic nowego - odparłam.
-No widzisz? Same nudy - powiedziała Kinga, a ja z Malwiną zaczęłyśmy się śmiać.
-Haha, no może nie do końca nudy, bo jak już wam opowiadałam mam białaczkę. No, ale sądzę, że to już końcówka, bo jestem na dobrej drodze, żeby wyzdrowieć - powiedziałam.
Boże, przecież nie dość, że je okłamuję to jeszcze samą siebie...
-Ej, mogę się coś ciebie spytać? - zapytała Malwina.
-No jasne.
-Noo.... Kiedy odrosną ci włosy? - zapytała. Poczułam się głupio. Kinga chyba to zauważyła.
-Ej, przecież ona może się poczuć głupio - powiedziała.
-Nie, spoko - odparłam - Sama nie wiem, kiedy mi odrosną całkowicie. Czy w ogóle odrosną. Póki co mam je bardzo króciutkie, więc chodzę jeszcze z chustką na głowie. Ale mam nadzieję, że niedługo ją będę mogła ściągnąć - zakończyłam.
-Aham. Spoko. Jakbyś poczuła się urażona tym pytaniem to przepraszam - powiedziała Malwa.
-Mówiłam ci przecież, że nic się nie stało. Dziewczyny, ja muszę już spadać. Narazie - powiedziałam i pognałam po schodach do mojego mieszkania.
Weszłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku, bo zakręciło mi się w głowie. Zobaczyłam, że przyszedł mi SMS. Piotrek.
"-Siemka. Masz czas się spotkać?
-Tak. Za 15 minut na boisku?
-Jesteś teraz osłabiona. Może lepiej u mnie albo u ciebie?
-A jest ktoś u ciebie w domu?
-Nie. Mam wolną chatę do co najmniej 21h. A u ciebie?
-Bo u mnie zaraz będzie mama z babcią, bo wracają z pracy i siostra wraca ze szkoły.
-No to przyjdź do mnie za 20 minut, bo musze ogarnąć pokój.
-Spoko. To do zobaczenia.
-Papa"
Ciekawe cóż tak chce się ze mną spotkać. Poszłam do łazienki. Nałożyłam podkład i potuszowałam rzęsy, a raczej resztki rzęs. Ściągnęłam chustkę z głowy. Popłakałam się.
Póki co, leczę się i leczę, a efektów nie widać. Nie wiadomo kiedy będzie koniec leczenia. Bo końca nie widać. Taki już mój marny los. Nie może być wiecznie pięknie i cudownie. Tylko szkoda, że u mnie jak jest pięknie i cudownie, to tylko oznaka, że zaraz się coś spieprzy. Bywa...
Postanowiłam, że nie będę zakładać chustki tylko założę cienką, jesienną czapkę koloru szarego troszkę a'la smerfetka. Spojrzałam do lustra i postanowiłam zmazać cały makijaż, bo od płaczu tusz mi spłynął po policzkach. Przemyłam twarz zimną wodą. Spojrzałam w lustro. No, trochę lepiej. Przypudrowałam się lekko. Nawet nie nakładałam podkładu i tuszu. Nie chce mi się i mam mało czasu. Założyłam jeansy. Do tego bluzkę na krótki rękaw i bluzę - bejsbolówkę. Ubrałam kurtkę, buty i poszłam do Piotrka. Śnieg pięknie zdobił drzewa, a całe miasto wyglądało, jakby było pokryte miękką kołderką.
Przeszłam przez łąkę i już byłam przed domem Piotrka. Nacisnęłam na dzwonek i po chwili już byłam w środku.
-Cześć - powiedział Piotrek i mnie przytulił.
-Cześć. - powiedziałam i wtuliłam się w jego tors - Tęskniłam.
-Ja też. Długo się nie widzieliśmy. - odparł - Chodź narazie do kuchni. Chcesz coś do picia? Gorącą herbatę z cytryną proponuję. Na pewno zmarzłaś.
-Haha, poproszę. Noo, trochę jest zimno, ale bez przesady żebym zmarzła.
-Musisz o siebie teraz dbać. Pamiętaj. - powiedział, postawił wodę na herbatę i usiadł koło mnie na sofie.
-No wiem, ale przecież nie jestem jakąś małą dziewczynką, która nie wie co ma robić. Spokojnie Piotruś - odpowiedziałam i poczochrałam go po włosach.
-Lubię, kiedy tak do mnie mówisz i czochrasz mnie po włosach. - powiedział - Za to ja lubię cię przytulać i łaskotać, młoda.
-Dobra, dobra. Jestem młodsza od ciebie tylko o 2 tygodnie. - zażartowałam udając obrażoną.
-Dobrze, już się tak nie bulwersuj - powiedział i zaczął się śmiać.
-Czekam na przeprosiny - oznajmiłam żartem nie mogąc powstrzymać śmiechu.
Piotrek uklęknął przede mną i wziął moje dłonie w swoje.
-Przepraszam, czy wybaczysz mi to, że odezwałem się do ciebie tak, a nie inaczej? - zapytał także nie mogąc powstrzymać śmiechu.
-No dobrze, wybaczam - odparłam po dłuższej chwili.
Czajnik zaczął piszczeć co oznaczało, że woda jest już zagotowana. Piotrek wstał i zaparzył herbaty. Podał mi kubek i powiedział:
-Chodźmy do mojego pokoju.
Poszłam za nim. Położyłam kubek z gorącą herbatą na biurku i usiadłam na łóżku. Piotrek zrobił to samo.
-Ej, musimy sobie zrobić zdjęcie - oznajmił.
-Po co? - zapytałam zdziwiona.
-Jesteś moją jedyną najlepszą przyjaciółką. Z kumplami mam zdjęcia, a z tobą nie.
-Nie możemy zrobić kiedy indziej?
-Na przykład kiedy?
-Kiedy mi włosy odrosną - powiedziałam i nagle dobry humor zniknął. Cała radość i uśmiech prysnęła jak bańka mydlana.
-Ej, Karol, wyluzuj. Przecież jesteś śliczna mimo wszystko - odparł i cmoknął mnie w policzek.
-Heeej, a to za co? - zapytałam.
-Za to, że jesteś - odpowiedział i objął mnie - dziękuję ci za to.
-Zawsze do usług - powiedziałam, a Piotrek uniósł mój podbródek tak, że musiałam mu spojrzeć w oczy.
-Śliczne masz oczy.
-Dzięki. - odparłam i spuściłam wzrok.
-A powiedz mi, czy Janek zauważył te blizny na twoich rękach? - zapytał z nikąd.
-Nie. I lepiej żeby się nie dowiedział.
-Karol, boli mnie to, że cierpiałaś. Szczególnie, że to przez niego.
-Nieważne - powiedziałam i wzięłam kubek gorącej herbaty. Upiłam spory łyk.
-Popatrz na mnie - oznajmił. Wykonałam jego polecenie - Dlaczego nie chcesz mu o tym powiedzieć?
-Nie twoja sprawa - burknęłam.
-Karol. Nie możesz ciągle uciekać od problemów.
-Ale to są moje problemy i to ja będę postanawiać co z nimi zrobić.
-Nic nie rozumiesz.
-Masz rację, nie rozumiem - odparłam zezłoszczona.
-Już wszystko rozumiem. To - wskazał na mój nadgarstek - to ma związek z Bartoszem. Janek pewnie go nienawidzi, co?
-Nie gadajmy już o nich, dobrze?
-Jak chcesz - powiedział Piotrek.
Co go obchodzą moje problemy? Ja rozumiem, że jesteśmy przyjaciółmi i w ogóle, ale to moja sprawa czy powiem Jankowi czy nie. A on nie powinien sie wtrącać w nie swoje sprawy.
Nastała niezręczna cisza. Wypiłam herbatę.
-To ja już może pójdę - powiedziałam do Piotrka, który od dłuższego czasu wpatrywał się w niewidzialny dla mnie punkt. Wstałam z łóżka.
-Nie idź - odpowiedział i chwycił mnie za rękę. Także wstał z łóżka i popatrzył mi głęboko w oczy. Jego wzrok przyprawiał mnie o ciarki na plecach. - Zostań. Przepraszam, nie chciałem - dodał po czym mocno mnie przytulił.
-Piotrek, ja już nie mogę. Nie wiem co mam robić. Jestem w kropce. - nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem - Popatrz na mnie. Wyglądam jak jakiś upiór. Nie wiadomo, czy wyzdrowieję. To dlatego tak się zachowuję. Nie daję rady z tym. A wiesz co? Ja chcę żyć. Mi się póki co nie spieszy na tamten świat. A moja choroba trwa już miesiąc. - ciągnęłam przełykając łzy - Jak ja już chcę, żeby to się skończyło. Żeby to cierpienie ustąpiło. Rozumiesz? - zakończyłam.
-Jejku. Nie wiedziałem, że aż tak cię to boli. Myślałem, że się z tym pogodziłaś. - odparł mój przyjaciel patrząc mi w oczy -
Musisz wierzyć w to, że wyzdrowiejesz. Tylko wtedy masz szanse wyzdrowieć. A jeżeli tak będziesz do tego podchodzić... Lepiej tak nawet nie myśl. Słyszysz? Pamiętaj, że choćby nie wiem co, zawsze będę z tobą - zakończył i znów przytulił mnie mocno do siebie.
-Dziękuję - powiedziałam i dałam mu całusa w policzek.
-Uwielbiam cię, po prostu uwielbiam - powiedział Piotrek, podniósł mnie w górę i obrócił wokół własnej osi.
-Haha - zaśmiałam się, a mój przyjaciel otarł mi łzy - Jejku, już jest dwudziesta? Musze wracać do domu - dodałam.
-Odprowadzę cię.
-Nie. Nie rób sobie kłopotu...
-Karol, nie wydurniaj się - przerwał.
-Ale potem będziesz sam wracał...
-Wolę sam wracać i mieć pewność, że bezpiecznie dotarłaś do domu niż siedzieć w domu i umierać ze strachu czy doszłaś do domu, czy nikt cię nie napadł.
-Ej, nie mam pięciu lat.
-Nie masz, ale jesteś moją przyjaciółką i zawsze się o ciebie będę martwił.
-No dobrze, już dobrze. Idziemy razem.
-Tak. Ubieraj się. - polecił, a ja wykonałam jego polecenie.
Wyszliśmy z domu Piotrka. W drodze powrotnej rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Ogólnie było dobrze. Tego mi było trzeba. Rozmowy z przyjacielem. Piotrek odprowadził mnie pod same drzwi mojego mieszkania.
-To pa - powiedziałam.
-Pa - odpowiedział Piotrek - Trzymaj się, młoda.
-Ty też, stary - odparłam, pocałowałam go w policzek i weszłam do domu.
-No jesteś wreszcie. Kolacja gotowa - powiedziała mama gdy ściągałam buty.
-Nie chce mi się jeść.
-Dobra, to idź się umyć, a potem do spania.
-Ok.
Poszłam spać. Byłam bardzo zmęczona dzisiejszym dniem. Od razu zasnęłam, nawet nie wiem kiedy...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Cześć
Zostałam nominowana przez : http://bff.marlena.sandra.pinger.pl/m/23170897 . Dzięki <3
1. Chcesz wakacje?
Oczywiście ^^ Kto by nie chciał? <33
2. Co byś zmieniła w swojej szkole?
Żeby były lekcje krócej (średnio mam lekcje do 16) i żeby nie było zad dom na weekend.
3. Jaka jest najgłupsza rzecz, którą kiedykolwiek zrobiłaś? Jak się wtedy czułaś?
Lepiej zachowam to dla siebie xD
4. Ulubione blogi?
http://panna15.pinger.pl/
http://stylowedziewczyny000.pinger.pl/
http://karolusia10.pinger.pl/
http://fanta122312.pinger.pl/
5. Jaki według Ciebie powinien być prawdziwy fan?
Na pewno powinien to być ktoś, kto nie odwróci się od swojego idola, który zrobił coś złego.
6. Jesteś Beliber?
Broń Boże!!! xD
7. Miłego dnia!
Nawzajem
**MOJE PYTANIA**
1. Drugie imię?
2. Ulubiony film? Dlaczego?
3. Wymarzone wakacje (opisz).
4. Co sądzisz o moim blogu? (:
5. Ulubione imię u płci przeciwnej :>
6. Co cię nakłoniło do założenia bloga?
7. Miejscowość, w której chciałbyś/abyś mieszkać?
8. Szczęśliwy numerek? <:
0. Wstaw swoje zdjęcie.
*NOMINUJĘ*
http://panna15.pinger.pl/
http://stylowedziewczyny000.pinger.pl/
http://fanta122312.pinger.pl/
Pozdroo //Karol(a) <33
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Dość szybko wyszłam ze szpitala, bo już po czterech godzinach.Okazało się, że to wszystko jest normalne i nie ma się co przejmować. Na szczęście. Już myślałam, że będę tam musiała długo siedzieć i
nie spędzę Jaśka urodzin z nim. Nie chciałam tego....
Janek miał dzisiaj urodziny. Nie miałam bladego pojęcia, jaki zrobić mu prezent. Długo nad tym myślałam, aż doszłam do wniosku, że poradzę
się Maćka, gdy będziemy szli do szkoły. Tak też zrobiłam:
-Maciuś, co mam dać Jaśkowi na jego urodziny?
-Sam nie mam pomysłu - odparł Maciek.
-No to pięknie - powiedziałam - Bo ja też nie mam pojęcia co mu dać...
-Kurde.
Weszliśmy do szkoły. Nie obyło się bez spojrzeń w moim kierunku. Szczerze mówiąc, to zawsze gdy oni się na mnie patrzyli przypominałam
sobie słowa Janka:
"Słońce, to, że oni się na ciebie lampią oznacza tylko, że są debilami i nie umieją pohamować swojej ciekawości. Swoją drogą, to możesz się teraz czuć jak gwiazda, bo gwiazdy są zawsze w centrum
zainteresowania i zawsze każdy na nie patrzy. Dobrze, że autografów nie musisz rozdawać"
Eh, kocham go za to.
Pierwszą mieliśmy muzykę. Pan tam coś gadał o metrum i takie różne bzdety. Wszystko to umiem, no bo w końcu gram na gitarze. Pan nawet pod koniec lekcji poprosił, żebym zagrała coś na elektrycznej. Zagrałam moją ukochaną Metallice "Nothing else matters". Cała klasa zaczęła mi bić brawo.
Na przerwie rozmawiałam z Julią i Julie (czyt. Dżuli).
-Słyszałam, że macie chłopaków - zagadnęłam.
-Karol, jesteś wielka - powiedziały prawie równocześnie przytulając mnie przy tym.
-Cieszę się, że jesteście szczęśliwe - odparłam.
-Nawet nie wiesz jak bardzo - powiedziała Julia.
-Dziękujemy ci bardzo - dodała Julie (czyt. Dżuli)
-Przecież to nie moja zasługa. Wy im wpadłyście w oko. Ja tylko troszeczkę ich na was naprowadziłam - uśmiechnęłam się.
Jasiek ma dzisiaj na trzecią godzinę. Dopiero. Ehh, będę odliczała minuty do końca drugiej lekcji czyli Informatyki.
*JASIEK*
Wsiadam w autobus i ruszam do szkoły.
Dzisiaj są moje urodziny. Mam nadzieję, że będę mógł je spędzić z Karolą.
Swoją drogą, to bardzo się o nią martwię. Nie mogę pozwolić na to, by coś jej się stało. Nie wybaczyłbym sobie tego. Kocham ją nad życie. Tylko dlaczego ją okłamuję?...
*KAROLA*
Zostały 2 minuty. Wiercę się w ławce. Już nie mogę wytrzymać. Czuję jego obecność za drzwiami.
-Dobrze, to by było na tyle - powiedziała nauczycielka zakańczając tymi słowami lekcję.
Zadzwonił dzwonek. Wybiegłam z klasy jak poparzona. Tak jak myślałam - za drzwiami stał Jasiek. Matko, jak on nieziemsko wyglądał. Stał opierając się o ścianę.
-Cześć Jasiu - powiedziałam całując go w policzek.
-Cześć - odparł, ale jakoś tak smutno.
-Co jest? - zapytałam.
-Nic. Po prostu było mi przykro, że od wczoraj cię nie widziałem. Martwiłem się. - odparł - Ale teraz jestem już "wery hepi", że cię widzę - zapewnił, a po jego twarzy przeszedł cień wesołości.
Coś się stało. Nie wiem co. Nie chcę na niego naciskać. Jak będzie chciał to sam powie...
*JASIEK*
Dobrze, że uwierzyła w to, że jestem smutny dlatego, bo jej długo nie widziałem. Dlaczego ją okłamuję? Przecież ona nie zasługuje na to. Nie zasługuje na mnie. Jestem kretynem. Związek powinien opierać się na zaufaniu i szczerości. Zawsze mi na tym zależało. Tymczasem ją okłamuję perfidnie. Nie powinienem... Boję się, że po tym co jej wyznam, ona odejdzie. Nie chciałabym tego. Przecież ją kocham. Świata poza nią nie widzę. Bo to ona jest całym moim światem. Muszę jej o tym powiedzieć. Ale nie dzisiaj, bo chcę z nią spędzić moje urodziny. Jutro. Jutro jej o tym powiem. Najwyższy czas, by się o wszystkim dowiedziała...
*KAROLA*
Wracając z Maćkiem ze szkoły zauważyłam, że ma bardzo drogi telefon
-Skąd masz? - zapytałam
-Ze sklepu - odparł roześmiany
-Żartujesz? - ironizowałam
-Nie no, wydurniam się.
-To skąd masz?
-Od rodziców - odpowiedział. Zdziwiłam się.
-Od rodziców? Przecież twoja mama nie żyje, twój tata też - powiedziałam zdumiona.
-Że co??!! - wykrzyknął Maciek wysiadając z autobusu - Moi rodzice wczoraj wrócili z Hiszpanii, bo pojechali tam do pracy. Oni żyją... - odparł tonem pozbawionym wyrazu.
-Ale przecież Jasiek mówili co innego... - powiedziałam cicho.
-Czekaj, czekaj, czekaj... Jasiek ci powiedział?! - zapytał.
-No... Jasiek mówił, że... Że oni..... nie żyją bo.... bo twoja mama zmarła... przy porodzie... a tata się zabił... powiesił.. i że, noo... - jąkałam się. Poczułam się oszukana i w pewnym sensie zdradzona. Jak on mógł mnie tak oszukać?
Rozpłakałam się. Weszliśmy do domu Maćka i Janka. Nikogo nie było.
Poszliśmy do Maćkowego pokoju. Usiadłam na łóżku. Schowałam twarz w dłoniach. Maciek usiadł obok i przytulił mnie. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam wsparcia. Dlaczego Janek mnie tak oszukał?
-Po co? - zadałam pytanie Maćkowi, jednak nie czekając na odpowiedź dodałam - Przecież ja go kochałam. Kochałam go całym sercem, a on?! On
to wykorzystał! Wykorzystał moje dobre serce! Dlaczego mnie okłamał? No dlaczego? - oczy nie miały już czym płakać. Zdawało mi się, że
wypłakałam już wszystkie łzy. Jednak one dalej płynęły ciurkiem po moich policzkach.
-Karol, ja nie mam pojęcia, dlaczego on ci to powiedział - odparł Maciek cichym i spokojnym głosem.
-Wiesz co jest najgorsze? - zapytałam - że jak go pytałam skąd ma tyle kasy, to odpowiadał, że Asia znalazła dobrą pracę, albo że wygrała w totka. A jak pytałam jaka to praca, odpowiadał, że sam nie wie... I to mnie chyba najbardziej boli - ciągnęłam - Co on chciał tym osiągnąć? Nie rozumiem... - zakończyłam.
-Nie wiem co ci powiedzieć. Niby to mój brat, ale sam nie ogarniam jego postępowania. - odparł Maciek - Jasiek za godzinę kończy lekcje. Wyjaśnicie sobie wszystko.
-Nie chcę go widzieć - mówiłam przełykając łzy - nie chcę z nim gadać. Ja go nienawidzę! - krzyknęłam.
-To jak chcesz rozwiązać ten problem?
-Z nami... To koniec... Z nami koniec... - te słowa nie chciały mi przejść przez gardło - Nie wiem, czy potrafiłabym mu to wybaczyć. Ba! Wybaczyć to pół biedy. Gorzej zapomnieć...
-Karol, ale...
-Maciek, ja wiem że on wybaczył mi ten pocałunek z Bartoszem - przerwałam - Ale to co innego niż kłamstwo. Byłabym w stanie mu wybaczyć nawet zdradę. Ale czegoś takiego nie mam siły mu wybaczyć,
przepraszam.
-Karol, co ty mówisz? Wiesz, że on się załamie. Przecież go znasz. On nikogo poza tobą nie widzi...
Wiedziałam o tym. Janek nie raz mówił mi, że mnie kocha, ze nikogo i niczego nie widzi poza mną. Że jestem jego całym światem... A jak to też były kłamstwa? Przecież on mógł mnie zwyczajnie wykorzystać...
-A jak to też były kłamstwa? - spytałam. Widziałam, że Maciek bije się z myślami. Długo nie odpowiadał, dlatego dodałam:
-No właśnie...
-Nie wiem, czy to też były kłamstwa czy nie. Jedno wiem na pewno. Chcę ci pomóc. Nie chcę, żebyś była smutna, dlatego musicie porozmawiać...
Usłyszałam, że ktoś wchodzi do domu. Pewnie był to Jasiek.
-Ooo, Siemka. Co wy tutaj robicie? - usłyszałam znajomy głos za plecami.
Ahh, te perfumy. Tak jak myślałam - był to Janek. Zesztywniałam, gdy poczułam jego dłoń na swoim ramieniu. Nie odwróciłam się. Nie miałam
siły popatrzeć mu w oczy. Bo on zobaczyłby moje - zapłakane, smutne, oszukane, przepełnione nienawiścią, ale jednocześnie miłością. Trudną miłością. Bo taka właśnie teraz łączyła mnie z Jankiem.
-Siemka, a tak sobie siedzimy - z zamyślenia wyrwał mnie głos Maćka.
-Karol, kochanie, czemu płakałaś? - zapytał Jasiek siadając koło mnie na łóżku. Wymieniliśmy z Maćkiem porozumiewawcze spojrzenia.
-To ja pójdę na dół przygotować obiad - odparł, po czym podszedł do mnie, przytulił i powiedział cicho - Trzymaj się - i odszedł.
-Więc? - zapytał Jasiek.
-Nie płakałam. Coś ci się chyba wydaje - odpowiedziałam chłodnym tonem.
-Przecież cię znam, co jest? - zapytał troskliwym głosem.
-Ja też myślałam, że cię znam. Ale chyba się myliłam... - odparłam takim samym tonem co poprzednio.
-Jak to "chyba się myliłaś"? Co się stało?
-Janek, czy jest coś, o czym powinnam wiedzieć? - zapytałam. Po policzku poleciała mi łza.
-Kochanie, nie płacz - otarł mi łzę - Powiedz o co chodzi - mój chłopak nie dawał za wygraną.
-Dlaczego mnie okłamałeś? - zapytałam prosto z mostu.
-Ale jak? Z czym? - wydawał się być zamieszany.
-Nie wiesz? A jak się mają twoi rodzice? - zapytałam ironicznym głosem.
-Karol, mogę ci to wszystko wytłumaczyć.
-Tutaj nie ma nic do tłumaczenia - wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
-Błagam, wysłuchaj mnie - do oczów mojego chłopaka zaczęły napływać łzy. Nie wiedziałam czy znów uciec. Uciec od problemów. A może zostać. Wysłuchać go. Ale to i tak nic nie zmieni. Wstałam z łóżka i
nałożyłam plecak na plecy.
-Karol, błagam nie odchodź. Nie odchodź, bo jak odejdziesz to wiem, że już nie wrócisz.
Zrobiłam krok w stronę drzwi. Miałam już rękę na klamce.
-Nie odchodź, bo jak odejdziesz, to już nigdy nie wrócisz... - usłyszałam za plecami.
Widziałam swoją dłoń naciskającą na klamkę. Czy to już koniec?....
Tak, to koniec...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Siemka (: Przepraszam, że musieliście tak długo czekać na rozdział, ale nie miałam weny. Kolejną część opowiadania planuję dopiero na wtorek/środę, bo jadę na Mistrzostwa Polski (od piątku do niedzieli). Mam nadzieję, że zrozumiecie. Nie przedłużam już. Miłego czytania ^^
************************
12.01
Poniedziałek
Wczoraj dostałam wypis ze szpitala i wróciłam do domu. Podczas mojego ponad tygodniowego pobytu w szpitalu wypadły mi wszystkie włosy. To było potworne uczucie. Nie chciałam żadnej peruki, bo w nich wyglądałam bardzo sztucznie. Postanowiłam zakładać na głowę chustę. W niej wyglądałam w miarę dobrze.
Powrót do domu nie oznacza końca chemii. Mój nowotwór nie jest taki ustępliwy. Niestety. Będę przyjeżdżała na chemioterapię do szpitala, albo będę ją mieć w domu. To już zależy od tego, czy lekarze będą mieli czas i od tego, jak się będę czuła. Bo niewiadomo, czy nie będę zostawała czasami na obserwacji na weekend.
Dzisiaj był mój pierwszy dzień w szkole. Pomimo tego, iż wróciłam, nie mogę ćwiczyć na wf ani się przemęczać, bo może to mieć niekorzystny wpływ na leczenie. Chodzę do klasy sportowej. Co to znaczy, że mam nie ćwiczyć? Przecież muszę. No, ale z lekarzami nie wygrasz...
Weszłam do szkoły. Poczułam się gorsza od reszty uczniów. Wszyscy się na mnie patrzyli i coś szeptali. Zrobiło mi się mega przykro. Na szczęście w porę zjawił się Jasiek
-Cześć, słońce - powiedział i pocałował mnie w policzek.
-Cześć - odpowiedziałam ze łzami w oczach.
-Co jest? - zapytał troskliwym głosem.
-Nie widzisz, jak oni się wszyscy na mnie patrzą? Jakbym, nie wiem, była jakaś gorsza od nich. I taka się czuję. W ogóle czuję się brzydka... - odparłam.
-Nie możesz tak mówić. Nawet tak nie myśl. Jesteś piękna, słyszysz? I tysiąc razy lepsza od nich - powiedział Janek, a mi zrobiło się tak jakoś weselej, ale poczułam chłód. Nie wiem skąd, przecież u nas w szkole jest bardzo ciepło. Mój chłopak to zauważył. Natychmiast zdjął swoją bluzę i podał mi ją mówiąc - Proszę, bo widzę, że mi tu marzniesz.
Uśmiechnęłam się i posłusznie założyłam bluzę od Janka.
Zadzwonił dzwonek. Jasiek odprowadził mnie pod same drzwi klasy, w której miałam lekcje
-Przyjdę po ciebie po lekcji - powiedział po czym pobiegł do siebie na lekcje.
Pierwszą mieliśmy geografię. Minęła w miarę spokojnie. Moja klasa przywitała mnie mocnymi uściskami. Obyło się na szczęście bez spojrzeń i pytań o moje włosy. Poczułam się wtedy tak normalnie. Jakbym nie miała tej choroby. Na końcu lekcji pan powiedział
-Karola, zostań na chwilkę po lekcji.
Więc zostałam.
-O co chodzi? - zapytałam z obawą.
-Dość długo cię nie było, stąd moje pytanie. Masz wszystkie notatki z lekcji?
-Tak, spisałam od Julki - odpowiedziałam.
-A wszystko rozumiesz? Bo wiesz, jak czegoś nie kumasz, to mogę zostać po lekcjach i ci wytłumaczyć.
-Póki co wszystko ogarniam.
-To dobrze. Jesteś moją najlepszą uczennicą, dlatego się martwię. Przez kilka tygodni nie będę cię też pytał. - ciągnął - Rozumiem, że masz chemioterapię i w ogóle i że nie masz się kiedy uczyć. Ale kartkówki zapowiedziane i sprawdziany będziesz musiała pisać w tym samym terminie co cała klasa. - zakończył.
-Nie musi mi pan dawać takich ulg. Jestem taka sama jak reszta kolegów, koleżanek z mojej klasy. Nie chcę się szczególnie wyróżniać. - odparłam.
-Hmm, rozumiem. To przed każdą lekcją będziesz mi mówić, czy się nauczyłaś, czy też nie. Jednak nie traktuj tego ulgowo, że na przykład nie chciało ci się uczyć, to się wymigasz. Bądźmy ze sobą szczerzy, Karola, okej?
-Okej. Ja już idę. Do widzenia! I dziękuję - powiedziałam po czym wyszłam z klasy.
Na korytarzu znowu spotkała mnie masa spojrzeń. Czekał tam na mnie Jasiek, który nerwowo patrzył na zegarek
-Czekam i czekam i doczekać się nie mogę - powiedział, gdy mnie zauważył. Natychmiast mnie przytulił. Poczułam się w jego ramionach bardzo bezpiecznie.
-Rozmawiałam z Globusem (tak nazywamy pana z geografii). Twierdził, że jestem jego najlepszą uczennicą i takie tam. Wybaczysz? - zapytałam z uśmiechem na twarzy.
-Hmm, przemyślę sprawę. - odparł z szelmowskim uśmiechem całując mnie przy tym w skroń. - Gdzie masz teraz lekcje? - zapytał
-Niemiecki, na górze - odpowiedziałam.
-No to chodźmy - odparł po czym chwycił mnie za rękę i tak szliśmy przez całą szkołę. Oczywiście nie obyło się bez spojrzeń.
-Jasiek..? - zagadnęłam gdy wchodziliśmy po schodach na górę.
-Hm?
-Czuję się, jakbym była jakaś trędowata. - odparłam.
-Słońce, to, że oni się na ciebie lampią oznacza tylko, że są debilami i nie umieją pohamować swojej ciekawości. - zapewnił - Swoją drogą, to możesz się teraz czuć jak gwiazda, bo gwiazdy są zawsze w centrum zainteresowania i zawsze każdy na nie patrzy. Dobrze, że autografów nie musisz rozdawać - zakończył uśmiechając się szelmowsko.
-Jesteś kochany - powiedziałam i pocałowałam Jaśka w policzek.
Zadzwonił dzwonek. Niemiecki obył się bez zbędnych komentarzy. Ogólnie minął w miarę spokojnie. Pani pytała się, czy mam wszystko odpisane i powiedziała prawie to samo co Globus:
-Nie będę cię narazie pytać, ale nie traktuj tego ulgowo. Nie wymiguj się. Ok?
-Dobrze. Dziękuję - odparłam, a pani powróciła do tematu lekcji.
Poczułam się trochę głupio, że cała klasa to słyszała. No ale przecież jestem chora. Muszą to zrozumieć. Reszta lekcji minęła i zadzwonił dzwonek na przerwę. Wygramoliłam się z sali, a na korytarzu czekał na mnie Jasiek...
*Jasiek (napisane z perspektywy Janka)*
-Cześć, kochanie - powiedziałem, gdy tylko ją zobaczyłem.
Wiem, może i jestem za bardzo opiekuńczy,że przychodzę po nią na każdej przerwie, ale nie mogę pozwolić na to, by ona umarła. Kocham ją nad życie. Nie wiem co bym zrobił, gdyby "Jej ziemska wędrówka się zakończyła" (jak to ona ma w zwyczaju mówić)
-Cześć - odpowiedziała, a ja mocno ją przytuliłem. Ona wtuliła głowę w mój tors. Jest taka delikatna. To jest niewyobrażalne jak ja ją kocham.
-Jasiek, źle się czuję. Głowa mnie boli - powiedziała po chwili.
Zmartwiłem się. W pewnym momencie nie wiedziałem co zrobić.
-Chodźmy do pielęgniarki - poleciłem.
Zeszliśmy po schodach na dół. Karola zachwiała się lekko. Przytrzymałem ją.
-Wszystko dobrze? - zapytałem.
-Tak, chodźmy - odparła po chwili.
-Zaniosę cię - powiedziałem i wziąłem ją na ręce. Była bardzo blada.
-Dzień dobry - powiedziałem otwierając drzwi nogą mając na rękach moją dziewczynę.
-Dzień dobry, siadajcie - powiedziała pielęgniarka - połóż ją na łóżko - dodała po czym wykonałem jej polecenia, a sam usiadłem na krześle obok biurka pielęgniarki.
-Co się stało? - zapytała pielęgniarka.
-Moja dziewczyna źle się poczuła. Zaczęła ją bardzo boleć głowa.
-Ale to przecież nie taki objaw, żeby przynosić ją na rękach - odparła.
-Karola ma... Białaczkę... I prawie by zemdlała... - odparłem próbując powstrzymać łzy.
-Aha. Tak to inna sprawa... Możesz nas na chwilę zostawić same. Albo idź już na lekcje. Zaraz będzie dzwonek. - powiedziała - I powiedz Karoli klasie, żeby powiedzieli nauczycielowi, że tutaj jest - zakończyła pani Kasia, bo tak miała na imię.
-Dobrze. Trzymaj się, kochanie. Pa - powiedziałem, pocałowałem w policzek moją dziewczynę i poszedłem wykonać polecenia pielęgniarki.
*KAROLA (napisane z perspektywy Karoliny)
Leżałam na łóżku. Pielęgniarka coś tam kreśliła w swoim notesie i sprawdzała moją kartę zdrowia. Od wyjścia Janka o nic nie pytała. A ja, potwornie się bałam, że znów będę musiała jechać do szpitala. Nie chciałam tego. Chciałam pożyć, jak normalny nastolatek. Czy o aż tak wiele proszę?
-Powiedz mi, bierzesz chemię? - zapytała pielęgniarka po chwili.
-Tak.
-A od kiedy?
-Od 3 stycznia. - odparłam.
-Hm. Wiesz co, chyba będziemy musiały powiadomić szpital. Lepiej teraz niż później, bo wtedy może być za późno... - powiedziała pani Kasia.
-No dobrze, skoro trzeba. Mogłaby pani poinformować o tym wszystkim mojego chłopaka? Bardzo się martwi... - zapytałam.
-Spoko. Powiem mu o wszystkim - zapewniła - Bardzo cię kocha - zauważyła.
-Wiem to. Ja też go bardzo kocham. - odparłam.
-Ile jesteście razem? - zapytała pani Kasia.
-W sumie, to nawet nie wiem. Nie licząc kłótni i dłuższych rozstań to coś ponad rok. Jednak tak z kłótniami i z rozstaniami to od maja czy jakoś tak. - odpowiedziałam.
-Dobra, ja dzwonie a ty leż spokojnie - poleciła pani Kasia.
Przewróciłam się na bok. Poczułam krew. Ja nie mogę, znowu krwotok?
-Proszę pani, mogę chusteczkę - zapytałam pokazując co się stało.
-Poczekaj, usiądź. Dam ci zimny ręczniczek na kark. Przechyl głowę tak, żebyś patrzyła na podłogę i trzymaj chusteczki przy nosie. - powiedziała pani pielęgniarka. Wykonałam jej polecenia. Tak czekałam aż do przyjazdu karetki.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Z dedykacją dla Natki - koleżanki z klasy (:
*************************
5.01
Poniedziałek
Jestem już po drugiej chemioterapii. Dzisiaj będzie już trzecia dawka. Po pierwszej czułam się potwornie. Było mi niedobrze i w ogóle. I na dodatek zaczęły mi wypadać włosy. Dlatego pielęgniarka poradziła mi, żebym je ścięła. Fajna ta pielęgniarka. Dość młoda, szczupła blondynka o zielonych oczach. W każdym bądź razie. Poradziła mi, żebym obcięła włosy, bo wtedy nie będę tak bardzo odczuwała tego, że mi wypadają. Zgodziłam się.
Ona sama mi te włosy obcinała. Powiedziała, że kiedyś studiowała fryzjerstwo, ale potem jej się znudziło. Dlatego teraz pracuje w szpitalu.
Ciężko mi było patrzeć, jak resztki moich włosów opadają bezwładnie na ziemie. Miałam łzy w oczach. Na szczęście pielęgniarka mnie pocieszała. W końcu zrozumiałam, że muszę się z tym pogodzić.
W sumie, to nawet ładnie mi było w krótkich włosach.
-Wyglądasz ślicznie - podsumowała Emilia (bo tak miała na imię pielęgniarka)
-Dziękuję - odparłam - Boję się tylko, co na to powie mój chłopak. Jak zareaguje. Rozumiesz?
-Powie, że jesteś śliczna i że piękniejszej dziewczyny od ciebie nie widział - zapewniła.
-Jesteś pewna?
-W 100 procentach.
-Dzięki. Dzięki, że jesteś. Mogę ci zadać jedno pytanie? - zapytałam.
-Pytaj o co chcesz.
-Pracuje tutaj może jeszcze taki wolontariusz, Błażej?
-Hmm. Błażej.. Aha! Taki wysoki? Co w siatkówkę gra?
-Tak - potwierdziłam.
-Pracuje, ale teraz do 6 stycznia wziął "wolne". Bo wiesz... Dziewczyna i te sprawy - Emilia puściła mi oczko.
-Rozumiem, rozumiem.- odparłam - Mogę ci mówić Mila? - zapytałam i uśmiechnęłam się.
-Mów, jak tylko chcesz. Byle nie obraźliwie.
-Oki. Dzięki.
-Luzik. Wiesz co, ja już muszę iść do innych pacjentów, ale kiedy tylko będę miała czas, na pewno do ciebie wpadnę - zapewniła po czym wyszła.
Postanowiłam włączyć laptopa. To chyba nie jest szkodliwe skoro Zuzkę i Kacpra z nim tutaj wypuścili. Wyciągnęłam ładowarkę i podłączyłam ją do kontaktu. Następnie wzięłam Internet, który podłączyłam do laptopa. Włączyłam go. Pierwsze, co wyszukałam to była moja choroba. Chciałam się dowiedzieć co nie co o niej. Było tam napisane, że jest to choroba, że są różne sposoby jej leczenia i takie tam. Pisało tam również, że objawami tej choroby są częste krwotoki np. z nosa i masa siniaków na ciele. Popatrzyłam na nogi. Rzeczywiście miałam masę siniaków. Ale w życiu nie spodziewałabym się, że to przez chorobę. No bo przecież gram w piłkę nożną. Trenuję już od 3 lat, więc to chyba normalne, że mam siniaki. Przecież lekkie kopnięcie w piszczel i siniak gwarantowany. Więc jak miałam się skapnąć? Ale te siniaki mam nawet na brzuchu. Jak mogłam tego nie zauważyć? Może gdybym wcześniej zauważyła... Łatwiej byłoby mi tą chorobę wyleczyć. A ja tak bardzo się boję, że nie uda się mnie wyleczyć. Co wtedy? Umrę. Jasiek zapomni o mnie i będzie spokój. Przyszła jakaś starsza pielęgniarka.
-Gotowa? - zapytała. Przytaknęłam.
Pielęgniarka delikatnie wbija igłę w żyłę. Matko, jak ja tego nienawidzę. No ale jak trzeba.
-Przyjdę za około godzinę - dodała po czym wyszła.
Postanowiłam ogarnąć facebooka. Weszłam i normalnie oczom nie mogłam uwierzyć:
"Julia ***** w związku z.. Daniel ***"
Ale się poukładało. Chyba Janek coś zdziałał. Jestem mu za to ogromnie wdzięczna. Przynajmniej przed moją śmiercią uda się sprawić, by ważne dla mnie osoby były szczęśliwe.
Wszyscy mi mówią, żebym walczyła. Że nie mogę się poddawać. Ale jestem strasznie ciekawa, co oni zrobiliby na moim miejscu. Niby mam mieć nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Ale ja już się pogodziłam ze śmiercią. Chcę jeszcze tylko zrobić kilka rzeczy. Potem, to już będę mogła umierać w spokoju. Spisałam te rzeczy do notatnika na moim laptopie. Plik nazwałam "Ważne sprawy". Nie chcę, by Janek się dowiedział, że pogodziłam się z tym, że umrę. Jak już będę na skraju wytrzymania, to napiszę mu list, w którym podziękuję mu za jego miłość. Muszę już powoli myśleć, co dokładnie chciałabym tam napisać.
-Cześć, słońce. Jak się czujesz? - z zamyślenia wyrwał mnie głos Janka.
Patrzę na zegar. Godzina 15;15. Pielęgniarka przyszła o 15 czyli muszę wytrzymać jeszcze 45 minut. Chemia daje o sobie znaki. Czuję się bardzo słabo. Wyłączam laptopa. Widzę wyraz twarzy Jaśka i nagle chce mi się płakać. Wygląda, jakby zobaczył jakiegoś ducha. Stoi nieruchomo. Nic nie mówi, tylko patrzy na moje włosy. Nie takiej reakcji się spodziewałam. Zrobiło mi się bardzo smutno i łzy zaczęły napływać mi do oczu.
-Emm, cześć - odzywam się po chwili niezręcznej ciszy. Jasiek dalej stoi w drzwiach - Nie usiądziesz? - pytam.
Jasiek robi krok w przód bacznie mnie obserwując. Siada na krzesełku obok mojego łóżka.
-Jak się czujesz? - zapytał.
-Średniawo. Jak widzisz, jestem teraz podłączona do chemii. Może to dlatego - odpowiadam - A jak w szkole? - pytam.
Rozmowa kompletnie się nam nie klei. Jak ja pytam, to Jasiek odpowiada krótko. I na odwrót.
-Kiedy obcięłaś włosy? - zapytał niepewnie.
-Dzisiaj. Mila, to znaczy pielęgniarka, powiedziała, że jak obetnę, to będę mniej odczuwała to, że wypadają. - odparłam.
-Przepraszam. Przepraszam cię, za moją reakcję. Po prostu nie byłem przygotowany na to, że je zetniesz. - powiedział Janek - Widziałem, że sprawiłem ci tym zachowaniem przykrość.
-Nie no, spoko. Rozumiem. Na twoim miejscu zareagowałabym pewnie tak samo.
-Bo tak poza tym to wyglądasz ślicznie. Do twarzy ci w nowej fryzurze - na jego twarzy pojawił się cień wesołości.
-Dziękuję, Jasiu. - odparłam.
-Kocham cię - powiedział Janek po czym pogłaskał mnie lekko po głowie i pocałował delikatnie w skroń. Przymknęłam oczy, bo zaczęła mnie bardzo boleć głowa. Wszystko przez tę pieprzoną chemię! Ona musi niszczyć te piękne chwile. Te ostatnie chwile w moim życiu spędzone z Jankiem.
-Jasiek, ja ciebie też kocham - powiedziałam i otworzyłam powolutku oczy.
-Boli? - zapytał wskazując palcem na igłę, która tkwiła w mojej żyle.
-Chemia nie boli. Tylko jest ci mega słabo. Czujesz nudności i wgl. Zupełnie tak, jakbyś był w ciąży - odparłam, a Janek zaczął się śmiać.
-Rozumiem - mówił przez śmiech.
-Janek, powinieneś iść już do domu. Odpocznij, poucz się trochę. Przecież ty za niedługo piszesz test gimnazjalny. Niedawno miałeś próbny egzamin. Nie miałeś czasu na ważniejsze rzeczy. - zauważyłam.
-Powiem ci jedno - powiedział i popatrzył mi w oczy oraz chwycił moją dłoń - nie ma nikogo ani niczego ważniejszego od ciebie, rozumiesz?
-Yhym...
Jejku. Jak mi było go żal. Przecież kiedy umrę, on się załamie. Zawsze powtarzał, że nie ma nic ważniejszego w jego życiu niż ja. Wtedy czułam się taka potrzebna. Muszę żyć. Dla niego. Dla mojego całego życia. Nie mogę pozwolić na to, by najważniejsza dla mnie osoba chodziła smutna.
-Poczekaj tutaj chwilkę, ja zaraz przyjdę - powiedział mój chłopak po czym usłyszałam trzaśnięcie drzwiami.
Patrzę na zegar. 15;45. Matkooo, jeszcze 15 minut. 15 minut męki. W sumie, to po tym też będzie męka. Drapię się po głowie. Patrzę na rękę. Widzę masę włosów. Dlaczego mnie to spotyka? Znowu płaczę. Teraz, to ja umiem już uśmiechać się tylko przez łzy.
-Siemka, Karol! - usłyszałam znajome głosy. To dziewczyny z Rekordu. Jejku, ale ja się za nimi stęskniłam. I nawet trener przyszedł!
-Cześć, dziewczyny! - odparłam radośnie. Wszystkie kucnęły wokół mojego łóżka. Na samym końcu wszedł Jasiek.
-Twój chłopak nas tutaj przyprowadził. Podziękuj mu - powiedziała Olka robiąc przy tym groźną minę.
-Dziękuję, skarbie - powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
-Dobra, koniec tych czułości, bo się zaraz tęczą zrzygam. - powiedziała Aśka i zaczęła się śmiać.
-To opowiadajcie, co tam u was - zagadnęłam.
-No to słuchaj. - zaczęła Olka - Ostatnio na treningu Aśka się tak na mnie wkurzyła, że wykopała piłkę na to ogromne boisko, tam dalej co jest. Trener jej kazał po tą piłkę iść, a oprócz tego musiała biegać 4 karne kółka. - zakończyła.
-Haha, no nieźle.
-No, a ty Olka pochwal się co ostatnio zrobiłaś - powiedziała Śledzik.
-Emmm. A co u ciebie, Karol? - Olka szybko zmienia temat.
-Haha, nie udawaj że się mną interesujesz tylko opowiadaj coś Mariola nabroiła - odparłam żartem.
-Emm..... Noo.
-Lampę w szatni rozwaliła! - krzyknęła Śledzik.
-Byłam wkurzona, bo nic mi się nie udawało na treningu. No i była piłka w szatni to ją kopnęłam z całej siły w górę. No i się lampa rozwaliła - odparła Olka, a wszystkie zaczęły się śmiać na tą myśl - Ty, a kiedy ty masz zamiar do nas wrócić, co? - zapytała.
Kurde. I co ja mam im odpowiedzieć? Przecież ja nie wiem, czy w ogóle uda mi się do nich wrócić. A tak bardzo bym chciała pograć w piłkę. Brakuje mi tego. Ale teraz jestem za słaba, żeby grać. Ledwo co wstać i dojść do kibla mogę, a co dopiero biegać.
-Nie wiem. Naprawdę, nie umiem wam powiedzieć, dziewczyny. Nie wiem czy w ogóle wrócę. - zaczęłam, spoglądając na każdą - Chciałabym do was wrócić jak najszybciej, ale nie mogę wam nic obiecać, bo nie wiem, jak potoczy się moje leczenie. Czy w ogóle uda się lekarzom mnie wyleczyć. - kontynuowałam - A póki co musicie se radzić beze mnie. Wierzę w to, że dacie radę. Musicie wygrać ligę. - zakończyłam.
-Bez ciebie, nie damy rady - odparła cicho Kama.
-Nie słyszałaś, co powiedziałam? Musicie wygrać ligę. Czy tego chcecie, czy nie - odpowiedziałam uśmiechając się.
-Dobra, ale pamiętaj, że masz wrócić. Czy tego chcesz, czy nie - powiedział trener. - Dobra dziewczyny, my musimy już spadać. Trening się zaraz zacznie. A musimy się podczas tej rundy mocno przyłożyć, żeby wygrać.
-No to pa, Karol -powiedziały prawie wszystkie równocześnie i przybiły ze mną piątki na pożegnanie.
Wyszły. Został tylko Jasiek. Przymknęłam oczy. On zaczął delikatnie głaskać mnie po głowie. Uśmiechnęłam się, mają cały czas zamknięte oczy. To jest niewyobrażalne, jak ja go kocham.
-Jasiek, która jest godzina? - zapytałam.
-16. Zaraz przyjdzie pielęgniarka. Pytała się, jak dziewczyny tutaj były, czy może już odłączyć, ale powiedziałem jej, żeby wam nie przeszkadzała. - odparł.
-Dziękuję.
Usłyszałam, że ktoś wszedł. Otworzyłam oczy. Emilia.
-Cześć, słońce. Jak się masz? - zapytała.
-Mogłoby być lepiej. - odparłam. - Błagam, powiedz, że przyszłaś, żeby odłączyć mnie od tego gówna.
-Tak, przyszłam po to, żeby odłączyć cię 'od tego gówna' - powiedziała i uśmiechnęła się, pokazując swoje białe, równe zęby po czym zabrała się do pracy. Delikatnie wyciągnęła igłę z mojej żyły i zakleiła plasterkiem z Kubusiem Puchatkiem.
-Hehe, dzięki - odparłam, gdy wychodziła.
-Nie ma za co. Do zobaczenia. - powiedziała Mila i wyszła.
-Jesteś bardzo dzielna - powiedział Janek po wyjściu pielęgniarki po czym pocałował mnie w skroń. Odwzajemniłam jego pieszczoty. Siedzieliśmy tak w ciszy chyba 15 minut. Ale nie była to niezręczna cisza. Wręcz przeciwnie. To była cudowna cisza. Tego mi było trzeba. Wyciszenia się. Spokoju.
-Jasiek? - powiedziałam.
-Hm?
-Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham.
-Wiem - odparł i uśmiechnął się szelmowsko - Wiem, bo ja kocham cię tak samo - po tych słowach Jasiek przytulił mnie i objął w pocałunku swoimi ustami moje wargi. Kocham takie delikatne pocałunki. Wtedy wszystko wydaje się w takim 'spowolnionym tempie'. Wtuliłam głowę w jego szyję, a on mnie objął. Niepotrzebne były teraz słowa. Potrzebna była tylko nasza wspólna obecność...

  • awatar Gość: Thx za dydyk KC czekam na kolejna czesc Pozdrowionka Natka;*
  • awatar Panna15: Świetny obrazek, lubię takie ^^ Opowiadanie wprost genialne, z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy *,*
  • awatar Gość: Super wpis czekam na więcej :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Z dedykacją dla mojej kuzynki - Klaudii i koleżanki - Kingi. Tak bardzo mnie prosiliście - to macie :3. Mam nadzieję, że wam się spodoba (; Czekam na opinię w komentarzu ^^. Nie przedłużam już. Miłego czytania (:
******************
2.01
Piątek.
Bałam się. Tak strasznie się bałam...
Obudziłam się na szpitalnym łóżku. Poczułam silny ból głowy. Otworzyłam oczy. Zobaczyłam przed sobą Janka. Poczułam dotyk jego dłoni na moim policzku. Uśmiech z trudem zawitał na mojej twarzy. Byłam aż tak słaba.
-Jasiek, co się dzieje - zapytałam cicho.
-Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Odpoczywaj - powiedział Janek łamiącym głosem.
-Jaki dzisiaj mamy dzień?
-Jest 2 stycznia. Godzina 15. - odparł i uśmiechnął się, ale jakoś tak smutno.
-To se trochę pospałam.
-No, troszkę. Ale to dobrze, bo musisz teraz odpoczywać.
-A co z Sylwesterem? - zapytałam.
-Spędziłem go z chrzestnymi i z rodzeństwem. Nie masz mi tego za złe? - odparł z obawą.
-Nie, no coś ty. A co się tak w ogóle stało? - zapytałam - Pamiętam tylko tyle, że zemdlałam - dodałam wyczekując na odpowiedź na moje pytanie.
-Noo, zemdlałaś. I od tamtego czasu jesteś w śpiączce - odparł. Zauważyłam nasze wspólne zdjęcie na stoliku obok mojego łóżka.
-Kocham cię - powiedziałam próbując wstać i się do niego przytulić, ale bezskutecznie. Taka byłam osłabiona. - Jasiek, mogę cię o coś poprosić?
-Hm?
-Przytul mnie, proszę - poprosiłam. Poleciało mi kilka łez po policzkach. Janek zauważył to i poprowadził swój palec po drodze, którą wyznaczyła łza.
-Nie płacz. Wszystko będzie dobrze - powiedział po czym i jemu łzy zaczynały spływać po policzkach.
-Janek, a tak w ogóle to co mi jest? - zapytałam przełykając łzy.
-Lepiej, żeby ci to wytłumaczył lekarz. Twoi rodzice z nim teraz rozmawiają. Mogę ich wszystkich tutaj przyprowadzić.
-Nie, narazie chciałabym porozmawiać tylko z lekarzem.
-Okej, przyprowadzę go tutaj. Poczekaj chwilkę - powiedział, otarł łzy i poszedł po lekarza.
Zauważyłam, że na drzwiach sali, w której leżę jest napis "Onkologia". Trochę się uczyłam o tym na biologii i wiem, że onkologia jest związana z nowotworem. Czy ja...? Nie, to nie może być prawda. Przecież tylko zemdlałam. To się przecież przytrafia wielu ludziom. I oni nie chorują na raka. Nie chcę być chora. Ja chcę żyć! Nie chcę umierać! Boże, dlaczego mnie to spotyka. Co złego zrobiłam? A może nie? Może źle coś usłyszałam na biologii? Nie, no. Co ja plotę? Przecież z biologii miałam 4 na semestr.
-Cześć - do drzwi zapukał wysoki, dość młody, przystojny mężczyzna ubrany w biały kitel lekarski - Nazywam się Przemek. Jestem twoim lekarzem. Słyszałam, że się obudziłaś i chciałaś ze mną porozmawiać. To prawda?
-Tak. - odparłam cicho.
-Więc słucham. O co chciałaś zapytać? I od razu mówię, mów mi po prostu Przemek, a nie 'pan doktor' bo jestem starszy od ciebie o około 10 lat. Nie chcę się czuć staro - powiedział, uśmiechnął się i puścił mi oczko.
-Dobrze, Przemek. Chciałabym wiedzieć co mi jest - mężczyzna spoważniał. Po uśmiechu nie został nawet ślad.
-Ehh, dobrze. Jesteś pacjentem, wiec masz prawo wiedzieć. Na wstępie mówię, że masz się nie załamywać. Ty masz walczyć. Rozumiesz?
-Yhymm...
-Więc tak. Wykryto u ciebie... Raka krwi... Białaczkę - sprostował - będziemy cię teraz leczyć. To leczenie nazywa się chemioterapia. Nie jest ono jakoś specjalnie bolesne, ale w czasie tego leczenia będziesz musiała dużo odpoczywać. Będą momenty, gdy będziesz się czuła naprawdę źle - ciągnął, bacznie obserwując moją reakcję - Ale pamiętaj, że masz się nie poddawać, masz walczyć! O swoje życie!
-Przemek, ale co teraz będzie? Ja nie chcę umierać! Ja mam przecież całe życie przed sobą. Mam dopiero 15 lat. Rozumiesz?!
-Spokojnie. Nie możesz się denerwować. To źle wpłynie na leczenie. Pamiętaj, masz o siebie teraz dbać... - odparł lekarz.
Byłam załamana. Ta wiadomość była dla mnie jak wyrok. Poczułam pod powiekami piekące łzy.
-Przemek, obiecaj mi, że zrobisz co tylko w twojej mocy żebym wyzdrowiała. - powiedziałam - Obiecaj, proszę.
-Obiecuję. - odparł - A teraz odpocznij.
-Dobrze.
Lekarz wstał z krzesełka, które znajdowało się obok mojego łóżka i wyszedł z sali, w której leżałam. Obejrzałam się i zobaczyłam, że w sali, w której leżę nie ma nikogo prócz mnie. Zrobiło mi się smutno, że nie będę miała towarzystwa. Będę się tutaj potwornie nudzić.
-Siemka, Karol - usłyszałam znajomy głos.
-Cześć, Zuzka. Siemka, Kacper.
-Jak się czujesz?- zapytała moja siostra.
-Mogło być gorzej - odparłam cicho.
-Nie przejmuj się. Lada moment wyzdrowiejesz, wierzymy w ciebie - powiedział Kacper - A tymczasem, póki tutaj będziesz leżeć przynieśliśmy ci laptopa. Będziesz się mogła kontaktować z nami przez Skype, bo wiesz. Nie możemy być u ciebie codziennie -dodał.
-No właśnie. W każdym bądź razie, masz telefon. Dzwoń, jakbyś czegoś potrzebowała. - powiedziała Zuzka -My już musimy lecieć. W torbie od laptopa masz ładowarkę i Internet.
-Dziękuję wam. Jesteście kochani - powiedziałam, a oni uściskami mnie na pożegnanie. Poszli.
Przyszła pielęgniarka, żeby pobrać mi krew do badania. Jak ja tego nie lubię. Od małego bałam się krwi. Może nie tyle krwi, co pobierania krwi.
Dowiedziałam się, że pierwsza chemia czeka mnie jutro. Rodzice mi powiedzieli. Bardzo się o mnie martwią. W sumie to się im nie dziwię. Sama się o siebie martwię. Wiem, może to trochę egoistyczne, ale boję się o siebie.
Później przyszedł Jasiek. Siedział chyba do 21.
-Jasiek, możesz mi coś obiecać? - zapytałam po chwili ciszy.
-Co takiego? - zapytał.
-Obiecaj mi, że... No wiesz... Jakbym... - nie mogłam się wysłowić. Te słowa nie chciały przejść mi przez gardło. - Jakbym nie przeżyła tej choroby to obiecaj mi, że o mnie zapomnisz. Obiecaj, że ułożysz sobie życie beze mnie. I jeszcze jedna rzecz. Nie płacz, kiedy umrę. Obiecujesz? - zapytałam i poczułam pod powiekami piekące łzy.
-Kochanie, ja nie przewiduję takiej opcji, że.... No wiesz... - mówił Janek - Ty nie umrzesz! Rozumiesz!? Masz żyć. Dla mnie! Nie widzę życia poza tobą. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Słyszysz?! - dodał i przytulił mnie mocno. Poczułam na moim ramieniu jego łzy.
-Jasiek, nie płacz. Nie wiem jak będzie, ale chcę mieć pewność, że będziesz szczęśliwy, kiedy mnie juz tutaj nie będzie. Kiedy moja wędrówka po ziemi się skończy.
-Nie skończy się. Nie może, się skończy...
-Nie wiem jak będzie - przerwałam - ale obiecaj mi to. Proszę.
-Jesteś tego pewna? - zapytał z obawą. Przytaknęłam - W taki razie obiecuję, choć nie przewiduję takiej opcji i ty o tym dobrze wiesz.
-Chcę mieć pewność, że będziesz szczęśliwy.
-Nie będę szczęśliwy bez ciebie. Idę już. Pa, kochanie. Kocham cię - powiedział patrząc mi w oczy.
-Ja ciebie też - odpowiedziałam i zamknęłam oczy. Poczułam, że Jasiek całuje mnie w skroń, następnie delikatnie w usta i mówi:
-Nie opuszczę cię, już nigdy, nigdy. Obiecuję...
Usłyszałam trzask drzwi. Zaczęłam płakać. Schowałam twarz w poduszkę.
Wiedziałam, że Jasiek nigdy mnie opuści. Jednak ja nie mogłam mu tego obiecać. A tak bardzo chciałam...

  • awatar Panna15: CUDOWNE *,* Ona ma przeżyć! Inaczej nie będę tego czytać! :D Zapraszam do siebie :)
  • awatar Gość: Jejku ona ma przezyc a jak nie to cie zabije wlasnorecznie przyjde i cie udusze hehehe czekam na next jak najszybszy Pozdrowionka Natka:*
  • awatar Gość: Przewidziałam, Przewidziałam wiedziałam mądra ja :3 . A tak wgl się popłakałam :( :( . Smutne . Jutro przyjdziesz do mnie i będziemy oglądać GWN okay? A tak wgl to NIE Klaudii tylko Kakusi!!!!!!!! A tak wgl to dziękuje za dedykację :3 Ale dużo tego wgl . Heeh
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
30.12
Wtorek
["Zobaczyłam ciemność. Bałam się. Potwornie się bałam..."]
Święta, święta i po świętach.
No i mamy sylwestra. Piotrek zaprosił mnie i Janka do siebie do domu.Będzie to taka impreza jak w zeszłym roku. Dzisiaj mija też rocznica
odkąd jesteśmy z Jaśkiem razem (nie licząc tych kłótni, które się wydarzyły).
O 11 wpadł Jasiek. Powiedział, że mam się ubierać, bo mnie 'gdzieś' zabiera. Ubrałam więc ciemne jeansy, jasnoróżową bluzkę i do tego szary sweterek, po czym poszłam do łazienki, żeby się pomalować. Nałożyłam więc krem BB z ziaji, potuszowałam rzęsy, a na koniec wszystko przypudrowałam. Gdy wyszłam z łazienki Jasiek chwycił mnie w talii, przyciągnął do siebie i szepnął:
-Wyglądasz ślicznie, ale niepotrzebnie się malujesz, kochanie - po czym pocałował mnie w policzek. Ubrałam buty i kurtkę, nałożyłam na
szyję komin i byłam gotowa do wyjścia. Jasiek popatrzył na mnie i przekręcił śmiesznie głowę:
-No co? - zapytałam - Coś nie tak?
-Nie, wszystko okej, tylko... - odparł i wybuchł śmiechem wskazując palcem na moje włosy. Natychmiast spojrzałam do lustra, które wisiało w
przedpokoju i sama wybuchłam śmiechem. Moje włosy się tak naelektryzowały, że stanęły dęba. Szybko je poprawiłam i nałożyłam czapkę, więc mogliśmy iść.
Poszliśmy na przystanek. Wsiedliśmy w 'szóstkę'. Gdy
siedzieliśmy w autobusie zapytałam:
-Jasiek, a gdzie my w ogóle jedziemy?
-Do sfery. - odparł - Asia wygrała 100 tysięcy w totka - dodał szeptem
- Idziemy kupić tobie jakiś ciuch na sylwestra. Może i mi przy okazji coś wybierzemy.
-Serio?? Asia wygrała? Ale super! Cieszę się, że się jej udało, ale co do ciuchów. Jasiek, ja wzięłam tylko 60 złotych.
-Po co w ogóle coś brałaś? Przecież jestem twoim chłopakiem i chyba mam prawo sprawić mojej dziewczynie przyjemność, czyż nie? - zapytał.
-Wiesz co, dla mnie przyjemnością jest to, że spędzam z tobą czas.
-Dobra, dobra. Nie udawaj. Oboje wiemy, że jesteś ze mną tylko dla kasy - odparł żartem Janek, uśmiechając się przy tym szelmowsko.
-Wiesz co? W sumie to masz rację - droczyłam się - jestem z tobą tylko i wyłącznie ze względu na kasę. Nie wiem czy wiesz, ale jakbyś nie miał kasy, to bym cię nawet palcem nie tknęła - dodałam i zaczęłam
się śmiać.
-A więc to tak? Wykorzystujesz mnie? A co będzie potem? - Jasiek udawał zrozpaczonego, ale cały czas się przy tym uśmiechał po swojemu.
-Potem? Nie wiem, może mi się jeszcze do czegoś przydasz, ale nie obiecuję - odparłam drocząc się.
-No ładnie - powiedział Jasiek - czyli cały ten czas, co byliśmy razem okłamywałaś mnie? - dodał żartobliwym głosem.
-Tak. I sorki, ale.... - Jasiek zbliżył swoje usta do moich i kilka razy lekko je musnął, aż wreszcie pocałował.
-Nienawidzę cię - powiedziałam, a mój chłopak się roześmiał.
Dojechaliśmy na nasz przystanek i wysiedliśmy z autobusu. Weszliśmy do Sfery, a następnie udaliśmy się do Croop'a. Najpierw poszliśmy z Jankiem na dział męski, bo (jak stwierdziliśmy) na tym dziale spędzimy mniej czasu. Oczywiście ciuchy dla Jaśka wybierałam ja, bo on stwierdził, że jestem lepszą stylistką od niego. Wybrałam mu więc koszulę w kratę do tego jasny podkoszulek i ciemne jeansy. Na dziale damskim spędziliśmy z Jankiem chyba godzinę. W końcu wybrałam jedną sukienkę. Była cudowna. Podeszliśmy do przymierzalni i przymierzyliśmy
wybrane ubrania. Jasiek wyglądał mega przystojnie w tych ciuchach.
-Wyglądasz ślicznie, księżniczko - powiedział Janek po czym podszedł do mnie i pocałował mnie w skroń.
-To skoro ja księżniczka to ty masz być książę? Nie, ty możesz być co najwyżej moim giermkiem - powiedziałam, a mój chłopak zaczął mnie
łaskotać - Hahaha, weź przestań, bo nas zaraz wyrzucą ze sklepu - mówiłam, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
-Okej, ale zapamiętam sobie to - odparł żartem Janek.
-Dobra, a tak na serio to wyglądasz mega przystojnie, kochanie. - powiedziałam, pocałowałam Jaśka w policzek i poszłam do przymierzalni,
by się przebrać. Następnie poszliśmy do kasy i Janek zakupił te wszystkie rzeczy.
-Nie wiem jak ci się za to odwdzięczę - powiedziałam, gdy wyszliśmy ze sklepu pocałowałam go delikatnie w usta. Odwzajemnił to. Później
poszliśmy do Delicji, (wybraliśmy to co zwykle) a następnie naszym zwyczajem udaliśmy się na Zamek Sułkowskich.
-Jasiek, a ty się spytałeś Maćka o tą laskę co się z nią ostatnio całował? - zapytałam, gdy szliśmy wzdłuż uliczki obok zamku trzymając się za ręce.
-Tak. Powiedział tylko tyle, że to jest jego "przyjaciółka" i nie chce na ten temat JESZCZE ze mną gadać. - odparł Janek.
-Czyli wiemy tyle samo, co przedtem.
-Yhym.
-Ejj, bo ty się kolegujesz z Danielem i tym jego przyjacielem Kubą, co nie? - zapytałam.
-Nom. A co?
-No bo ta Julka i Julie (czyt.Dżuli) się zakochały w nich. To znaczy Julka w Danielu, a Julie w Kubie.
-Ah, te ich miłości. I co? Rozumiem ze mam ich zeswatać? - uśmiechnął się szelmowsko.
-Jakbyś mógł. Niby gadałam z Danielem o Julce, ale jakiegoś specjalnego zainteresowania nie okazywał.
-Spoko. Zrobię co w mojej mocy. A teraz nie gadaj już o nich, tylko zajmij się mną - powiedział Janek, a uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Dobrze, to w takim razie co chciałbyś robić? - zapytałam, znając odpowiedź na to pytanie.
-Ty wiesz - odparł mój chłopak po czym zbliżył
swoje usta do moich warg. Kilka razy lekko je musnął, aż wreszcie złożył na nich długi i
soczysty pocałunek. Śnieg cudownie iskrzył w świetle lamp. Nagle zakręciło mi się w głowie. Upadłam. Pamiętam tylko tyle, że Janek złapał mnie w locie.
-Jasiek, boję się - szepnęłam.
Więcej nie pamiętam. Zobaczyłam ciemność. Bałam się. Potwornie się bałam...
  • awatar 3 metros sobre el cielo: no ciekawie ciekaawie :) świetny gif :) Pamiętniki Wampirów <3
  • awatar Panna15: Cudowne *,*
  • awatar Gość: Mega juz sie nie moge doczekac na dalsza czesc pospiesz sie z nekstem pliss Pozdrowionka Natka:*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Przepraszam, że długo nie dodawałam rozdziału, ale nie miałam weny. Nie wiem co się z nią stało, ale po prostu siedziałam godzinami i nic nie mogłam wymyślić. Następny wpis ukaże się prawdopodobnie za tydzień. Przepraszam, że tak długo, ale mam w tym tygodniu trzy sprawdziany. Mam nadzieję, że zrozumiecie. Dobra, nie przedłużam. Miłego czytania! (:
************
24.10
Środa
Mamy święta. Uwielbiam tą świąteczną atmosferę.
Dzisiaj wigilia. Jak zwykle spędzamy ją u dziadków. Mama od rana nas wszystkich pogania.
-Karolka, załóż tą sukienkę, co ci kupiłam. Zaraz ci ją wyprasuję. Zuzka! Załóż tą spódnicę i koszulę białą. Kacper! Załóż te jeansy ciemne i koszulę w kratkę!
-Będę się ubierać jak chcę - odparł Kacper.
-Załóż to, co powiedziałam - mama była dzisiaj szczególnie nerwowa, dlatego Kacper nie kłócił się dłużej i wykonał polecenie mamy. Ja też założyłam to, co mama mi kazała. Lubiłam tą sukienkę. Była koloru czerwonego, na krótki rękaw. Postanowiłam założyć do niej czarne bolerko. Poszłam do łazienki, żeby się pomalować. Nałożyłam trochę podkładu. Na oczy nałożyłam cień w kolorze cielistym i potuszowałam rzęsy. Na koniec wszystko przypudrowałam. Wychodząc z łazienki wpadłam na Zuzkę
-Ale masz ładny makijaż - powiedziała.
-Dzięki - odparłam.
-Sama robiłaś?
-No. Ale nie wiem, czy nie za mocny.
-Nie, jest dobry. Pomaluj mnie też, plis - moja siostra zrobiła błagalną minę.
-Spoko. To chodź do łazienki - zaproponowałam.
Pomalowałam Zuzkę tak samo jak mnie, tylko jej dorobiłam jeszcze kreskę eyelinerem.
-Wyglądam cudnie - powiedziała Zuza - dzieki siostra - dodała, po czym poszła do swojego pokoju.
Usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Otworzę! - krzyknęłam.
W drzwiach stał Jasiek. Miał na sobie jeansy i koszule w niebiesko-białą kratkę. Wyglądał bardzo przystojnie.
-Co? - Jasiek popatrzył na mnie i uśmiechnął się szelmowsko -Ah, no tak. Juz wiem co. Wyglądam tak fantastycznie, ze odjęło ci mowę, prawda? - trzepnęłam go w głowę.
-Wchodź - powiedziałam i powędrowałam do mojego pokoju wraz z Jankiem.
-Karol, dzisiaj mamy wigilię, ale jesteśmy za młodzi, by spędzać ją razem - powiedział Jasiek, gdy weszliśmy do pokoju - dlatego przychodzę do ciebie teraz. Chciałbym ci coś dać, ale obiecaj, że otworzysz dopiero po pasterce - dodał, po czym wręczył mi pakunek, owinięty czerwoną wstążką.
-Obiecuję - odparłam - Dziękuję. Ja też mam coś dla ciebie - powiedziałam i wręczyłam Jankowi prezent owinięty pomarańczową wstążką.
-Otworzę razem z tobą. Mam nadzieję, że pójdziemy razem na pasterkę. - odpowiedział.
-Wracam od babci i dziadka około 22, więc w domu będę pół godziny po 22. Czyli nic nie stoi na przeszkodzie - powiedziałam i uśmiechnęłam się. Janek popatrzył mi w oczy i delikatnie pocałował.
-To w takim razie przyjdę po ciebie o 23:30. Ja jadę do chrzestnych z Maćkiem, Mają, Asią i z babcią. Asia kupiła ostatnio auto i zdała prawo jazdy, więc szybko od nich wrócimy do domu - powiedział Jasiu.
-Asia zdała prawko? - zapytałam.
-Yhym.
-To czemu nic mi nie mówiłeś?
-Sam się dopiero niedawno dowiedziałem - odparł i objął mnie w talii po czym przyciągnął do siebie.
-Bardzo się cieszę z tego powodu - powiedziałam i uśmiechnęłam się szczerze.
-Kochanie, ja lecę. Zobaczymy się przed pasterką - powiedział Janek po chwili i popatrzył mi w oczy - Kocham cię - dodał i pocałował mnie w usta.
-Ja ciebie też - powiedziałam po czym wtuliłam głowę w jego szyję.
Odprowadziłam Janka do drzwi. Pożegnał mnie całusem w policzek i już go nie było. Postanowiłam wrócić do pokoju i schować prezent do szafki. Gdy go chowałam do pokoju wparowała Zuzka.
-Ej, co ty tam chowasz? - zapytała.
-Nie ważne. Nie twoja sprawa - odpyskowałam.
-Siostra, wyluzuj, tak tylko pytam. Coś ty taka nerwowa?
-Nie jestem nerwowa. Po prostu nie twój interes. I już.
-Dobra, już się zmywam. Zaraz będziemy wyjeżdżać. Mama prosiła, żebyś spakowała prezenty dla dziadków.
-Spoko. - powiedziałam, a Zuzka wyszła z mojego pokoju. Spakowałam prezenty dla dziadków i zaczęłam się przygotowywać do wyjścia. Założyłam kozaki, płaszcz, czapkę i komin. Rękawiczki spakowałam do kieszeni. Wzięłam wcześniej zapakowane prezenty i włożyłam do bagażnika w naszym aucie. Droga z domu do dziadków minęła w miarę spokojnie. Tylko mama histeryzowała.
-Nie wiem czy wszystko wzięłam. A jak nie spakowałam ciasta? Karolka, jesteś pewna, że prezent dla dziadków włożyłaś do bagażnika?
-Tak, mamo - odparłam.
-Ciastka są, sałatki są... - wyliczała mama. I tak przez całą drogę. Na szczęście dotarliśmy w miarę szybko do dziadków, którzy przywitali nas uściskami. W domu czekali na nas ciocia Renia z wujkiem Bogdanem i kuzynką Klaudią, którą nazywam 'Kakusia' (rok starsza ode mnie) oraz wujek Marek z ciocią Iloną i kuzynkami Asią (ma 21 lat) i Paulą (rok młodsza ode mnie). Wszyscy zasiedliśmy do stołu, dziadek przeczytał fragment z Pisma Świętego i odmówił modlitwę po czym wszyscy zaczęliśmy się dzielić opłatkiem, a później zasiedliśmy do stołu. Potrawy były przepyszne. Najbardziej smakowała mi kapusta z ziemniakami. Jak zawsze zresztą. Oprócz tego był tradycyjnie barszcz z uszkami, karp z sałatką warzywną, zupa ze śliwek z lanym ciastem, fasolka po bretońsku, czosnek z chlebem, jabłka i mandarynki. Później otwieraliśmy prezenty. Paula, swoim zwyczajem, podawała wszystkim prezenty, bo jest najmłodsza. Dostałam portfel, sweter, słodycze, spodnie i książkę. Po wigilii zaczęliśmy wszyscy kolędować. Ja swoim zwyczajem zagrałam na gitarze i zaśpiewałam 'Hojka'. To nie kolęda, a pastorałka. Szczerze mówiąc, to wolę pastorałki niż kolędy.
Po śpiewach wszyscy rozjechaliśmy się do domów. My dotarliśmy jakoś koło godziny 22. Całą drogę miałam słuchawki na uszach, rozmyślając o tym, że za chwilę pójdę po raz pierwszy z Jankiem na pasterkę. Weszłam do domu i przebrałam się, bo na polu było chłodniej. Założyłam grubsze rajstopy, skórzaną, rozkloszowaną spódnice i do tego koszulę w czarno-czerwoną kratkę. Włosy lekko polokowałam prostownicą, a następnie poprawiłam makijaż.
Jasiek przyszedł o 23;20. Byłam gotowa. Do torby spakowałam prezent od Jaśka, który dał mi wcześniej i wyszliśmy z domu. Szliśmy spacerkiem, powoli do kościoła. Jasiek cały czas w drodze rozśmieszał mnie trzymając za rękę.
Na pasterce ksiądz mówił o miłości. O trudnej miłości, o tej jedynej, prawdziwej miłości. Uświadomił nam, że Bóg posłał swojego syna po to, by umarł za nas na krzyżu. Także z kościoła wracaliśmy w zadumie, rozmyślając nad słowami, które powiedział nam ksiądz podczas kazania.
W parku usiedliśmy z Jankiem na jednej z ławek. Wyciągnęłam z torebki prezent od mojego chłopaka, a on ze swojej wyciągnął prezent ode mnie.
-Na trzy otwieramy, okej? - powiedział patrząc mi w oczy.
-Okej
-Raz, dwa, trzy - otworzyłam prezent. Spojrzałam na Janka. Nie otworzył prezentu ode mnie.
-Ej, mieliśmy razem odpakowywać - udałam naburmuszoną.
-Nie gadaj tylko otwieraj - powiedział Jasiek żartem.
Otworzyłam. Zobaczyłam ramkę, a w niej zdjęcie. Zdjęcie zrobione u mnie w pokoju, jak Jasiek gra na mojej gitarze leżąc mi na brzuchu. Ja znowu, bawiąca się jego włosami, pogrążona w marzeniach.
-Ale jak? Skąd? Kiedy? - nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam przed oczyma - Jejku, dziękuję ci, Jasiu - powiedziałam po czym złożyłam soczysty pocałunek na jego ustach.
-Podziękuj Kacprowi. Poprosiłem go, żeby zrobił nam zdjęcie. Myślę, że polecenie wykonał bez zarzutów - odparł, uśmiechając sie szelmowsko.
-Oczywiście - powiedziałam - to teraz ty otwórz prezent ode mnie. - dodałam.
Jakbyś, drogi pamiętniku zobaczył minę Jaśka to byś chyba leżał na ziemi ze śmiechu.
Kupiłam Jankowi łańcuszek z literką 'K'. Taką, jaką Jasiek dał mi na urodziny.
-Kochanie, nie trzeba było. Dziękuję - odparł po chwili po czym podziękował mi za prezent długim, namiętnym, ale jednocześnie delikatnym pocałunkiem. Zaczął prószyć śnieg, który migotał w świetle lamp. A my trwaliśmy tak jeszcze długo, długo...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
13.12
Sobota
Już mamy grudzień. Za niedługo święta, ale ja już jestem w świątecznym nastroju.
Widziałam się ostatnio z Duśką i Błażejem. Oni są przeuroczy. Błażej podszkala Duśkę z wielu przedmiotów, bo przecież w tym roku ma egzamin gimnazjalny. Kurczę, nawet nie pomyślałam o tym, ze Jasiek też w tym roku zdaje...
Dzisiaj Janek zaprosił mnie do kina na "Dzień dobry, kocham cię". Komedia romantyczna. Ja wybierałam. Cały film Janek trzymał mnie za rękę i obejmował. Zapłacił za siebie i za mnie. W ogóle ostatnio się zorientowałam, że chodzi w modnych ciuchach. Jestem ciekawa, skąd on bierze na to kasę. Przecież Asia ich utrzymuje. Może znalazła jakąś dobrze płatną prace? Nie wiem, nie wiem.
Ale wracając do kina. Było cudownie. Po kinie poszliśmy na lody do 'Delicji'. Wzięłam trzy gałki waniliowe i do tego bitą śmietanę. Jasiek wziął trzy gałki czekoladowe i bitą śmietanę. Gdy pałaszowałam lody, zorientowałam się, że Janek nie odrywa ode mnie wzroku.
-No co? - zapytałam, a on się roześmiał - Nie można w spokoju lodów zjeść?
-Można. Przecież nic nie robię - odparł z szelmowskim uśmiechem.
-Jasne - odpowiedziałam i nabrałam kawałek loda na łyżeczkę - Może chcesz spróbować, bo tak się na mnie gapisz, jakbyś mi chciał te lody zjeść.
-Nie pogardzę - odpowiedział Jasiek uśmiechając się przy tym. I takim oto sposobem Jasiek zjadł mi całą gałkę lodów.
-Ejj, no. Teraz przez ciebie mam tylko dwie. - powiedziałam udając oburzenie.
-Mogę ci oddać moich jak chcesz - odparł Janek patrząc mi prosto w oczy. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
-Dobra, chce - odparłam, po czym poczułam w swoich ustach smak czekolady. I tak Jankowi zostały tylko dwie gałki lodów.
-Dobra, musimy teraz to zjeść, bo się roztopią - powiedziałam i zaczęłam pałaszować lody.
Po zjedzeniu poszliśmy na Zamek Sułkowskich. Prószący śnieg pięknie błyszczał w świetle lamp. Szliśmy wzdłuż zamku trzymając się za ręce. W pewnym momencie Jasiek wziął mnie na ręce i usadowił na jednym z murków przy zamku. Gdy patrzył mi w oczy przeszedł mnie przyjemny dreszczyk. Tak patrząc sobie w oczy pocałowaliśmy się. Był to dość długi pocałunek, ale taki delikatny. Uwielbiam takie coś. Poczułam się cudownie, gdy po pocałunku mój chłopak popatrzył mi w oczy i powiedział:
-Haha, widzę, że wolisz takie delikatne pocałunki. Oki, będziemy się tak częściej całować.
-Ha! Czyli mówisz, że... -nie zdążyłam dokończyć, bo Jasiek przywarł swoimi ustami do moich -Ej! Pozwól mi dokończyć - dodałam po długim, delikatnym pocałunku.
-No dobra, mów - chłopak uśmiechnął się szelmowsko.
-No, więc... Ej, czy tam jest Maciek? - zauważyłam w oddali.
-Ty, no rzeczywiście - odpowiedział Jasiek. - Ale co on tam robi?
-On tam jest z jakąś laską. Oni się całują! - zdawałam Jankowi sprawę.
Postanowiliśmy im z Jankiem nie przeszkadzać. My też nie lubiliśmy, kiedy ktoś nam przerywał. Jasiek powiedział, że zapyta go, gdy wrócimy.
W każdym bądź razie mój chłopak pocałował mnie w policzek i zniósł z murka. Poszliśmy na przystanek i wróciliśmy do domu. Janek odprowadził mnie pod same drzwi klatki mojego bloku. Całą drogę trzymał mnie za rękę, obejmował. Stanęłam przed drzwiami bloku, gdy Janek szarpnął mnie za rękę, przez co gwałtownie odwróciłam się w jego stronę. Poczułam, jak przeszywa mnie wzrokiem. Po chwili pocałował mnie delikatnie w usta. Jeszcze bardziej delikatnie niż na zamku. Uwielbiam takie pocałunki. Gdy Janek skończył poczułam na sobie czyjś wzrok.
-Siemka - usłyszałam znajomy głos. Szybko popatrzyłam w stronę, z której się wydobywał. No tak, jak mogłam ich nie poznać. To Kinia i Malwa, koleżanki z podwórka. Pamiętam, jak byłyśmy małe to bawiłyśmy się w piaskownicy, skakałyśmy razem po drzewach...
-Siemka! - odpowiedziałam i przytuliłam obie. Jasiek chrząknął.
-No tak, Jasiek, to jest Kinia, a to Malwa. Dziewczyny, to jest Jasiek, mój chłopak.
-Nareszcie jakiś konkretny - powiedziała Malwa uśmiechając się przy tym.
-Długo się nie widziałyśmy. Mam wam tyle do opowiedzenia. Może wejdziecie do mnie na chwilkę? - zapytałam po chwili milczenia.
-W sumie nie mamy nic ciekawego do robienia - odrzekła Kinga.
-No to chodźcie. - zaprosiłam dziewczyny i Janka do mojego pokoju. W domu była tylko Zuzka ze swoją koleżanką, więc można było powiedzieć, że 'chata wolna'.
Z dziewczynami świetnie mi się rozmawiało. Polubiły Janka, a on polubił je. Niestety, zbyt długo nie mogły siedzieć, bo Kinga jechała do cioci, a Malwina musiała się zająć młodszą siostrą. Jasiek też musiał iść, bo miał od godziny 18 trening z kosza. Pożegnaliśmy się długim, mocnym pocałunkiem.
Kolo 19 wpadł Daniel. Pogadałam z nim na temat Julki, ale nie wykazywał większego zainteresowania. Kurde. Może lepiej go zapytać wprost? Nie wiem. Pogadam z nim za niedługo. Zobaczymy jak to będzie. Julka bardzo go kocha. Zwierzała mi się ostatnio, dlatego tym bardziej chciałabym jej pomóc...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
7.11
Sobota (dalszy ciąg)
Kiedy to było? - Jasiek był bardzo zdenerwowany. I to drżenie dolnej szczęki, które próbował ukryć...
-Wtedy co byłeś w szpitalu, po dyskotece. Nie wiedziałeś wtedy, że jesteś moim chlopakiem...
-A dlaczego nie wiedziałem? Bo nie chciałaś mi powiedzieć. Rozumiem, że jeśli ułożyłoby ci się z Bartoszem to nigdy byś mi nie powiedziała, że jestem twoim chłopakiem, tak? - uniósł głos.
-Mylisz się - tylko na tyle było mnie stać. Łzy, które wcześniej tylko kapały, teraz lały się ciurkiem po moich policzkach.
-Mylę się? - odparł nie zwracając uwagi na moje łzy - Toleruję wiele rzeczy. Ale nie toleruj zdrad. Wiesz co to miłość? To jest wielkie uczucie, którym darzysz drugą osobę. To nie tylko czułe gesty i słówka. To także przyjaźń. Zaufanie.
-Wiem. Jasiek, ale zrozum...
-A co tu jest do zrozumienia!? - przerwał - Pocałowałaś go. Tyle.
-Janek, ale to była chwila słabości. Ty o niczym nie wiedziałeś i bałam ci się tego powiedzieć - mówiłam przełykając łzy - Jasiek, ja cie kocham.
-A ja sam już nie jestem pewny, co do ciebie czuję...
-Czyli to koniec? Koniec przez takie coś, co zdarzyło się dawno? - zapytałam. Teraz już nie było odwrotu. Nie mogłam go stracić! Nie przez takie coś!
-Nie wiem. Musze to przemyśleć - powiedział i posmutniał. Usiadł obok mnie na łóżku.
-Jasiek, Jasiek proszę - płakałam. Płakałam jak nigdy dotąd. Janek ukrył twarz w dłoniach. Byłam pewna, że chce po prostu ukryć przede mną fakt, że płacze. Oderwał dłonie od swojej twarzy. Oczy miał zaczerwienione. Łza spłynęła mu po policzku. Nic tak nie zbliża do siebie dwóch ludzi jak wspólny płacz. Nie wiem, ile czasu patrzyliśmy sobie w oczy. Janka oczy były przepełnione żalem i smutkiem.
-Nawet nie wiesz, jak bardzo mnie ranisz - powiedział Janek i kolejna łzą spłynęła mu po policzku.
-Mam tego świadomość. A wolałbyś dowiedzieć się o tym później, albo w ogóle od innej osoby?
-Nie, dlatego szanuję, że podjęłaś decyzję o tym, by mi to powiedzieć teraz. - powiedział - I rozumiem, że miałaś obawy co do tego, by mi powiedzieć wcześniej. - dodał i ucichł. Widziałam, że myśli nad czymś intensywnie - Karol, ja nie potrafię żyć bez ciebie, dobrze o tym wiesz - powiedział drżącym głosem - dlatego postanowiłem, że ci wybaczę - gdyby kamienie rzeczywiście spadały z serca, mój spadłby do piwnicy, zrobiłby przez to dziurę w podłodze, a w piwnicy roztrzaskałby się w drobny mak.
-Jasiek, nawet nie wiesz, co ja teraz poczułam. - powiedziałam.
-Wiem - uśmiechnął się szelmowsko - wiem, bo poczułem to samo.
Uśmiechnęłam się również. Jasiek zbliżył się do mnie i zaczął całować. Odwzajemniłam jego pocałunek. Musiałam położyć się na plecach, na poduszkach, bo Jasiek nie przestawał. Oparł się na łokciach, by mnie nie przygnieść nadal całując. Wplotłam swoje palce w jego włosy. Powoli zaczynało mi brakować powietrza, dlatego spokojnie zakończyłam nasz bardzo długi pocałunek. Popatrzyłam Jankowi w oczy. Były przepełnione miłością.
-Wow! To było coś. - odparłam zdumiona po tym, co przed chwilą się stało.
-Czekałem całą wieczność, by w końcu móc to zrobić - odparł zadowolony z siebie po czym wziął moją gitarę, położył głowę na moim brzuchu i zaczął grać Metallice, a ja swoim zwyczajem wplotłam swoje palce w jego włosy i zaczęłam się nimi bawić. Jasiek uwielbiał, gdy to robiłam.
-Siemka, Karol. Mama jeszcze nie.. Oo, sorki - do mojego pokoju wszedł Kacper. Spojrzałam na zegarek. 16:10.
-Spoko - powiedziałam nie przestając bawić sie włosami Janka. Byłam totalnie wyluzowana. - Nie, mama jeszcze nie wróciła. Pewnie ją tata zgarnie w drodze z pracy koło godziny 19-20. A co?
-A nie nic, tak tylko pytam - odparł mój brat.
-Chcesz, to wejdź, zapraszamy - Jasiek był bardzo zdziwiony, gdy wypowiedziałam te słowa.
-No, na chwilę wbiję.
-Znasz Jaśka? - zapytałam.
-Chyba nie miałem okazji poznać.
-Jasiek, to jest mój brat, Kacper. Kacper, to jest Jasiek, mój chłopak.
Obaj byli bardzo zdziwieni moją postawą. No co? Nadszedł w końcu czas, by się poznali.
-Jak się poznaliście? - spytał Kacper.
-Na wspólnej kolonii - odparł Jasiek - byłem w niej zakochany, odkąd ją poznałem. Ona we mnie też - dodał z szelmowskim uśmiechem. Skarciłam go spojrzeniem. - No co? Nie mam racji, kochanie? - zapytał po czym pocałował mnie mocno w usta.
-No.... No masz - odpowiedziałam zawstydzona.
-Haha, dobra. Chcecie coś zjeść? Muszę się Karolce odpłacić za dzisiejsze śniadanie, bo było cudowne - powiedział Kacper.
-Nie no, spoko. Odwdzięczysz sie kiedy indziej - powiedziałam. Kacper poszedł do swojego pokoju, a my z Jankiem wróciliśmy do wykonywanych wcześniej przez nas czynności.
*MIESIĄC PÓŹNIEJ*
Z Jaśkiem układa mi się świetnie. Jestem taka szczęśliwa, że wybaczył mi ten pocałunek z Bartoszem.
Piotrek zdecydował, że porozmawia z psychologiem szkolnym. Powoli udaje mu się przestawać robić to, co robił. Ostatnio wybraliśmy się we dwoje do sklepu, bo chce 'modnie' wyglądać, a ja byłam jego "stylistką". Hahaha, śmiechu było co nie miara. Kupiliśmy masę ciuchów. Ja też kupiłam sobie bluzkę, spodnie, spódnice i sukienkę oraz kolczyki. Ale kolczyki, to już mi kupił Piotrek, za to, że z nim poszłam.
W szkole też mi idzie dobrze. Na koniec roku będzie dobrą średnią.
Wszystko się układa. Bartosz się nie odzywa (i dobrze) kocham Jaśka, a on mnie. Mam wspaniałych przyjaciół. Czego chcieć więcej?
Jeszcze tylko muszę załatwić, żeby Julka chodziła z Danielem, ale to później. Nie ma się co spieszyć. Pogadam z Danielem jak będę się z nim widzieć. Ooo! Albo jak będzie dyskoteka szkolna, to powiem mu, żeby poprosił Julkę na wolnego albo coś. A jeszcze Julie (czyt. Dżuli) podoba się Kuba, przyjaciel Daniela, który chodzi z nim do klasy. Musze jakoś coś zrobić, żeby i one były szczęśliwe. Szczerze powiedziawszy, to z nimi najlepiej się dogaduje (w klasie). Ja im ufam, a one mi ufają. Ostatnio rozmawiałyśmy przez całą długą przerwę. To dziwne, że dopiero teraz się tak zaprzyjaźniłyśmy.
Duśka zajęta swoim chłopakiem - Błażejem. Tak, tym Błażejem-wolontariuszem. Nie wiem jakim cudem, ale zakochali się w sobie. Błażej zaprosił Duśkę do Star'a (tego klubu dla nastolatków) i poprosił ją o chodzenie. Czasem spotykamy się we czwórkę, (ja, Janek, Duśka i Błażej) ale bardzo rzadko.
Na treningach idzie nam średniawo. Gramy w III lidze śląskiej i mamy ostatnie miejsce w tabeli z jednym punktem na koncie za remis. Ale ciężko jest nam grać z babkami,które grają w ekstraklasie i mają po 2 metry i po 30lat (!). Jednakże nie mamy zamiaru rezygnować z ligi. Ostatnio zakończyłyśmy sezon ostatnim meczem, który przegrałyśmy 4:1. Nowy sezon rozpoczynamy jakoś końcem kwietnia, więc mamy dużo czasu, by potrenować przed sezonem.
Ostatnio wybraliśmy się z Jankiem do Ikei i ustalaliśmy, jak będzie wyglądał nasz dom.
-W salonie musi znajdować się duży stół - powiedziałam wtedy.
Od dziecka pragnęłam mieć w swoim domu stół. Taki ogromny. Będzie na nim zapisana historia mojej rodziny. Na nim, będziemy jadać wszystkie posiłki dnia. Wszyscy, przy wspólnym stole. Ja, mój mąż Jasiek i czwórka dzieci. Dwóch chłopczyków i dwie dziewczynki (żeby było po równo). Jasiek powiedział, że on chce wybierać imiona dla dwóch chłopczyków, a ja będę wybierać do dwóch dziewczynek. Podobają mi się imiona Laura, Ewelina, Sylwia, Lila, Maja i Zosia. Jasiek powiedział, że jemu podobają się imiona Kacper, Piotrek, Tomek, Kuba, Filip i Maksym. Tak, Maksym, nie Maks. Sama się zdziwiłam, że nie Maks, a Maksym, no ale cóż. Janek będzie te imiona wybierał.
Maciek jest aktualnie 'wolny'. Nie chce mieć dziewczyny. Ale masa lasek się w nim kocha. Ostatnio nawet jedna coś tam do niego zagadała, ale on dał wyraźnie do zrozumienia, że nie jest zainteresowany.
Z Martą nie mam kontaktu. Nie wiem, jak ona mogła zdradzać Maćka. Pamiętam, jak Dusia mi mówiła, że ją widziała z jakimś chłopakiem. Nie rozumiem, przecież jak się kogoś kocha, to nie zdradza się tej osoby. A ona co robiła? Ehh, szkoda gadać.
Ogólnie mogę powiedzieć, że w końcu jestem szczęśliwa. Wszystkie sprawy są poukładane, wszystko jest na swoim miejscu. Uwielbiam to. Boje się tylko, że Bartosz się odezwie. Oby się już więcej w moim życiu nie pokazał...
Ciekawe jak będzie za niedługo. Czas pokaże...
  • awatar Gość: Super wpis. Czekam na następną część :3
  • awatar Panna15: Świetne *,* Mam nadzieje że wstawisz szybko kolejną część :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
7.11.
Sobota
Dlaczego jest tak, że jak się coś układa, to co innej musi szlag trafić?
Nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam tamtego dnia. Wtedy, próbowałam dodzwonić się do Jasia, ale bezskutecznie. Było to zdjęcie. Ale nie byle jakie. Na zdjęciu widniałam ja i... No właśnie. I Bartosz. Był to moment, gdy się całowaliśmy wtedy, gdy Janek był w szpitalu. Płakałam cały czas. Ze zmęczenia zasnęłam. Rankiem, następnego dnia obudził mnie dzwonek mojego telefonu. "Janek <3". Natychmiast przycisnęłam zieloną słuchawkę.
-Jasiek, wysłuchaj mnie. Błagam, nie rozłączaj się - powiedziałam i znów łzy zaczęły napływać mi do oczu.
-Kochanie, nie mam zamiaru się rozłączać. Czemu miałbym to zrobić? - usłyszałam głos w słuchawce.
Nie rozumiałam o co chodzi. Więc to był tylko sen? To, że Zuzka weszła do mojego pokoju też mi się przyśniło? Widocznie tak. Uff, jak dobrze. Ale to oznacza, że powinnam Jankowi jak najszybciej o tym pocałunku powiedzieć.
-Halo? Jesteś tam? Karolka, co się stało? - usłyszałam troskliwy głos Janka.
-Jestem, jestem. Po prostu przyśniło mi się coś strasznego. Przyjedź jak najszybciej, proszę. Muszę z tobą poważnie porozmawiać.
-Najwcześniej mogę być dopiero koło 14 bo muszę się zająć Mają. Asia w pracy, Maciek na treningu, a babci nie chcę obciążać.
-Dobrze. Poczekam. Kocham cię - powiedziałam czule do słuchawki.
-Ja ciebie bardziej. Pamiętaj, że nigdy nie przestanę. Pa - powiedział Jasiek, a ja się rozłączyłam.
"Pamiętaj, że nigdy nie przestanę". Chciałabym, by to była prawda. Boję się. Panicznie się boję rozmowy z Jankiem. Czy mi to wybaczy? Powiedział, że nie przestanie mnie kochać. Czy to prawda? Nie wiem.
Postanowiłam wziąć prysznic. Następnie zjadłam przygotowane przeze mnie śniadanie. Mamy nie było w domu. Zostawiła kartkę:
"Jadę do babci i dziadka pomóc im w porządkach domowych. Tata pojechał do pracy. ~Mama"
Czyli chata wolna. Zuzka jeszcze śpi. Może to i dobrze. Przynajmniej będzie spokój. Zauważyłam, że nigdy w tym pamiętniku nie piałam o Kacprze, moim starszym bracie. Kacper w prawdzie jest już pełnoletni, ale nadal mieszka z nami. Tzn. pomieszkuje. Bo przychodzi tylko spać. Bardzo rzadko go widuję. Ma 18 lat. Jeździ na motorze. Yy, przepraszam. Motocyklu. Bo, jak twierdzi, motor to silnik, a motocykl to cała maszyna. Niech mu będzie. Dla mnie to jedno i to samo. Nie wiem czy ma dziewczynę. Często jeździ na jakieś spotkania z harleyowcami.
-Kaaaroool! Gdzie mama? - zapytała Zuzka prawie krzykiem.
-U babci i dziadka! Pojechała im pomóc w porządkach domowych! -odpowiedziałam równie głośno, by Zuzka mnie usłyszała.
-Mogę wejść? - zapytała Zuzka, stojąc w drzwiach do mojego pokoju. Wzruszyłam ramionami. - Co robisz? - spytała.
-Aż tak cię to obchodzi? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Jasne! Siostra, ja wiem, że mnie prawie w ogóle nie ma w domu, ale to nie znaczy, że nie interesuję się tym co robisz. Wiem wszystko - ciągnęła - Wiem, że chodzisz z Jankiem. Wiem, że przyjaźnisz się z Maćkiem. Wiem wiele rzeczy, o których ty nawet nie masz pojęcia, że mogłabym wiedzieć. - zakończyła.
-Skąd ty to wszystko wiesz? - spytałam zdziwiona.
-Jak wracam wieczorami z treningów, to przecież tata przywozi mnie do domu. Pytam go całą drogę ze stadionu do domu co u was, u Ciebie i u Kacpra. Tata mi całą drogę opowiada. Chyba nie masz mu tego za złe? - odparła z lekką obawą.
-Nie. Wręcz przeciwnie. Ale teraz mi głupio, bo ja nic nie wiem co u ciebie.
-No wiesz. Wstaje, idę się umyć, zjeść coś. Idę do szkoły, ze szkoły wracam pędem. Jem obiad, później trening. Wracam z treningu i idę spać. I tak wygląda każdy mi dzień. - odpowiedziała Zuzka.
-A jakieś osiągnięcia udało ci się ostatnio zdobyć? - zapytałam z zaciekawieniem.
-Hmm. Ostatnio miałam drugie miejsce w indywidualnych zawodach z czwórboju lekkoatletycznego.
-No to gratulacje siostra.
-Dzięki. Ale coraz częściej patrzę na wyniki. Czasy na różne dystanse stoją w miejscach. Dyskiem, czy oszczepem dalej też nie dorzucę. Nie wiem czy to ma sens dalej trenować, jak moje wyniki stoją w miejscu.
-"Zostawmy sobie zawsze jeden dzień na przemyślenie" - zacytowałam cytat... Sama nie wiem kogo.
-Dobra, spadam coś zjeść, a potem idę do Mileny.
-Spoko - machnęłam ręką.
Czyli jak Zuza wyjdzie, w domu będzie tylko Kacper? Musze go jakoś wygonić z domu. Chce Jankowi o tym powiedzieć mając pewność, że nikt nas nie podsłuchuje.
Zapukałam do pokoju mojego brata.
-Kacper, jest jedenasta. Wstawaj już. - powiedziałam po czym usiadłam na krześle obrotowym przy jego biurku.
-Daj mi jeszcze pospać - odpowiedział i zakrył twarz poduszką
-A ty przypadkiem dzisiaj gdzieś nie idziesz?- zapytałam
-A no faktycznie! Jestem dzisiaj umówiony z harlyeowcami na dwunastą! Dzięki, że mnie obudziłaś, siostra - odpowiedział mój brat - A teraz idź. Chce się ubrać. Możesz mi śniadanie przygotować - dodał i zrobił błagalną minę.
-I może jeszcze ci motor wypucować? - ironizowałam.
- Motocykl - poprawił -Dzięki, siostra. Poradzę sobie. Ale zrób mi to śniadanie, proszę.
-A co z tego będę mieć?
-Satysfakcje, że mogłaś zrobić dobry uczynek dla kochanego brata.
-Ehhh, dobra. A co chcesz? - zapytałam.
-Zrób co chcesz. Byle by nie parówkę. Nie mam na nią ochoty. - powiedział i uśmiechnął się.
-Haha, dobra. To wstawaj szybko, bo masz 40 minut.
Wstałam z krzesła i poszłam do kuchni przygotowywać kanapki dla Kacpra. Gdy skończyłam, do kuchni wszedł mój brat i zaczął podjadać. Trzepnęłam go w łeb.
-Eii, a to za co? - zapytał uśmiechając się.
-Nie wiesz za co? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Przepraszam kochana siostrzyczko. Czy mogę juz zjeść sobie śniadanko? - zapytał ponownie, uśmiechając się.
-Oczywiście, kochany braciszku - powiedziałam śmiejąc się do łez.
-Dziękuję za śniadanie, kochana siostrzyczko - Kacper cały czas się uśmiechał.
-Nie ma za co. To była dla mnie przyjemność, kochany braciszku.
-Dobra, daj mi zjeść, bo musze spadać na spotkanie - odpowiedział Kacper, a ja poszłam do swojego pokoju.
Zaczynałam rozmyślać nad tym, jak Jaśkowi powiedzieć to, co już od dawna chciałam mu wyznać. Wymyślałam w głowie przeróżne scenariusze. Każdy z nich kończył się kłótnią. Bałam się, ale nie mogłam go dłużej oszukiwać. Gdybym dalej utrzymywała to co się stało w tajemnicy, pewnie zraniłabym go jeszcze bardziej niż dziś. Dlaczego życie jest tak cholernie nie sprawiedliwe? Czy Jasiek mi to wybaczy? Kurde. Boję się. Ale nie mogę stchórzyć. Z moich rozmyślań wyrwał mnie dźwięk Sms-a. Na wyświetlaczu pojawił się napis: "Piotrek". Natychmiast wcisnęłam 'odbierz' :
-Siemka, masz czas się spotkać? Muszę z kimś pogadać. - napisał Piotrek.
Spojrzałam na zegarek. 12:30.
-Spoko, wbij do mnie na chatę to pogadamy. Nikogo nie ma.Czekam. - odpisałam i zaczęłam się ogarniać.
Postanowiłam, że założę jeansy i koszulę w kratkę. Potem poszłam do łazienki i nałożyłam trochę podkładu. Następnie nałożyłam puder i potuszowałam rzęsy. Wyszłam z łazienki i usłyszałam dzwonek do drzwi. Tak jak myślałam, w drzwiach stał Piotrek.
-Siemka, wejdź - powiedziałam i pokierowałam go w kierunku mojego pokoju.
-Siemka, co u ciebie? - zapytał Piotrek siadając na moim łóżku.
-Spoko. Nie ma lipy. A u ciebie? - powiedziałam i usiadłam obok Piotrka.
-U mnie na razie w porządku. Ale dalej nie wiem, co zrobić, by przestać...- powiedział - Ehmm, wiesz co robić - dodał i posmutniał.
-Piotrek, długo nad tym myślałam i doszłam do wniosku, że pomóc ci może tylko psycholog. Ja nie umiem, chociaż...
-Co chociaż? - zapytał.
-Chociaż sama to robiłam - powiedziałam i pokazałam Piotrkowi dwie blizny na nadgarstku.
-Czemu to robiłaś? - zapytał troskliwym głosem.
-Przez Jaśka. Wtedy byliśmy razem, ale zobaczyłam go z taką blondi. Nawet nie wiesz, co ja wtedy poczułam - powiedziałam i poczułam pod powiekami piekące łzy.
-Nie płacz. To przeszłość. Teraz jest dobrze. - powiedział i przytulił mnie, a ja wtuliłam głowę w jego ciepłą szyję. Nie wiem czemu, ale poczułam się bezpiecznie w jego ramionach. Był równie dobrze umięśniony co Jasiek. Śmiem twierdzić, że nawet był nieco lepiej umięśniony. W końcu grał w piłkę nożną od najmłodszych lat. Opamiętałam się, i gwałtownym ruchem wyrwałam sie z jego objęć.
-Co jest? - zapytał.
-Piotrek, nie powinniśmy...
-Przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi. A przyjaciele wspierają się, tak? - przerwał. Był poddenerwowany. Drżała mu dolna szczęka. Widać, u większości chłopaków tak jest, jak się denerwują.
-Jesteśmy przyjaciółmi. To prawda. Ale i tak nie powinniśmy tego zrobić. Przecież wiesz, że jestem z Jaśkiem - powiedziałam niepewnie.
-Wiem. Ale ja nie jestem w tobie zakochany. - zapewnił - Chcę cię po prostu mieć, jako przyjaciółkę. A te gesty nie są nie na miejscu, bo nie ma w nich nic złego.
-No dobrze, przepraszam.
-Spoko, zdarza się - odparł Piotrek po czym zapytał - A Jasiek wie, co ty wtedy zrobiłaś, gdy go zobaczyłaś z tą laską?
-Nie. Nie wie. Nie było okazji, żeby mu o tym powiedzieć. Zresztą, nawet nie pytał - machnęłam ręką. - Blizn chyba też nie zauważył - dodałam.
-Ehh, a co ja mam zrobić, żeby przestać? Bo gdy siedzę sam, to nawet z nudów biorę żyletkę do ręki i robię nacięcia. Nawet głupia jedynka w szkole jest dobrym powodem do tego, żeby znów się pociąć - powiedział z żalem w głosie.
-Ja sama sobie poradziłam, ale widzę, że u ciebie to zaszło stanowczo za daleko. Musisz się zgłosić do psychologa. On ci pomoże radzić sobie ze złymi emocjami.
-Nie chcę, żeby rodzice się dowiedzieli. - odparł smutno.
-Rozumiem, ale nie masz wyjścia. Chyba że poprosisz panią psycholog z twojej szkoły. Chodzisz do szkoły do Rekordu, co nie? - zapytałam.
-Tak - potwierdził.
-To możesz ją poprosić o taką rozmowę, tylko żeby nikt się l tym nie dowiedział. Dasz rade, wierzę w ciebie. - powiedziałam i uśmiechnęłam się szczerze.
-Dzięki, że jesteś. Chodź tu do mnie - posiedział i rozłożył ręce. Postanowiłam utonąć w jego objęciu. Znów poczułam się bezpiecznie. W jego ramionach było mi tak dobrze. Popatrzyłam Piotrkowi w prosto w oczy. Dostrzegłam w nich cierpienie i smutek wymieszany z nadzieją. Nadzieją, na lepsze jutro. Miały one intensywny, niebieski kolor. Niejedna dziewczyna mogłaby w nich się zakochać. I tak patrzyliśmy na siebie. On w moje oczy, a ja w jego. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek, który wisi u mnie w pokoju. 14.00.
-O kurde, Jasiek. Straciłam poczucie czasu. - pomyślałam idąc w kierunku drzwi. Tak jak się spodziewałam, był to Janek.
-Siemka, kochanie - powiedział i przytulił mnie.
-Siemka. Chodź do mojego pokoju. - poradziłam - Chcesz coś do picia?
-Nie, dzięki.
Weszliśmy do pokoju. Piotrek dalej siedział na moim łóżku.
-Siemka. - rzucił krótko w stronę Janka.
-Siema, stary - powiedział Jasiek, klepiąc Piotrka po plecach.
-Karol, ja już pójdę. Umówimy się przez telefon jak coś - powiedział Piotrek. Następnie podszedł do mnie i mnie przytulił. Jednak nie był to przyjacielski gest. Przynajmniej ja to tak odczułam. Poczułam się niezręcznie, że tak długo mnie przytula. Szczególnie, że był przy nas Jasiek. Mógł sobie coś pomyśleć. Nie chciałam tego, dlatego gwałtownie wyrwałam sie z objęć i rzuciłam mu piorunujące spojrzenie.
-Pa - rzucił krótko, pocałował mnie w policzek i już go nie było. Zamknęłam za nim drzwi i weszłam do swojego pokoju.
-Karol, czy ja o czymś nie wiem? - zapytał Janek, gdy usiadłam obok niego na łóżku.
-To nie tak. On ma problemy i mu po prostu pomagam - odpowiedziałam patrząc w niewidzialny punkt. Janek objął moją twarz tak, że musiałam mu popatrzeć w oczy.
-I nic was nie łączy? - zapytał z obawą.
-Jasiek, nie ufasz mi?
-Ufam, tylko po prostu jestem cholernie i ciebie zazdrosny - odparł - Ale chyba nie mam powodów do zazdrości - dodał, po czym pocałował mnie namiętnie w usta.
-Janek, koniec - przerwałam nasz pocałunek.
-Co jest? - zapytał zdziwiony.
-Muszę ci coś powiedzieć. Jednak przed tym, powiedz, że mnie kochasz.
-Ale dlaczee...
-Po prostu to powiedz - przerwałam.
-No dobrze. Kocham cie najmocniej na świecie. I pamiętaj, że nigdy nie przestanę.
-Jasiek, kiedy byłeś w szpitalu spędzałam dużo czasu z Bartoszem, pamiętasz?
-Tak, mówiłaś mi o tym.
-On mi pewnego dnia wyznał, że mnie kocha. I.... - przełknęłam głośno ślinę.
-I..?
-I wtedy, gdy on mi to powiedział to... Pocałowaliśmy się - poczułam, że do moich oczu zaczynają napływać łzy, których nie mogę pohamować. Nie takiej reakcji Janka sie spodziewałam...
  • awatar Panna15: Zapraszam już na 16 cześć :D
  • awatar Gość: Świetny rozdział ! Ale przez jaką godzinę zbierałam się do przeczytania tego xD .
  • awatar Panna15: W końcu się doczekałam! *_* Genialne jak zwykle <3 Zapraszam do siebie na 15 część ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
30.10
Czwartek
Długo myślałam dzisiaj w szkole nad tym, jak pomóc Piotrkowi. Wiedziałam, że nie mogę przejść obok jego prośby obojętnie. Musiałam coś zrobić. Po ostatniej naszej rozmowie, gdy przyszedł po mnie na trening nic nie wymyśliłam. Dowiedziałam się tylko, ile lat ma ta dziewczyna, gdzie ona mieszka, jak ma na imię i na nazwisko i takie tam pierdołki z nią związane. Jednakże Piotrek zapewnił mi, że już jej nie kocha.
Gdy wróciłam dzisiaj po szkole do domu zaczęła się awantura :
-Karolina, dlaczego nie powiedziałaś mi o jedynce z biologii? - zapytała mama.
-Wyleciało mi to z głowy. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Po minie mojej mamy widać było, że nie takiej odpowiedzi oczekiwała.
-Jak to "wyleciało ci z głowy"?! Czyli to oznacza, że szkoła nie jest dla ciebie ani trochę ważna, tak?! -zaczęła się drzeć, że ona robi wszystko co może, że myślała, że mnie dobrze wychowała i w ogóle. Nie odzywałam się, bo gdybym to pewnie zrobiła, zrobiłaby wojnę o to, że przerywam gdy ona mówi. Tylko że ona nie potrafi mówić. Potrafi tylko krzyczeć. Jak będę miala osiemnastkę to się wyprowadzę. Obiecuję. - Zrozumiałaś? - zakończyła swoje kazanie pytaniem.
-Tak. Mogę już iść do siebie do pokoju, czy jeszcze chcesz mi coś powiedzieć? - nie czekając na odpowiedź wyszłam z salonu.
Nie odpowiedziała w ogóle. Wiedziała, że jestem na nią wściekła, za to, że się tak wydarła, bo weszłam do pokoju trzaskając drzwiami. Natychmiast rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam płakać. Niby to takie nic. Kłótnią z mamą. Ale to nie była pierwsza, ani ostatnia kłótnia. Nie raz zdarzały się kłótnie pomiędzy nami. Na pomoc zawsze przychodził tata. Zdawało mi się, że tylko on, z całej tej rodziny mnie rozumie. Dało się z nim normalnie pogadać. O wszystkim. Nie krytykował, tylko dawał rady. Chciał, żebym podejmowała samodzielne decyzje. Nie to co mama. Zawsze było tak, że to co ona powiedziała - musi być wykonane w trybie natychmiastowym, a jeśli nie, to zacznie się jej zrzędzenie. Tak, zrzędzenie. Bo to juz nie były porady, tylko gadanie o tym, jaka to ja jestem zła.
No cóż. Popłakałam sobie trochę, ale co tam. Nikt się mną nie przejmuje. Weszłam na GG i moim oczom ukazał się opis Bartosza "...Kocham cię, czując twą obojętność...". Wiedziałam, że to o mnie chodzi. Nie napisałam jednak do niego. Cały czas miałam status "niewidoczny" żeby to on przypadkiem nie napisał. Ogarnęłam jeszcze fejsa. Nikt nic ciekawego nie wrzucał. Nikt do mnie nie napisał. Może to i dobrze. Zaczęłam rozmyślać nad tym, czy powiedzieć Jaśkowi całą prawdę o pocałunku z Bartoszem. No bo jeśli powiem Jankowi, mogę go stracić. Ale z drugiej strony, jeśli Jasiek mnie kocha, to powinien mi to wybaczyć. Przeciez wtedy to była chwila słabości. Dlaczego usprawiedliwiam się sama przed sobą? Użalam się nad sobą jak małe dziecko zamiast coś działać. Jestem naprawde beznadziejna. Powinnam się chyba iść leczyć, bo psychikę to ja już mam dawno zrytą. Z moich rozmyślań "obudził mnie" czyjś oddech na moich włosach. Odwróciłam się na krześle obrotowym i zobaczyłam przed sobą Janka. Ucieszyłam się, że przyszedł.
-To Internet jest tak ważny, że nawet mnie nie zauważyłaś? - powiedział i uśmiechnął się.
Wstałam z krzesła i wtuliłam się w jego mocno zbudowane ciało. Odwzajemnił mój uścisk. Popatrzył mi w oczy :
-Tęskniłam za tobą - powiedziałam.
-Wiem - uśmiechnął sie szelmowsko. Uwielbiam jego uśmiech. Uwielbiam wszystko, co jest z nim związane. To jego wymądrzanie się, które kiedyś mnie tak irytowało, zaczęło mi się podobać. Jasiek miał już taki styl bycia. Przyzwyczaiłam się do tego. Pamiętam, jak kiedyś wkurzało mnie to. Było to jeszcze w podstawówce.
-O mnie tak myślisz? - zapytał a uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Jasiek! - powiedziałam i szturchnęłam go w bok. Wiedział dobrze, że mnie zawstydza.
-Wiem, zawstydzam cię - powiedział, jakby czytał w moich myślach. Rzuciłam w jego kierunku poduszką. Złapał ją w locie. -Mylę się? -zapytał poważnie.
-Nie, masz rację. Bardzo mnie zawstydzasz. -odpowiedziałam.
-Ha, wiedziałem! - odparł zadowolony z siebie - chodź tu do mnie - położył się na moim łóżku i wziął do ręki moją gitarę. Zagrał moją ukochaną Metallice "Nothing else matters". Wiedział, że uwielbiam tą piosenkę, bo przypominała mi ona chwile spędzone z nim. Było mi tak dobrze, gdy wsłuchiwałam się w słowa, które śpiewał, że nie zauważyłam, kiedy zaczęłam bawić się jego włosami. Nawijałam je na palec, odwijałam, czochrałam. Zawstydzona przestałam.
-Nie przestawaj - poprosił - lubię gdy to robisz. Jesteś wtedy taka zamyślona. Nawet nie wiesz, jak miło mi jest na ciebie patrzeć, gdy myślisz o mnie - dodał a ja pociągnęłam go za włosy - Ałaaa! - krzyknął i uśmiechnął sie szelmowsko.
-Haha, zagraj mi coś jeszcze - poprosiłam.
Zagrał piosenkę Rufusa Wawarighta "Hallelujah". Też uwielbiam tą piosenkę. Zaczęłam ponownie bawić się jego włosami. Minęła godzina, i Jasiek musiał iść. Stał w przedpokoju i akurat zakładał kurtkę. Popatrzył na mnie wzrokiem pełnym miłości i pocałował mnie. Odwzajemniłam to.
-Kocham cię - powiedział, gdy już skończyliśmy - lecę, do jutra - powiedział i już go nie było.
-Odrobiłaś lekcje? -mama wyjrzała zza drzwi do salonu gdy tylko Jasiek opuścił nasz dom.
-Czy dla ciebie ważna jest tylko szkoła?! -krzyknęłam i zatrzasnęłam drzwi za sobą.
Byłam wściekła. Postanowiłam jednak po długich przemyśleniach odrobić zadanie domowe. Później weszłam jeszcze raz na gg i postanowiłam zwierzyć się Duśce. Pisałyśmy dość długo, jednak później poczułam zmęczenie. Postanowiłam, że wezmę krótki prysznic, zjem kromkę z serkiem "Almette" i pójdę spać. Niestety Zuzka (moja siostra. Zauważyłam, że nigdy nie pisałam o niej w tym pamiętniku. Zuza jest dwa lata ode mnie starsza i uprawia lekkoatletykę już chyba od 6 lat ) wparowała do mojego pokoju.
-Zuzka, jestem zmęczona, daj mi spać - burknęłam pod nosem
-Odpal szybko laptopa. Musze ci coś pokazać - mówiła niecierpliwie
-Akurat teraz??
-Tak, teraz bo to bardzo ważne.
-No dobra - wyciągnęłam laptop z szafki i odpaliłam go. Zuzka natychmiast zalogowała sie na swojego fejsa.
-O, tu jest - powiedziała, wskazując palcem na ekran - popatrz.
Zamarłam. Nie wiedziałam co to ma znaczyć. Jak się miałam zachować? W mojej głowie kłębiło się wiele pytań. Czułam się podle. Jedno, jedyne pytanie które zadałam Zuzce:
-Co teraz?
Zuza nie odpowiadała. Być może nie wiedziała co mi ma powiedzieć, bo co by nie powiedziała, wszystko by mnie zraniło. Nie chciała tego. Widziałam to w jej oczach. Do oczu zaczęły mi napływać łzy.
-Co teraz? -zapytałam sama siebie, gdy poprosiłam Zuzkę, by zostawiła mnie samą w pokoju. Musiałam to na spokojnie przemyśleć...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
14.10.
Wtorek
Nie wszystko jest takie kolorowe.
Czy zawsze muszę być o krok od podjęcia dobrej lub złej decyzji? Czuję, że przez ten rok nauki w gimnazjum wydoroślałam. To znaczy nie mówię, ze teraz jestem już "dorosla" bo taka nie jestem. Ale wiele moich decyzji w zeszłym roku bylo niesłusznych. Teraz wiem, ze jeśli podejmuję jakąś trudną decyzję, to muszę się najpierw zastanowić czy chce tego, co postanawiam. Zazwyczaj decyzja, jaką podejmuję okazuje się być słuszna. Ale nie zawsze.
Wtedy, na klatce stał Piotrek. Kolega z podstawówki. Nie wiem co mu się stało. Jeszcze w zeszłym roku, gdy byłam u niego na sylwestra wyglądał całkiem inaczej. Miał brązowe włosy, grzywkę spadającą mu na oczy. Byl ubrany elegancko, ale zarazem sportowo. Teraz, gdy go zobaczyłam, w pierwszej chwili go nie poznałam. Włosy miał tak samo uczesane. Za to ubrany był w ciemną bluzę i ciemne, jeansowe spodnie. Na ręce miał czerwoną bandankę, a na głowie kaptur.
-Możemy pogadać? - zapytał niepewnym głosem. Nie było to podobne do Piotrka. On był zawsze pewny siebie, odkąd go poznałam.
-Pewnie. Idziemy gdzieś sie przejść czy wbijamy do mnie?
-Może chodźmy stąd. Do parku? - zaproponowałam.
-Zbyt dużo złych wspomnień w parku. Może na tory?
-Nienawidzę tego miejsca - pomyślałam a na głos powiedziałam - spoko.
Szliśmy w ciszy. Nikt nie mógł z siebie wydusić ani słowa. Gdy doszliśmy na tory Piotrek się w końcu odezwał:
-Mogę ci coś wyznać? Tylko obiecaj, że nikomu o tym nie powiesz.
-Obiecuję. To może usiądźmy? - obydwoje usiedliśmy na torach
-Pewnie sie dziwisz, dlaczego tak wyglądam. Dlaczego teraz nagle się do ciebie odezwałem. Otóż tak. Mialem dziewczynę. Spoko laska, w naszym wieku - mówił patrząc się w jeden, niewidzialny dla mnie punkt - Kochałem ją. Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo. Byliśmy ze sobą od sylwestra. Jakoś początkiem lipca coś się zaczęło psuć. Nie rozmawialiśmy tyle, nie spotykaliśmy się tak często, jak wczesniej, a gdy się juz spotkaliśmy, to każde spotkanie kończyło sie kłótnią. W połowie wakacji wyznała mi, że ona nie czuje do mnie tego samego co wcześniej. Że jej uczucie wygasło i takie tam głupoty - zaśmiał się ironicznie - Nie wiedziałem, ze to rozstanie mnie tak zaboli. Nie wychodziłem z domu. Zacząłem się... - tu przerwał i odwinął czerwoną bandankę. Jego nadgarstek był cały w nacięciach. Niektóre były stare, inne świeże, a jeszcze inne zamieniły się już w blizny. - Ale mniejsza. Od tamtego czasu zmieniłem swój wygląd, styl ubierania się. Do nikogo nie nie odzywam, nikomu się nie zwierzam. Wszyscy moi znajomi sie ode mnie odwrócili. Pewnie ty też się odwrócisz. Chciałem ci prosić o pomoc. Pomóż mi być takim, jakim byłem wcześniej. Błagam. Nie odtrącaj mnie. - powiedzial i ukrył twarz w dłoniach.
-Nie mam zamiaru - odpowiedziałam - nie mam zamiaru cie zostawić samego z tym wszystkim.
-Jestem ci bardzo wdzięczny. Późno się zrobiło. Odprowadzę cie do domu. Porozmawiamy kiedy indziej. Może jutro?- zapytał
-Jutro mam trening do 18. Możesz po mnie przyjechać, albo pogadamy pojutrze.
-Przyjadę po ciebie. - wstał i podał mi rękę. Odprowadził mnie pod same drzwi - pa - powiedzial po czym dodał pośpiesznie - dzieki.
Weszłam do domu.
-Nie będę nic jadła - powiedziałam i zamknęłam się w swoim pokoju. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam rozkminiać jak pomóc Piotrkowi. Nie minęło 5 minut i weszła do mojego pokoju mama.
-Czemu tak późno wróciłaś? - zapytała ze złością w głosie.
-Autobus mi uciekł - skłamałam. Ale gdybym powiedziała prawdę, znowu byłaby wojna.
-Jasne. Odrobiłaś lekcje?
- Przecież dopiero weszłam do domu. Daj mi spokój, zaraz zrobię - odpowiedziałam dla świętego spokoju.
-Dobra. Zawołam cie później na kolację.
-Nie będę nic jadła - powiedziałam, gdy mama wychodziła z mojego pokoju.
Odrobiłam lekcje i ogarnęłam facebooka. Zajrzałam na chwile na Gadu Gadu ale nikt nie byl dostępny. Jedynie moja kuzynka, ale z nią się widziałam w weekend. Postanowiłam poczytać książkę. Wzięłam do ręki "Pamiętnik nastolatki 1" i zaczęłam czytać. Bardzo mi się ona spodobała. Mama zawołała mnie na kolacje. Odłożyłam książkę i poszłam zjeść, bo pomimo moich wcześniejszych słów, poczułam głód. Po kolacji poszłam spac. Bylam bardzo wyczerpana tym dniem. Puściłam cichutko muzykę w słuchawkach i zasnęłam.
**********************
Przepraszam, że taki krótki rozdział, ale pisałam go na telefonie bo mi laptop siadł. xD



Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
3.09.
Środa
Już po wakacjach. Ale to szybko zleciało. Spędziłam chyba najcudowniejsze wakacje mojego życia. Pierwsze dwa tygodnie była kolonia ze szkoły na Mazury do Szczytna. Połowa szkoły pojechała. Zaprzyjaźniłam się na tej kolonii z takim Danielem. Przystojny jest. Dwa lata starszy, ale chodził do drugiej (teraz do trzeciej) gimnazjum, bo sobie siadł. Ma brązowe włosy, zcięte trochę "na Bieberka". Chodzi z Duśką do klasy. Nigdy wcześniej go nie zauważałam. No ale teraz jest moim przyjacielem. Na tej kolonii była cała nasza klasa (czyli 1s, no właściwie to już 2s), klasa Duśki (2b, czyli teraz 3b), 3s i 3c, które już nie chodzą do nas do szkoły, no i oczywiście klasa Jaśka (czyli 2s a teraz już 3s).Było cudownie. Później byłam z moimi rodzicami i siostrą w Zakopanem. Przez 2,5 tygodnia. Resztę czasu spędziłam przed blokiem, z przyjaciółmi, albo gdzieś z Jankiem. W każdym bądź razie było super.
Dzisiaj jest drugi dzień nauki. Siedzę sama na korytarzu, przed salą do polskiego. Słychać muzykę "Nothing else matters" Metallici. Czuję się trochę samotna. Siedzę, jak ta głupia, z pamiętnikiem w ręce. Każdy kto koło mnie przechodzi, patrzy się w moją stronę. Czuję się, jakbym była w centrum uwagi, a przecież tak nie jest. Jasiek z Maćkiem pojechali na zawody z kosza z klubu. Podszedł do mnie Daniel. Przywitał się przytulaskiem i całusem w policzek. Zagląda mi przez ramie, by móc zobaczyć o czym piszę. Śmieje się ze mnie po czym mówi:
-Głupek! - uśmiech nie schodził mu z twarzy
-Też cię kocham - powiedziałam i zaczęłam czochrać jego brązową czuprynę. W zamian chłopak zaczyna mnie łaskotać
-Przestań, proszę! - mówię prawie krzykiem, nie mogąc przestać się śmiać.
-A jak bardzo prosisz? - uśmiechnął się szelmowsko
-Proszę, przestań! Ładnie proszę! - powiedziałam nie mogąc złapać tchu. Zaczęłam krzyczeć - No błaaagaaam!!
-Nie krzycz - chłopak przyłożył palec do moich ust. Popatrzył mi prosto w oczy, a ja jemu. Zrobiła się niezręczna sytuacja i spojrzałam w dół.
-Sorki - powiedział poważnie.
-Nie, nic się nie stało - odpowiedziałam równie poważnym tonem co Daniel.
Zadzwonił dzwonek.
-Dobra, ja lecę na lekcję. Pa - rzekł Daniel i zaraz go nie było.
Na polskim oglądaliśmy film pt:"Pompeje". Opowiada on o tym, że :
Po raz pierwszy miasto zostało zniszczone w 65% przez silne trzęsienie ziemi, które miało miejsce 5 lutego 62 roku. Mieszkańcy jednak w dość krótkim czasie zdołali je odbudować. 17 lat później niespodziewany wybuch wulkanu przysypał je kilkumetrową warstwą popiołu, grzebiąc miasto i mieszkańców, którzy nie zdążyli się ewakuować (dotychczasowe badania ujawniły ok. 2000 ciał). Świadkiem zagłady miasta był Pliniusz Młodszy, który pozostawił list z opisem wybuchu wulkanu i spowodowanej erupcją tragedii. Zgodnie z jego opisem, wybuch nastąpił około południa. W pierwszej fazie z Wezuwiusza wydobyły się wysokie słupy ognia, później czarna chmura, która przesłoniła słońce. Na Pompeje posypał się deszcz rozżarzonych lapilli i popiołu wulkanicznego, który wzniecał pożary, zabijał ludzi i powodował swoim ciężarem walenie się budowli. Mieszkańców uśmiercały także trujące gazy wydobywające się z wulkanu. Trzy dni trwała nieprzerwana erupcja, w wyniku której miasto pokryła warstwa popiołów o grubości 5-6 m. Zniszczenia objęły obszar od Herkulanum po Stabie. Według relacji Diona pojawiło się też tyle pyłu, że jego część dotarła aż do Afryki, Syrii i Egiptu; dotarł też do Rzymu, wypełnił nad nim niebo i zakrył słońce. Jest też pierwszym pisarzem starożytnym, który z nazwy wymienia miasta, które ucierpiały w wyniku erupcji. W sumie, to ten film był w miarę ciekawy. Koniec polskiego. Teraz będzie 20-minutowa przerwa i znów polski. Czyli przerwę spędzę sama przed salą do polskiego. Włączyło się radio szkolne. Piosenka znana mi, lecz nie mogę sobie przypomnieć tytułu. Aha, dobra już wiem. K2 ft. Buka - "1 moment". Robi mi się smutno. Nie wiem czemu. Podchodzi do mnie koleżanka z klasy, Julka (wysoka blondynka o niebieskich oczach)
-Hej, co ci? - zapytała
-Nic, nieważne - odpowiedziałam i zrobiłam sztuczny uśmiech.
-No przecież widzę - nie dawałą za wygraną.
-Smutno mi bez Jaśka - odrzekłam chyba zgodnie z prawdą.
-Spokojnie, przecież jutro się zobaczycie. A może nawet i dzisiaj - powiedziałą Julka i uśmiechnęła się.
-Dopiero jutro - westchnęłam.
-Ty jesteś od niego uzależniona? - to było bardziej stwierdzenie niż pytanie.
-Nic na to nie poradzę. Długo go przy sobie nie miałam. Chyba mnie rozumiesz... - odpowiedziałam
-Rozumiem, rozumiem. A powiedz mi, kto to był ten koleś, co siedziałaś z nim na poprzedniej przerwie? - zapytała z zaciekawieniem Julka
-Chodzi ci o Daniela? Przyjaźnimy się. Poznałam go na kolonii. Przecież ty też byłaś, to chyba wiesz.
-No tak. Przystojny jest.
-No jest, a co? Podoba ci się? - zapytałam
-A czy to takie ważne? - odpowiedział pytaniem na pytanie Julka.
-Dobra, nie wtrącam się. Jak będziesz chciała, sama powiesz.
-Dzięki. Lecę, bo Julie mnie woła (Julie to przyjaciółka Julii. Mieszkała przez 8 lat w Anglii, dlatego ma takie "Angielskie" imię. Wymawia się go Dżuli)
Zostałam sama na korytarzu. Zostało jeszcze 15 minut przerwy. Nie wiem co ze sobą zrobić. Jacyś chłopacy przechodzą koło mnie. Gapią się na mnie jakby zobaczyli conajmniej ducha. Odsyłam im wrogie spojrzenie i już sobie idą. Rysuję jakieś bazgrołki w zeszycie. Spać mi się chce. Bardzo mi się chce spać. Podchodzi do mnie Patryk (ten, któremu wygarnęłam w zeszłym roku na dyskotece).
-Siemka - powiedział jak gdyby nigdy nic.
-Siema - odpowiedziałm chłodno - Co chcesz? - zapytałam iroicznie.
-Chciałem pogadać. Mogę? - zapytał. Byłam trochę zdziwiona jego uprzejmością. Wtedy, na dyskotece, zachowywał się tak źle. Zdziwiło mnie jeszcze to, że chciał ze mną porozmawiać. "Po co?"- zadawałam sobie to pytanie. Jednakże najbardziej mnie zdziwiło to, że nie wywalili go ze szkoły za tamtą akcję.
-To jak? - wyrwał mnie z moich rozmyślań głos Patryka
-No dobra - zgodziłam się.
-Chciałem cię przeprosić za tamtą akcję. Dopiero teraz zrozumiałem, co zrobiłem. Duśkę juz przeprosiłem. Janka chyba nie ma dzisiaj w szkole z tego co widzę, ale też mam w planach z nim porozmawiać. To jak? Zgoda?
-Zgoda. Ale pamiętaj, żby następnym razem uważać na słowa i czyny - powiedziałam poważnie.
-Dostałem porządną nauczkę i wiem co robić. Wydoroślałem.
-No to bardzo dobrze.
-Idę już, pa. - powiedział i poszedł.
Zostało 10 minut przerwy. Nudzę się. Potwornie się nudzę. Chcę już do domu. Nie chce mi się już pisać. Wogóle jestem dzisiaj jakaś taka "przybita", zmęczona, zdołowana... Siedzę z zamkniętymi oczami. Wsłuchuję się w słowa piosenki Evanesence "My immortal". W czasie gdy mam zamknięte oczy wyobrażam sobie łąkę, a na niej mnóstwo kwiatów. Pośrodku siedzę ja i jakiś chłopak. Nie mogę ocenić kto to jest. Czuję ciepły powiew wiatru. Otwieram oczy, a przedemną stoi nikt inny jak Jasiek. Ten ciepły powiew, to był jego oddech. Gdy go zobaczyłam, natychmiast się do niego przytuliłam.
-Skąd wiedziałeś, że cię potrzebuję? - szepnęłam mu do ucha.
-Ja wszystko wiem - powiedział szeptem ale tak, że zdołałam go usłyszeć w tym gwarze przerwy.
-Skąd się tu wziąłeś? - zapytałam wyrywając się z jego objęć. Nie mogłam uwierzyć, że on tu jest.
-Słyszałem, że masz zły dzień, dlatego postanowiłem, że zrezygnuję z ostatniego meczu i przyjadę do ciebie.
-Dlaczego? - tylko na tyle słów było mnie stać.
-Bo cię kocham, głuptasie. I nie widzę nikogo ważniejszego w moim życiu od ciebie - powiedział poważnie
-Ja ciebie też kocham - Janek mnie przytulił. Nie wiem czemu, ale zebrało się dużo ludzi ze szkoły wokół nas.
-Gorzko, gorzko! - zaczęli wykrzykiwać uczniowie szkoły.
-Chcesz? - zapytał niepewnie Jasiek. Wiedział, że nie lubię takiej miłości "na pokaz".
-A ty? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Ty dobrze wiesz - odpowiedział Jasiek z szelmowskim uśmiechem na ustach.
-Ty też wiesz... - próbowałam coś jeszcze dodać, ale było za późno. Jasiek zbliżył się do mnie i pocałował mnie w usta. Trwało o dość długo. I gdyby nie pan z historii, trwało by jeszcze dłużej.
-Co tu się dzieje?! Proszę mnie przepuścić! Natychmiast!! - pan z historii przepycha się przez tłumy uczniów - Proszę stąd iść -krzyknął i nagle wszyscy uczniowie poszli do klas. - Co tu się dzieje? - zapytał już spokojniej.
-Już nic. Jak coś, to biorę całą winę na siebie, proszę pana - powiedział Jasiek i zadzwonił dzwonek.
-Dobrze, zmykajcie już na lekcje - powiedział nauczyciel i wszedł do sali 2.12
-Dobra, lecę na geografię. Wracamy razem do domu? - zapytał Jasiek po odejściu nauczyciela.
-Jeszcze się pytasz? - powiedziałam i przytuliłam Jaśka
-W takim razie do zobaczenia - powiedział chłopak i odszedł.
Po szkole Jasiek odprowadził mnie do domu. Pożegnałam się z nim przed klatką do mojego bloku. Weszłam ndo klatki. Wtedy jeszcze nie wiedziałam kto tam na mnie czeka...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
27.06 (dalszy ciąg)
Piątek
Przerwałam nasz "prawie" pocałunek i spytałam:
-Czego chcesz? - w moim głosie dało się wyczuć złość i strach, ale także ironię. Janek poczuł, że z nadmiaru tej złości zaczełam się trząść, dlatego mocniej mnie objął i wzmocnił uścisk dłoni - Noo??!! Słucham??!! - Bartosz nie odpowiadał.
-A możemy na osobności? -odparł po chwili milczenia.
-Nie, nie możemy. Nie mam nic do ukrycia przed Jankiem - powiedziałam pewnie...
-Proszę - Bartosz nie dawał za wygraną...
-Idź Karolka, ja poczekam tutaj na ciebie - powiedział Jasiek, a ja dałam mu całusa w policzek i poszłam z Bartoszem za szpital
-No, czego chcesz?? Dlaczego zawsze jak mi się ukłąda musisz pojawić się ty? Dlaczego??!!
-Przepraszam - powiedział.
-Kurna, ty to tylko przepraszać umiesz, ale żeby powiedziec o co chodzi to już nie!! - wydarłam się tak, że ąz mnie gardło rozbolało
-Po co tak krzyczysz?
-To ja tu będę zadawać pytania. Więc pytam po raz ostatni : CZEGO ODE MNIE CHCESZ??!!
-Karol, bo ja nie potrafię o tobie zapomnieć. Próbowałem, ale nie umiem. Kocham cię, dalej cię kocham...
-I co w związku z tym? Myślisz, że będziemy razem? Myślisz, że po raz kolejny uda ci się coś zepsuć? O nie, słońce. Tu się grubo mylisz. Tak się bawić nie będziem... Ja nie zdradzam swojego chłopaka... - powiedziałam
-Niee??!! - powiedział sarkastycznym głosem Bartosz - a wtedy, co Jasiek był w szpitalu? Nie pamiętasz tego, jak się ze mną lizałaś?
-Jesteś bezczelny! Nie mam zamiaru dłużej z tobą rozmawiać! Wynoś się!
-Jeszcze zobaczymy - powiedział i poszedł. Postanowiłam, że pójdę do Janka.
-No wkońcu - powiedział Jasiek, gdy mnie zobaczył - co tak długo?
-Przedłużyło się troszkę, przepraszam...
-Nic się nie stało, kochanie. - powiedział Janek i pocałował mnie w czoło - A co on wgl chciał?
Opowidziałąm Jankowi wszystko.. No prawie wszystko. Wszystko oprócz tego, że pocałowałam Bartosza, gdy Jasiek był w szpitalu...
-Ale to ciebie kocham, nie jego - powiedziałąm kończąc opowiadanie o tym, co się stało...
-Ja ciebie też myszko. Może wrócimy do środka. Zrobiło się chłodniej, a ja nie mam jak ci bluzy dać - powiedział Janek, trzymając mnie za rękę, cały czas się przy tym uśmiechając.
-Dobrze - wtuliłam się w niego.
-No to chodźmy - wstaliśmy z trawy i poszliśmy w kierunku szpitala.
*w szpitalu*
-Chodź, odprowadzę cię na twoją salę - powiedział Jasiek, gdy weszliśmy do szpitala.
-Nie. Ja chcę jeszcze z tobą pobyć.
-Spokojnie, Jutro do Ciebie przyjdę. A do ciebie i tak miał przyjść Błażej. Widać,że chcaił z Tobą porozmawiać - powiedział poważnie.
-ehh.. No dobraa... Ale obiecaj, ze jutro przyjdziesz.
-Obiecuję.
Stanęliśmy przed drzwiami do mojej sali. Popatrzyłam na Janka. On popatrzył mi w oczy:
-Hmm, a może jeszcze przed moim pójściem dokończymy to, co nam przerwano? - odezwał się romantycznym głosem
-Dla mnie to żaden problem, kochanie - powiedziałam równie romantycznym głosem co on. - To może chodź na chwilkę do mnie do sali. Nikogo nie ma, a Błażej ma przyjśc dopiero koło 20, a jest 18. Mamy czas - dokoczyłam takim samym tonem głosu.
-Dobry pomysł.
Weszliśmy do sali i położyliśmy się na łóżku. Jasiek mnie objął i leżeliśmy chyba przez pół godziny. W tym czasie zamknęłam oczy i zaczęłam marzyć. Po pół godziny Jasiek powiedział:
-Wiesz.. Nigdy nie byłem tak szczęśliwy jak teraz. Kocham cię
-Ja ciebie też. I to bardzo, bardzo. - wtuliłam się w jego silnie zbudowane ciało. Naprawdę było dobrze zbudowane, choć chodził dopiero do 2 gimn. Jasiek uniósł mój podbródek i powiedział:
-Myślałem, że z nami już koniec. Myliłem się. To jest jedyna sytuacja w moim życiu, kiedy cieszę się, że się myliłem.
Zbliżył swoje usta do moich. Bałam się. Bałam się, bo nie chciałam, by ktoś znów przerwał nam tą magiczną chwilę. Naszczęście moje obawy nie były słuszne. Nasze usta się złączyły. Nie wiem ile to trwało, ale wiem, że dość długo. Janek robił to tak delikatnie jak nigdy dotąd. Ten pocałunek zostanie w mojej pamięci chyba do końca życia. Czułam sie jak w siódmym niebie. Gdy już skończyliśmy, Jasiek powiedział:
-No. Takie coś, to ja lubię
-Hahaha, to musimy to robić znacznie częściej. Hmmm, co powiedz na powtórkę?
-Wieeesz, muszę się zastanowić - powiedział żartobliwym głosem, z którego dało się wyczuć, że się ze mną droczył.
-Ejj, noo! Pocałuj mnie! - powiedziałam jak mała dziewczynka upominająca sie o lizaka.
-A coś ty taka napalona? - zapytał poważnie
-Brakował mi ciebie. Bardzo. Tęskniłam dzień i noc. Śniłam o tobie. A teraz jesteś tutaj. Prawdziwy ty. - odpowiedziałam poważnym tonem.
-To było kiedyś. A dziś jest dziś. Nie patrz w przeszłość, bo potkniesz się o teraźniejszośc i popsujesz przyszłość.
Gdy Janek skoczył mówić, teraz to ja pocałowałąm jego. Była 20. Gdy sie całowaliśmy, wszedł Błażej:
-Oooo, przepraszam - zakrył oczy ręką.
-Nie no spoko. Wejdź - powiedziałam
-Przeszkadzam? - zapytał Błażej
-Nie, właśnie miałam już wychodzić. - powiedział Janek i zsunął się z łóżka - pa kochanie, przyjdę po ciebie jutro i pójdziemy na dół na śniadanie - powiedział a następnie przytulił mnie, pocałował w policzek i poszedł.
-Widzę, że nie musiałem pomagać ci iść do Jaśka. Sam o tym pomyślał - powiedział Błażej. gdy Janek opuśćił salę.
-Przyszedł i wszystko wytłumaczył. Chciał porozmawiać. Potrzebował tego tak, jak ja. No i tak jakoś wyszło, że ja go kocham a on mnie - odpowiedziałam.
-Yhyyyyy.. "tak jakoś wyszło". Baaardzo śmieszne. Nie ma "tak jakoś wyszło" tylko wy jesteście dla siebie stworzeni. A rzadko komu się takie coś przytrafia.
-Heh, ale powiem ci, że nie jest tak idealnie jak ci sie wydaje...
-To znaczy? - zaptytał Błażej z zaciekawieniem.
-Bartosz...
-Co z nim?
-Znowu się wpieprza. Mówiłam ci już, że się we mnie kocha?
-No, mówiłaś.
-No to pomyśl sobie, że on przyszedł dzisiaj tutaj, i mi to zaś powiedział - odparłam.
-No co ty? - Błażej był widać bardzo zdziwiony.
-No! I słuchaj.. - zaczęłam mu opowiadać całą historię co się dzisiaj przytrafiło...
-On jest nienormalny! - powiedział chłopak po tym, co usłyszał..
-No dokładnie. I jeszcze mi grozi! On nie ma prawa tego robić! - powiedziałam i wybuchłam płaczem
-Nie płacz - Błażej objął swoimi dłońmi moją twarz - Musisz teraz po prostu o tym Jankowi powiedzieć.
-Hah, no już lecę... - powiedziałam iroicznym głosem - Przecież jak on sie o tym dowie, to ze mną zerwie.
-Jestem pewien, że jak tak szczerze porozmawiacie, to nie zerwie. Ale nie możesz tego przed nim ukrywać. Bez szczerości nie ma prawdziwego związku. Będziesz przed nim ukrywać to do końca życia?
-Nie. Kiedyś mu powiem. Ale jeszcze nie wiem kiedy...
-A wiesz, że on prędzej czy później i tak się dowie?- odrzekł poważnie Błażej.
-Wiem. Ale zrozum mnie. Boję się, że go stracę. A ja chyba nie przeżyję kolejnej takiej straty... - powiedziałam smutnym głosem.
-Zrobisz jak uważasz, ale nie radzę ci ukrywać tej prawdy. Bo prawdziwy związek musi opierać się na zaufaniu, a jeżeli Jankowi teraz tego nie powiesz, to się dowie od Bartosza, a wtedy całkiem straci do ciebie zaufanie...
-Boję się, panicznie się boję, Błażej. Nie chcę stracić Jaśka, ale czy mu powiem, czy też nie i tak prędzej czy później go stracę. Nie chcę tego. Jejku, nie wiem co mam robić - zrobiło mi się bardzo smutno.Poleciało mi kilka łez, ale to już nie ważne.
-Karol, musisz być silna. Popatrz na mnie - popatrzyłam w oczy Błażejowi - nie możesz się poddawać - chłopak po chwili mnie przytulił. Ma mocniej zbudowane ciało od Janka, bo w sumie jest od niego starszy. Gra w siatkówkę i ma 17 lat.
-Dziękuję, że jesteś - odrzekłam.
-Słuchaj, od ciebie zależy, czy mu o tym powiesz czy nie. Nie chcę wywierać na tobie presji.
-Muszę to przemyśleć...
-Dobra, to ja już cię zostawiam, bo muszę lecieć do domu. A ty idź już spać, bo napewno jesteś zmęczona po dzisiejszym dniu...
-Ehh, no jestem, jestem. No ale co zrobić, jak pewien debil nie chce się od ciebie odwalić.
-Tak to już jest w życiu. Gdy coś się układa, to co innego musi się spieprzyć. Trzeba się do tego przyzwyczajać. - powiedział Błażej przy wyjściu.
-Dzięki za rozmowę - odpowiedziałam.
-Nie ma za co. Od tego tu jestem - powiedział Błażej i wyszedł.
Była godzina 21. Byłam bardzo zmęczona dzisiejszym dniem, dlatego od razu zasnęłam...
 

 
27.06
Piątek
I już zakończenie roku szkolnego. Jest dobrze. Do dziś pamiętam moją minę jak Janek przyszedł do sali w szpitalu...
-Co ty tu robisz?- zapytałam zdziwiona
-Powinienem cię zapytać o to samo - minę miał nieciekawą. Taką obojętną a jednocześnie smutną i złą..
-Nie wiem co ci mam odpowiedzieć....
-Nie mów nic. Wystarczy, że mnie posłuchasz - zaczął niepewnie - Byłem na imprezie. Nie czułem się zbyt dobrze, bolała mnie głowa i wogóle. Chciałem iść, ale koledzy nalegali bym został. Później jeszcze gorzej się poczułem. Powiedziałem im to. Dali mi jakieś tabletki i film mi się urwał. Obudziłem się w karetce, gdy wieźli mnie do szpitala. Powiedzieli, że znaleźli mnie nieprzytomnego koło działek. No i jestem teraz w szpitalu jeszcze przez 2 dni...
-Współczuję ci - powiedziałam po chwili niezręcznej ciszy
-Nie wiem co się stało z chłopakami, ale mam nadzieję, że kara ich nie ominie - powiedział poważnie Janek. Przytuliłam go, a om to odwzajemnił. Byłam taka szczęśliwa. Z nadmiaru tego szczęścia popłakałam się. Janek to zauważył i natychmiast otarł mi łzę.
-Dlaczego płaczesz?- zapytał.
-Jasiek, ja nie mogę ci odpowiedzieć na twoje pytanie. - powiedziałam i skierowałam swój wzrok w dół.
-Mi nie powiesz? Przecież jesteśmy przyjaciółmi - powiedział Janek, kierując swój wzrok na mnie. Na sali, gdzie przebywałam, nikogo nie było oprócz mnie. Mogłam Jankowi powiedzieć co czuję, ale teraz, po jego wypowiedzi, że jesteśmy przyjaciółmi, zawahałam się chwilę.
-Haloo!? Jesteś tam? - Jasiek nie spuszczając ze mnie wzroku "wybudził mnie" z moich rozmyślań.
-Tak, tak.. Jestem.. - odpowiedziałam.
-A więc? Powiesz mi?
-Jasiek, ja Ciebie...
-Siemka Karol! - przerwał nam Błażej. Wchodząc do sali, cały czas patrzył się na Jaśka.
-No hejo - odpowiedziałam.
-To jest TEN Jasiek? - powiedział podkreślając słowo "ten".
Gdyby moje spojrzenie mogło zabijać, Błażej już byłby trupem. Rzuciłam mu zabójcze spojrzenie co oznaczało, że zginie marnie. Myślałam, że go tam zabiję.
-No co? - powiedział Błażej udając, że nic nie zrobił.
-Ehhh.. Tak. To jest Janek. Janek, poznaj Błażeja.
-Cześć - Janek podał rękę Błażejowi.
-No siemka. Miło cię poznać. - powiedział Błażej. Wyczuł chyba, że przyszedł w najmniej odpowiednim momencie, więc zaraz potem dodał - Dobra Karol, ja lecę. Przyjdę później. Pa
-No pa - powiedziałm i popatrzyłam na Jaśka. Patrzył na mnie. Zrobiłam się cała czerwona.
-Teraz możesz dokończyć... - powiedział
-Haha, żeby to jeszcze było takie proste.
-Co jest w tym trudnego? - zaptał
-No chociażby to, że nie wiem jak ci mam to powiedzieć.
-Wal prosto z mostu - odparł bez wahania.
-Gdy się dowiedziałam co ci się stało od razu pojechałam do szpitala. Do ciebie. Bardzo się martwiłam. Gdy cię zobaczyłam poprzypinanego do tych wszystkich kabli to słabo mi sie zrobiło i zemdlałam. Byłam w śpiączce przez jeden dzień. Potem dowiedziałam się, że jestem odwodniona. Tak przejmowałam się naszym rozstaniem, że zapomniałąm o piciu i jedzeniu. No i jestem. Będę tutaj jeszcze siedzieć przez 2 dni.
-Powiesz mi jedną rzecz? - zapytał
-To zależy jaką - zawahałam się chwilkę..
-Dlaczego się o mnie martwiłaś? Czemu tak się przejmowałaś naszym rozstaniem?
-To dwa, nie jedno - odpowiedziałam, niby żartem, niby serio...
-Ale tak szczerze. Pytam poważnie... - Janek zrobił poważną minę...
-Ehh.. Przejmowałam się, bo zabolało mnie to rozstanie. Dlaczego się tobą przejmowałam? Może dlatego, że cię dalej kocham - ostatnie zdanie powiedziałam pod nosem, po cichu, ze smutkiem w głosie.
-Możesz powtórzyć, bo nie usłyszałem? - popatrzył na mnie...
-Janek, bo ja cię dalej kocham... - powiedziałm speszona, spuściłam smutno głowę.
-Wiesz co? - powiedział Jasiek - myślałem, że ty mnie już nie kochasz.. A jednak... - uniósł mój podbródek i popatrzył mi w oczy. - chodź - powiedział - musimy sie przewietrzyć - Chwycił mnie za rękę - pójdziemy przed szpital, bo jest ładna pogoda i świeci słońce. Usiądziemy na ławce i porozmawiamy na spokojnie.
-Dobrze - Janek objął mnie w pasie i szliśmy tak przez cały korytarz. Usiedliśmy na trawie. Wokół było mnóstwo kwiatów. Zaczerpnęłam świeżego powietrza i szepnęłam:
-Kocham cię.
-Ja ciebie też. - powiedział Jasiek, cały czas przy tym mnie obejmując. Czułam się taka szczęsliwa.
W pewnym momencie on uniósł mój podbródek. Zamknęłam oczy. Nasze usta powoli się do siebie zbliżały. Czułam jego oddech na moich ustach, gdy nagle usłyszałam głos:
-Karol, musimy porozmawiać... - był to głos Bartosza...
  • awatar Panna15: Genialne *,* :D Sądzę że ona go już nie kocha :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
13.05
Wtorek
Obudziłam się w szpitalu, na łóżku poprzypinana do różnych kabelków. Obok mnie siedziala Dusia i Maciuś. Za drzwiami stał Bartosz. Nieee. Znowu on? :
-Noo. Wstała w końcu śpiąca królewna - powiedziała Duśka gdy tylko otworzyłam oczy - spalas dobry jeden dzień.
- Że co??!! Jeden dzień? To Se troche pospałam. A co z Jankiem? - zapytałam, próbując zachować obojętny ton głosu.
- Zrobili mu płukanie żołądka. Juz jest ok. Żyje.- powiedzial Maciek i uśmiechnął się.
- Ej. Ale ja nie chcę żeby Bartosz tu był. Nie chce z nim o niczym gadać. Nie chce go nawet na oczy widzieć!-powiedziałam prawie krzykiem.
- Spokojnie, nie uruchamiaj sie tak. Zaraz mu powiem, żeby spadał - powiedzial Macio i juz byl za drzwiami.
- Wiesz, czemu zemdlałaś? - zapytala Dusia
- Nie. Lekarze mi nic nie mówili, bo przecież przed chwilą sie obudziłam, deklu - odpowiedziałam i zaczęłam sie śmiać.
- To nie jest śmieszne. Serio. Karol, ty jesteś odwodniona. Mało jesz, mało pijesz i takie sa tego skutki. Twoi rodzice tu są. I caly czas sie obwiniają o to co się stało. Nie możesz tak się zaniedbywać. Zacznij w końcu o siebie dbać bo daleko tak nie zajdziesz.
- Serio? Tak się denerwowałam tymi sprawami z Jankiem ze kompletnie o tym zapominałam. Juz nie będę, obiecuje. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się. W tym momencie wszedł lekarz i powiedzial, ze zabiera mnie jeszcze na EKG do pani kardiolog, żeby zobaczyc co z moim sercem. Ja mu powiem co z nim jest. Jest złamane przez pewnego kolesia co leży tez w tym szpitalu. Jak będzie dobrze, to zostawiają mnie tylko na obserwacji na trzy dni i wracam na chatę.
Ale ja dalej sie nie dowiedziałam co się stało z Jaśkiem. Dlaczego on to zrobił? Jutro go odwiedzę. Jak będę miała odwagę, co u mnie ostatnio jest rzadkością...
Po EKG okazało sie, ze jest wszystko w miarę w porządku, ale lepiej mnie zostawić na obserwacji. Pobrali mi krew do badania i porządnie nakarmili. Panie pielęgniarki są tu naprawde mile. Da się z nimi normalnie pogadać. Jest tutaj taki wolontariusz, Błażej grający w siatkówkę. Ma 16 lat i 1.90m. Jest cholernie wysoki. Spędza ze mną teraz bardzo dużo czasu. Śliczne ma oczy koloru brązowego. Włosy maja kolor kasztanowy. Powiem, ze ogólnie to jest przystojny. Dziwią wieczorem chwilkę gadaliśmy, a o 22;00 kazał mi sie położyć iść spać. Obiecał, że jutro zaprowadzi mnie do Janka. Boje się. Boje się go zobaczyć. Boję sie do niego odezwać. Zobaczymy jak to będzie...

***********
Przepraszam ze taki krótki rozdział, ale pisałam na telefonie i nie dalam rady więcej wymyślić bo jest polnoc xd. Hehe. Obiecuje ze następnym razem będzie więcej. Mam nadzieje ze ten rozdzial wam sie spodobal ^^
  • awatar Panna15: świetny wpis <3 Czekam na ciąg dalszy a w między czasie zapraszam do Siebie.
  • awatar Yo no puedo olvidarme de ti T_T: Jak na telefonie to gratuluje wytrawalosci. ;d czekam na next ;D
  • awatar Gość: Piękny wpis <3 czekam na dalsze
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

karolusiaa101
 
beeednarek
 
Juz nie mogę się doczekac kolejnego rozdziału. Czekam z niecierpliwością. Zapraszam również do mnie. Tez pisze opowiadania. Chciałaby abyś cos poradzila żeby pisala prawie tak jak ty. Chociaż rb nikt nie dorówna
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
12.05
Poniedziałek
Nie wiem, czemu tak długo nie pisałam. Może dlatego, że zbyt wiele się nie działo. Z Jankiem tylko "cześć", "cześć" i tyle. Do Bartosza też się nie odzywam ani słowem. Nie mam zamiaru znowu się w coś pakować. Nie chcę, żeby Jasiek pomyślał, że czuję coś do Bartosza (bo tak nie jest!!). Sama już nie wiem co mam robić. Ja to chyba jestem jakaś głupia. Ale za to na treningach idzie mi coraz lepiej. Zostałam królem strzelców 3 ligi kobiet! Jeii!
Ostatnio Maciek zaprosił mnie do siebie. Dłuugo rozmawialiśmy:
-Ej, a ty dalej jesteś z Martą? - zapytałam po długiej ciszy.
-Nie. Stwierdziłem, że to nie ma sensu. Ona jest ciągle o coś zazdrosna. Gdybym był nadal z nią to nie mógłbym teraz z tobą rozmawiać, a co dopiero się spotkać, czy zaprosić cię do mnie do domu. Ona jest chora psychicznie! Ja już nie wytrzymywałem z nią, dlatego postanowiłem zakończyć ten związek raz na zawsze.
-Kurde, szczerze, to ci współczuję. Sama już tej Marty nie ogarniam. Niby taka normalna w podstawówce, a w gimbazjum jak się zmieniła. Aż za bardzo się zmieniła. Nie rozumiem po co ona to robi - zadzwonił mi telefon - poczekaj, tylko odbiorę - powiedziałam do Maćka i wyszłam z jego pokoju. To była Duśka:
"-Halo?
-No siema, Karol. Gdzie jesteś? - zapytała.
-U Maćka, a stało się coś?
-Nie, tylko chciałam się ciebie spytać, czy Maciek nadal jest z Martą - zapytała Duśka, a ja już się domyślałam o co chodzi.
-Nie, nie są razem, a o co chodzi?
-Bo widziałam teraz ją z jakimś pedałkiem...
-Serio?! Dopiero co mi Maciek powiedział, że zerwali niedawno a ona już ma innego. Masakra, co się z tą dziewczyną dzieje? - moje przeczucia okazały się słuszne.
-Tak właśnie myślałam, że to powiesz. Powiesz to Maćkowi? - zapytała niepewnie Duśka
-Nie wiem, nie chcę go ranić zbytnio. Zobaczę. Dobra, kończę już, bo muszę do Maćka iść.
-Trzymaj się, na razie - i Duśka się rozłączyła"
Weszłam do pokoju Maćka...
-O czym nie wiesz, czy mi powiesz? - zapytał, a jego wyraz twarzy nie był za wesoły.
-Podsłuchiwałeś mnie?! - zapytałam, żeby szybko zmienić temat.
-Nie, przez przypadek tylko usłyszałem - tłumaczył się Maciek.
-Taaa, jaasneee.
-To powiesz mi o co chodziło i kto to był? - zapytał ponownie. Jego dolna szczęka drżała. Był zdenerwowany. Jasiek też tak zawsze robił, gdy się denerwował.
-To była Duśka. Chciała mi przekazać, ze widziała Martę z jakimś pedałkiem. - Maciek usiadł na łóżku. Jego oczy zrobiły się momentalnie szkliste. Wyraz twarzy nagle się zmienił, jego dolna szczęka przestała drżeć. - Maciek, nie przejmuj się. Znajdziesz sobie kogoś lepszego. - zapadła niezręczna cisza. Wkońcu Maciek powiedział:
-Ona mnie zdradzała.
-Maciek, to napewno nie jest tak. Może ona...
-Co ona?! - przerwał Maciek. Był wyraźnie zdenerwowany - Tylko ją bronisz! Ale po co?! Ciebie też okłamywała mówiąc, że jest ze mną! Z resztą już nieważne. Chcę się z nią teraz tylko spotkać i jej nawtykać!
-Hohohoo. Co to to nie! Myślisz, że jak jej nawtykasz to ci ulży? I tak pomiędzy wami to nic nie zmieni, a ty ją będziesz mieć jeszcze na sumieniu, że jej nagadałeś i przez ciebie beczy, bo znając ją się na bank rozbeczy! - powiedziałam Maćkowi, a on wyraźnie spoważniał. Był spokojniejszy...
-No racja. Możesz dzisiaj u mnie spać? Maja jest u babci a Asia pracuje do późna. Zadzwonie do twojej mamy jak trzeba... - zaproponował mój przyjaciel.
-To może chodź ze mną do domu i tam sie od razu spakuje, bo przecież jutro szkoła. - powiedziałam i od razu poszliśmy do mnie do domu. Moja mama zgodziła się bez przeszkód. Więc spakowałam się i pobiegliśmy w stronę domu Maćka. Gdy byliśmy już na miejscu Maciek rozłożył mi materac. Była 20;00, a Janka dalej nie było w domu. Maciek zaczął się denerwować.
-No gdzież on jest? - Sam siebie zapytał Maciek
-Może zadzwoń do niego.
-Dobra myśl.
*5 min. później*
-Nie odbiera. Zostawiłem chyba tysiąc wiadomości głosowych... - powiedział Maciek.
-Poczekajmy do 22;00. Jeżeli go nie bedzie, zadzwonimy do Asi i poinformujemy ją.
*22;00*
-I co? Nadal go nie ma! - Maciek zaczął panikować.
-Zadzwoń jeszcze raz do niego. Ja zadzwonię do Asi tylko daj mi do niej numer.
-Ok. Proszę. - podał mi nr do Asi - To ja już dzwonię.
-No ja też już dzwonię - odpowiedziałam.
*Rozmowa z Asią*
"-Halo? - usłyszałam głos w telefonie
-Halo, Asia. Tu Karola. Słuchaj, wiesz może gdzie jest Jasiek, bo nie możemy się do niego z Maćkiem dodzwonić, a nie ma Janka jeszcze w domu.
-Przed chwilą do mnie dzwonił, ale zaraz potem się rozłączył. Nie wiem czemu.
-Asia, a jak mu się coś stało? Przecież on niedawno w szkole miał ten wypadek... Poczekaj chwilę, bo Maciek coś ode mnie chce."
-No co chcesz? - powiedziałam do Maćka
-Włącz Asię na głośnomówiący - zrobiłam to.
"-Halo, Asia. Jasiek jest w szpitalu. Jest nieprzytomny ale żyje. Jego stan jest cięzki. Podobno nażarł się jakiś tabletek bo był u kolegów. Dość starszych od niego. Wracaj, szybko. - powiedział Maciek i się rozłączył.
Zaczęłam płakać. Tego wieczoru poczułam, że naprawdę go kocham. A ja mu przed chwilą wysłałam sms-a że nic do niego nie czuję i że nie chcę z nim być. Płakałam mocno. Maciek tylko mnie pocieszał i przytulał. A ja nie mogłam wytrzymać. Cały czas chodziła mi po głowie "Czy to przeze mnie? Jemu niemoże się nic złego stać! Nie może!" Wtedy rozpłakałam się na dobre. Maciek nie mógł mnie uspokoić. Asia wróciła i pojechaliśmy do szpitala. Gdy zobaczyłam Janka, przypiętego do tych wszystkich kabli, aż mi się zrobiło słabo i upadłam na podłogę...
*************************
Chcecie kolejne opowiadanie? Wystarczy, że pod tym wpisem będą 4 komcie
  • awatar Noli timere te esse: Bardzo Bardzo Bardzo fajne♥
  • awatar aniapol: dawaj jak najszybciej! genialne,czytam wszystkie części i jest fenomenalne! pisz pisz pisz!
  • awatar Panna15: Daj kolejne! A w miedzy czasie zapraszam do Siebie ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
20.03
Czwartek
[Dlaczego ja jestem taka głupia?...]
Hehehe, zabawne. Czy tylko mnie przytrafiają się takie sytuacje.. Hyymm. Bez wyjścia? Cóż. Bywa i tak..
Jasiek już wrócił do szkoły. Niestety, nie oddzywał się do mnie ani słowem. Po prostu mnie ignorował. Dzisiaj, jednak było inaczej...
Po szkole normalnie wracałam do domu. Przechodziłam akurat przez park, gdy zobaczyłam Jaśka. Stał, z różą w ręce i chyba na kogoś czekał... W tej sekundzie zawaliło się moje dotychczasowe życie. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. W pewnej chwili zobaczyłam, jak Janek zmierza w moim kierunku. Obróciłam się, żeby zobaczyć czy nikogo nie ma za mną. Nie było nikogo. Zdziwiłam się trochę, ale ok. Odwróciłam się i poszłam przed siebie. Poczułam, że ktoś chwyta mnie za rękę. Odwróciłam się. To był on. Janek. Popatrzył mi głęboko w oczy.
-Proszę, to dla ciebie - powiedział wręczając mi różę - Przemyślałem wszystko. Dowiedziałem się, że spędzałaś czas z Bartoszem, kiedy byłem w szpitalu...
-Tak, ja wiem, to było głupie i..
-Ciii.. - przyłożył palec do moich ust - chcę ci powiedzieć, że jeżeli nie jesteś pewna swoich uczuć do mnie, poczekam. Poczekam, aż będziesz pewna tego co do mnie czujesz... - powiedział spokojnym głosem.
-Jasiek, ale ja jestem pewna...
-No nie wiem. Przez mój pobyt w szpitalu dużo myślałem. Zmądrzałem i już wiem, że miłość to nie jest bajka. To bycie z osobą, którą się kocha choćby nie wiem co. I nie ma czegos takiego, że kochasz dwie osoby. Bo gdybyś naprawdę kochała jedną, nie pokochałabyś tej drugiej. Tylko nie płacz, proszę cię. Narazie możemy być przyjaciółmi. Ja będę cierpliwie czekał. Pa. - i odszedł...
Co teraz?
 

 
9.03
Środa
[..Tak sobie czasami siedzę i myślę, czy...]
Rozmawiałam z Martą. Nie pamiętam bardzo kiedy, ale jakoś w zeszłym tygodniu. Spotkałam ją, jak szłam do sklepu:
-Ejj, hej Marta. - zagadałam
-Emm.. Hej.
-Co tam? Ja ci się z Maćkiem układa?
-A no u mnie dobrze. A u ciebie? - udawała, jakby nie słyszała tego drugiego pytania.
-U mnie spoko. Jak ci się z Maćkiem układa?-zapytałam po raz kolejny. Teraz już nie miała wyjścia i musiała odpowiedzieć.
-Ehm. Dobrze. Wręcz wspaniale! - uśmiechnęła się smutno. Nie rozumiem. Po co ona kłamała w żywe oczy?
-A ja słyszałam coś innego. Nie musisz mnie okłamywać. Wiem jak jest i dlatego chciałam wszystko wytłumaczyć. -powiedziałam
-Tutaj nie ma czego tłumaczyć! - wysyczała przez zaciśnięte zęby.
-Marta, uwierz mi. Maciek, jest bratem Jaśka i bardzo się przejmuje, bo musi! Ja się też tym przejmuję. Dlatego spędzamy ze sobą dużo czasu, ale NIC nas nie łączy! Przecież ja Maćka traktuję jak brata, więc nie mogłabym coś do niego czuć. On mnie traktuje jak siostrę i też nie mógłby nic do mnie czuć. Zawarliśmy nawet taką umowę, że nigdy, ale to nigdy nie będziemy razem, ale będziemy takim "rodzeństwem". Więc nie masz się o co martwić.
-Tylko go bronisz.. - powiedziała Marta.
-Nie, nie bronię go, tylko mówię jak jest. No powiedz, czy byłabym w stanie odbić ci chłopaka? Po co mi kolejny, kochający mnie koleś?
-No.. No nie wiem..
-No właśnie. Więc mam nadzieję, że mi uwierzyłaś. Do zobaczenia. Pa- powiedziałam i już mnie nie było.
Wczoraj byłam u Janka w szpitalu. W czwartek już wychodzi. Rozmawialiśmy :
-Kiedy powiedz mi, kto jest moją dziewczyną?!- Janek się zaczynał denerwować.
-Nie denerwuj się. Nie możesz się teraz denerwować.
-No ale, dlaczego nie chcesz mi powiedzieć kto to jest!? - krzyknął.
-Nie krzycz po mnie - powiedziałam.
- Przepraszam, nie chciałem. Proszę, powiedz... - nalegał Jasiek. Nie mogłam już dłużej kłamać. To nie miałoby sensu. I tak prędzej czy później by się dowiedział.
-Janek, twoją dziewczyną jest.... - zawahałam się. Lecz chwilkę później opamiętałam się i powiedziałam - Jestem twoją dziewczyną...
-Ty?! - Janek był zaskoczony tą całą sytuacją - Dlaczego mnie okłamałaś? Dlaczego?! Jak mogłaś?! Czemu mi nie powiedziałaś?! Przecież jesteśmy "przyjaciółmi" - zrobił cudzysłów w powietrzu - No mów?! Słucham! - Jasiek był coraz bardziej zdenerwowany. Nie wiedziałam co w tej chwili powiedzieć. Zatkało mnie. Poczułam, jakbym była czyjąś marionetką. Jakby ktoś mną sterował i w tej chwili, zerwałabym się spod sterów. Już miałam uciec, gdy przypomniałam się, że nie mogę uciekać od problemów. Muszę stawić im czoła. Usiadłam koło niego. Wzięłam jego ręce w swoje i popatrzyłam mu w oczy mówiąc:
-Jasiek, ja nie potrafiłam. Nie wiem czemu. Może to te wydarzenia, co mną tak wstrząsnęły wtedy. Nie chciałam cię wtedy denerwować. Było mi ciężko... Ciężko dlatego, bo kochałam cię, ale ty o tym nie wiedziałeś. Tak trudno jest kochać, marzyć i śnic, gdy ktoś, kogo kochasz o tym nie wie. Spróbuj mnie zrozumieć... - zatrzymałam się na tych słowach. Przecież ja sama siebie nie rozumiem! Ja jestem chyba jakaś nienormalna. Z zamyśleń wyrwał mnie głos Jaśka:
-Halo! Jesteś tam?
-Tak, jestem, jestem...
-Więc chciałem ci powiedzieć, że mi teraz trudno to wszystko złączyć w logiczną całość. Idź już, jestem zmęczony dzisiejszym dniem... - powiedział Jasiek. Wstałam i popatrzyłam na niego. Leżał, patrząc w sufit. Do moich oczu napłynął ogrom łez, a serce, przepełnione smutkiem, żalem do samej siebie i miłością, pękło. Poczułam, jakby ktoś mi je wyrwał z piersi, rzucił na ziemię, podeptał i włożył z powrotem. Uczucia, które czułam w tej chwili, nie da się opisać słowami. Czułam się gorzej niż podle.
-No idź - powiedział Janek obojętnym głosem. Wyszłam więc z sali ocierając mokre od łez policzki.
Przed szpitalem siedział Bartosz. Nie! Dlaczego? No, ale cóż. Zobaczył mnie. Podszedł, popatrzył mi w oczy, ale ja znów uciekłam. Znów uciekam od problemów, zamiast się z nimi zmierzyć. No ale to ja. Mnie się nie da zmienić...
 

 
31.03
Poniedziałek
Od środy z nikim nie gadałam prócz Duśki. Powiedziałam jej chyba w zeszły piątek, to co się stało w środę:
-Wiesz.. Maciek ma trochę racji- przyznała Duśka.
-Co?! Ty, jako moja przyjaciółka powinnaś mnie wspierać.! A ty mi wbijasz jeszcze jeden gwóźdź do trumny. Dzięki, wiesz.. - powiedziałam rozżalona.
-No ale zobacz na to z innej strony... Podoba ci się Jasiek, kochasz go, ale całujesz się z Bartkiem. Gdzie tu logika?
-No bo ja mu tylko chciałam pokazać, że jego uczucia nie są mi obojętne...
-Mogłaś mu to pokazać w inny sposób. Np. tylko go przytulając - powiedziała Duśka a ja w tej chwili poczułam się głupio. Coś jakby mnie tknęło.
Odprowadziłam Duśkę na przystanek i pojechała do domu. Ja spotkałam Maćka po drodze. Nawet nie powiedzieliśmy sobie "cześć". Po prostu minęliśmy się bez słowa. Ale dzisiaj było inaczej. Wracałam z Maćkiem jednym autobusem. Odważyłam się i podeszłam:
-Maciek, przepraszam za to...
-Nie ma mnie za co przepraszać. Nie mnie, tylko kogoś innego... - powiedział i spuścił głowę. Wyczułam, że coś się stało.
-Ej, co jest?
-Nic. Nieważne...
-Jak to nic?! Przecież widzę, że coś się stało...
-No bo Janek może wyjść ze szpitala dopiero po 10 kwietnia, a Asie wyjeżdża... I ne dam sobie rady z nauką i z Mają. A babci nie chce przeciążać... - powiedział smutnym głosem.
-Maciek, ja ci pomogę. Mam teraz masę treningów, ale możemy się zmieniać. Czasem ja popilnuję Mai, czasem ty. Damy radę. Przecież jeszcze Marta jest.
-No właśnie. Marta.. Tak... - westchnął.
-Co jest?
-Pokłóciłem się z nią. Znowu...- powiedział, a jego oczy zrobiły się szkliste.
-O co poszło?
-Powiedziała, że za bardzo się przejmuje tym wszystkim. Że za bardzo przeżywam to wszystko co się stało.
-Maciek, ale Jasiek to jest twój brat. Musisz się przejmować...
-Ale ona powiedziała, ze niby ja coś do ciebie czuję.!- wyszliśmy z autobusu, dalej prowadząc rozmowę.
-Że ty we mnie.?! Chyba ją dupa boli.!- powiedziałam prawie krzykiem.
-No właśnie. Powiedziała, że za często spędzam z tobą czas.
-Zazdrośnik. Muszę z nią pogadać.
-Dzięki. Bo ja już nie wiem, jak do niej dotrzeć. Próbowałem z nią pogadać, a ona wciąż swoje. Jest uparta jak osioł.
-Porozmawiam z nią. Obiecuję. Pa
-Dzięki. Pa
Weszłam do klatki. Potknęłam się na schodach i walnęłam głową o schody. Boli do teraz. Ale cóż. To nic takiego. Idę spać...

 

 
19.03
Środa
[..No nie! Nie mogę tak!..]
Od poniedziałku, jest chyba coraz gorzej. Nie spotkałam Bartosza, (to chyba nawet dobrze) a stan Janka się pogorszył. Wczoraj, jak już miał wychodzić... Jego serce przestało nagle bić. Lekarze zrobili masaż serca, ale to nic nie dawało. Musieli przeprowadzić defibrylacje, czyli takie coś żeby przywrócić akcje serca. Bałam się. Strasznie się bałam. Nie mogłam wtedy nic innego robić, nic modlić się, żeby Bóg uratował Jaśka. Prosiłam, żeby Bóg mi go nie zabrał. I chyba go ubłagałam. Janek żyje, ale nie oddycha samodzielnie i jest w śpiączce. Podobno do końca życia będzie musiał zażywać leki. Nie wiem jakie i nie wiem co mu tak w ogóle jest. Nic nie wiem. Jestem w totalnym szoku. Dzisiaj nie poszłam do szkoły. Miałam takiego doła, że zachorowałam. Maciek po lekcjach do mnie wbił i rozmawialiśmy:
-Maciek, a co będzie jeśli Jasiek...
-Nawet o tym nie myśl. Mój brat jest silny. Już nie raz mnie skopał. Nie może być tak, że on umrze. Nie może, rozumiesz?! Ja nawet tego nie dopuszczam do myśli. Kto nam wtedy zostanie. Kto mi będzie pomagał przy Mai? No kto? Asia pracuje a babci nie mogę obciążać, bo ma już swoje lata. Ja nie wiem jak to będzie, ale jestem przy opcji, że Janek na bank wyzdrowieje!
Rozpłakałam się. Maciek mnie przytulił.
-Nie tylko ty się martwisz. Maciek, ja mu nie powiedziałam, że jestem jego dziewczyną i....
-Czekaj, czekaj, czekaj - przerwał Maciek - co ty mówisz? Że ty mu nie powiedziałaś, że jesteś jego dziewczyną?! Ale jak to??
-No tak to. Jakoś tak wyszło... No bo jak mu chciałam powiedzieć to albo nie mogłam wydać z siebie głosu, albo pielęgniarka nam przeszkodziła. A na dodatek w poniedziałek pocałowałam się z Bartoszem.
-Że co!? - Maciek widocznie był tym faktem bardzo zaskoczony - Jak to. To ty już nie kochasz Janka?
-Kocham Janka, całym swoim sercem, ale...
-Co "ale"?
-No bo Bartek mi wtedy wyznał, że mnie kocha... - odpowiedziałam speszona
-To co z tego, że kocha. Nie musisz się z nim od razu lizać.! - Maciek był bardzo zdenerwowany
-Nie lizałam się z nim. Po prosty go tylko lekko pocałowałam...
-Ogarnij się, kobieto. Ja cię nie ogarniam. Nie wiem czego ty chcesz. Albo raczej KOGO.! Zdecyduj się, bo Jankowi nie trzeba mówić o tym, co było między wami i możesz sobie układać życie z Bartoszem. Zastanów się. Ja idę. Pa... - powiedział i wyszedł trzaskając drzwiami. No więc zostałam sama. Sama jak palec. Duśka nie może przychodzić bo codziennie po lekcjach albo się uczy albo ma wizytę u pani psycholog. Marta cały czas się uczy. Jedyny Maciek mi został. Ale teraz się z nim pokłóciłam. Nie chcę, żeby to się tak skończyło. Muszę sobie porządnie przemyśleć, czego chcę.
Później, jak Maciek już poszedł, zaczęłam płakać. Przyszedł do mnie sms. Był on od Maćka. A brzmiał tak:
-Znam cię już 2 lata, a czuję, że wciąż poznaję cię na nowo. Czuję, jakbyśmy się na nowo poznawali...
Nie odpisałam. Bo co niby miałam na takie coś odpisać.? Nie wiem. Płaczę. Płaczę i jeszcze raz płaczę...
 

 
10.03
Poniedziałek
Chyba za bardzo mu to pokazałam... No właśnie. Teraz cały czas się do mnie lepi.
Byłam u Janka już kilkanaście razy. Nie powiedziałam mu jednak o tym, że ma dziewczynę. Za każdy razem, gdy o to pyta zmieniam temat albo mówię, że muszę już iść. Dzisiaj jednak było inaczej... Przyszłam do niego po lekcjach :
-Hej - powiedziałam i weszłam do sali.
-Siema - odpowiedział - usiądź.
-Jak tam? - spytałam
-A no fajnie. Już jutro wychodzę.
-Serio?! Ale fanie. A do szkoły kiedy wrócisz?
-Od poniedziałku będę napewno. Będziemy się codziennie widzieli..
-Tak jak to było kiedyś...
-A kiedy wkońcu się dowiem, kto jest moją dziewczyną i dlaczego ona w ogóle jeszcze do mnie nie przyszła? - Janek zaczął dociekać
-Jasiek. Boli cię coś? - szybko zmieniłam temat
-Nie zmieniaj tematu. Proszę cię, powiedz mi...
-Janek. Boję się, że możesz tg nie zrozumieć..
-Mów, proszę cię, Karol... - powiedział, ale minę miał nieciekawą...
-Jasiek. To ja...
-Janek musimy iśc na badania.- przerwała pielęgniarka.
-Powiem ci innym razem... - szepnęłam i już mnie nie było. Za drzwiami znów stał Bartosz. A ja się rozpłakałam z bezradności. Nie potrafię tg Jaśkowi powiedzieć, a jak już dam radę, to ktoś nam przerywa... Bartek mnie przytulił. Wyszliśmy ze szpitala i poszliśmy do parku. Rozmawialiśmy:
-Bartek, mogę cię o coś spytać? - zapytałam niepewnie
-Pytaj o co chcesz. Nie krępuj się - wyczułam u niego cień wesołości.
-No bo... Czy ty masz do mnie zaufanie? - zapytałam niepewnie
-Hmm... Nie mam zaufania do blondynek - uśmiechnął się.
-Ale ja nie jestem blondynką - odwzajemniłam uśmiech.
-Wiem. Jesteś brunetką. I na dodatek śliczną...Oj. Przepraszam. Nie powinienem...
-W porządku. Nic się nie stało - przerwałam.
-Ale ja nie potrafię przestać o tobie myśleć. Kocham Cię. I nie potrafię przestać. Próbowałem nie myśleć o tobie ale to wciąż wraca. Chociaż nie chodzimy do jednej szkoły... Naprawdę. Przepraszam, musiałem to z siebie wyrzucić...
-Bartek, ja.. ja... ja nie wiem co powiedzieć. Wiedziałam, że się we mnie zakochałeś, ale nie wiedziałam, że tobie to już nie przeszło. a chce, żebyś wiedział, że twoje uczucia nigdy nie będą mi obojętne.
-Dziękuję, że mnie nie wyśmiałaś..
-Nigdy bym cię nie wyśmiała. Znasz mnie przecież.
Przytulił mnie. Tak czule. Poczułam się szczęśliwa, kochana.
Czemu przy Jaśku tego nie czułam? Może jeszcze za wcześnie. Janka znam jakieś 2 lata. Niecałe 2 lata. A Bartka jakieś 7-8 lat. Praktycznie od dziecka. Więc może na mnie i na Jaśka to zbyt krótko żeby coś takiego poczuć? Zresztą nieważne. Poczuję jeszcze coś takiego przy Jaśku. Jestem tego pewna.
Później Bartosz pocałował mnie... W usta... Wiem! Nie powinnam była tego robić. Ale ja nie potrafię. Nie potrafię pozostać obojętna wobec jego uczuć... Wiem, Janek jak się dowie, to mnie zabije. O ile się dowie. O tym, ze się pocałowałam z Bartoszem i o tym, ze jestem jego dziewczyną...
 

 
26.02
Wtorek
Cały czas mam przed oczami te drastyczne sceny... Jaśka zabrało pogotowie a mnie odprowadził Maciek i Duśka pod sam dom...
To był koszmarny tydzień. Myślałam, że go nie przeżyję.
Janek wczoraj w sobotę wybudził się ze śpiączki. Byłam u niego w poniedziałek. Nie poznał mnie. Kazał mi od razu wyjść. Myślałam, że się potnę. Ale pamiętam, co kiedyś mi powiedział Janek : "Jeśli chcesz się pociąć, weź wtedy moje ramię, popatrz mi w oczy, i tnij tyle razy, ile zrobiłabyś to sobie" Ja wtedy powiedziałam : "Nie mogę cię ranić". I wtedy wszystko zrozumiałam. Wiedziałam, że nie mogę mu tego zrobić. Nawet, jeśli mnie nie pamięta. Postaram się, żeby było jak najlepiej. Ale cóż... Duśka się o wszystkim dowiedziała. Dzisiaj poszłam do Janka. Myślałam, że sobie o mnie przypomni. Rozmawialiśmy :
- Hej.. - weszłam do sali i powiedziałam niepewnie
- Emmm.. Cześć. Znamy się? - Janek rzeczywiście niczego nie pamiętał.
- Tak. Jestem twoją dziee.. Przyjaciółką - Nie wiem, czemu powiedziałam, ze jestem jego przyjaciółką, a nie dziewczyną.
-Aha. No to co tam u ciebie słychać.. yyy..
- Karol.
-Karol? Serio.?
- Każdy tak na mnie mówi - uśmiechnęłam się, ale oczy mi załzawiły.
- Co jest.?
- Mój chłopak udaje, że mnie nie zna. Jakby stracił pamięć. Zachowuje się, jakby to co kiedyś nas łączyło nie istniało..
- Ale debil...
- To nie jest debil. Bardzo przystojny chłopak. Blondyn, wysoki, niebieskooki. Jest rok starszy...
- Hmm. Pewnie fajny koleś.
- Noo. Bardzo fajny. - powiedziałam.
- Hehe. Zazdroszczę ci. Masz swoją drugą połówkę. A ja ją mam.? Bo wiesz... Skoro jesteś moją przyjaciółką, to chyba wiesz...
- Dowiesz się w swoim czasie - wstałam i zmierzałam w kierunku drzwi
- Ale co się dowiem. Dlaczego teraz mi o tym nie powiesz. Proszę, nie idź.! - Jasiek krzyczał, ale ja go nie słuchałam... Wyszłam. Za drzwiami stał nie kto inny jak - BARTOSZ (!?). Popatrzył na mnie. Objął swoimi dłońmi moją twarz. Popatrzył mi w oczy. Zbliżył się. Ja się wyrwałam i pobiegłam przed siebie. On pobiegł za mną. Pobiegłam nie gdzie indziej niż na tory. Znów wzięłam szkło. Ale tym razem znowu przypomniałam sobie słowa Janka. Tylko tym razem były to inne słowa : "Nawet, jeśli nie wiadomo co by się stało. Gdybym wyleciał na koniec świata. I tak będę cię kochał..." oraz "Nigdy więcej tego nie rób!". Nie zrobiłam tego. Nie potrafię. Bartosz podbiegł do mnie :
-Przepraszam. Nie wiedziałem, że ty nie...
- Bartosz. - Przerwałam mu- To, że Jasiek mnie nie pamięta nie zmienia faktu, że nie jestem jego dziewczyną. Że możesz sobie mnie całować kiedy chcesz. Ja go kocham! Nie chciałabym, żeby nie było nieporozumień więc ci to mówię. Miałam już wcześniej z tobą pogadać na ten temat ale jakoś nie było czasu...
- Dobrze. Jeszcze raz cię przepraszam.- Odszedł. Chwyciłam go za rękę. Przytuliłam go. Było raczej ciemno. Chciałam mu pokazać, że jego uczucia nie są mi obojętne. Chyba za bardzo mu to pokazałam...
 

 
19.02
Środa
Dzisiaj dyskoteka szkolna. Cała szkoła się dowiedziała, że chodzę z Jankiem. A stało się to tak...
Było chyba z 8 wolnych. Pierwszy wolny - Jasiek prosi mnie na wolnego przez mikrofon. A ta cała "Agatka" jaka była zazdrosna.. Normalnie, aż fajnie było popatrzeć na tą jej minę. Wiem. Jestem chamska. Ale dobrze mi z tym . Każdego wolnego (oprócz 7) tańczyłam z Jankiem, bo tg 7 wolnego zatańczył z Duśką. Duśka w ogóle nie chciała przyjść, bo zerwała z chłopakiem. Szkoda mi jej, ale ją namówiłam. A ja tego 7 wolnego zatańczyłam z Maćkiem. Potem, jak tańczyłam 8 wolnego to Duśka wybiegła z dyskoteki. Pobiegła do szatni. Powiedziałam Jaśkowi na ucho, że pójdę z nią pogadać. Podeszłam do niej do szatni :
-Co się stało?
-On.. On tam jest... - mówiła przez łzy
-Kto?
-Patryk! Patryk tam jest! Mój były...
-To co z tego, że tam jest? - zapytałam zmieszana
-Nienawidzę go. Źle się czuję w jego towarzystwie...
-Dobrze, nie wracaj tam. Ja tylko pójde Jankowi powiedzieć, że zostaję z Tobą.
-Nie! - zaprzeczyła Duśka - Ty się masz iść bawić! Ja sobie posiedzę tutaj przez chwilę i dojdę do was.
-Na pewno?
-Tak! Na bank! I nie zamartwiaj się mną - jakoś jej nie chciałam wierzyć no, ale ok.
Więc postanowiłam, że dołączę do Janka. Tańczyłam z 10 minut i poszłam do toalety. Dostałam sygnałka od Duśki, ale potem jak dzwoniłam to się nie odzywała. Poszłam do szatni ale nie było jej tam. Wyszłam ze szkoły i podbiegłam jej szukać. Zobaczyłam, że jest przy niej jej były. Widziałam, że się jej to niezbyt podoba więc pobiegłam po Janka. Siedział w szatni. Powiedziałam mu na ucho:
-Duśka ma kłopoty.
Natychmiast wstał, chwycił mnie za rekę i powiedział, żebym prowadziła. Pobiegłam w kierunku Duśki. Nie wiedzieć czemu, siedziała na ziemi. A nad nią nachylał się Patryk... Janek podbiegł do niego i powiedział :
-Odwal się od niej!
-Bo co mi zrobisz, blondasku? - Patryk zaczął szarpać Jaśka. Uderzył go z pięści w policzek. Jasiek upadł i uderzył głową w kamień. Stracił przytomność. Podbiegłam do niego i pocałowałam w policzek. Nie dotykałam go. Nie wiedziałam co trzeba zrobić. Patryk kazał Duśce rozszerzyć nogi. On chciał ją ZGWAŁCIĆ! Nie mogłam tak dłużej siedzieć. Wstałam i powiedziałam :
-Wiesz co? Jesteś cwelem! Jesteś zerem! Jesteś chamem i frajerem! Intelektem też nie grzeszysz. Twoje ego oczy cieszy...
-Oooo. Jaka poematka. Lepiej do mnie nie podchodź.
-Bo co? Słuchaj gnoju. Albo pójdziesz stąd z grzeczności i nie będziesz się zbliżał do moich przyjaciół już w ogóle, albo inaczej pogadamy...
-Hahahahaha! już się boję..
Kopnęłam go w krok - Zrozumiano?!
-Tak. - odparł zwijając się z bólu.
-To spierdalaj stąd! Ale już!
Uciekł. Podeszła do mnie Duśka:
-Wow! Karol! Jeszcze cie w zyciu takiej nie widziałam!
-Jak coś złego się dzieje moim znajomym to ja potrafię być nieobliczalna...
-No właśnie widzę.
-Duśka, leć po panią bo Jasiek zemdlał. - przypomniałam sobie.
-Już lecę. - Duśka pobiegła a ja nasłuchiwałam, czy Janek oddycha. Oddychał. Dzięki Bogu. Pani z Polaka wezwała pogotowie. Przyjechali po jakiś 10 minutach. Policje pani z polaka też wezwała, ale ja nie mogłam nic powiedzieć. Napewno jutro będzie akcja i i tak będę musiala im wszystko powiedzieć. Duśka dużo powiedziała. Ja tylko pobiegłam do Maćka, żeby mu o tym powiedzieć. Lecz on mnie razem z Duśką odprowadzili do domu. Nie mogłam zasnąć. Cały czas miałam przed oczami te dramatyczne sceny...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
17.02
Poniedziałek
Zapomniałam opisać, jak było na mistrzostwach Polski U-14, (poniżej 14-tego roku życia) które odbyły się 8-9 luty. Więc tag:
W sobotę rano (około 7;00) wyjechaliśmy spod Rekordu. Jechałyśmy około 3-4 godziny klubowym busem. Gdy tam dojechaliśmy (około 10;00) poszłyśmy do szatni. Najlepsze było, jak Aśka i Olka przedstawiały kabaret Skeczów męczących "MOPS". One są mega zabawne. Cały kabaret znają na pamięć. W szatni przed wszystkimi meczami trener wybrał Wikę ma kapitana. Uznałyśmy ją za naszą mamę. Była najstarsza i najwyższa. No i do tego została kapitanem.
Pierwszy mecz przegrałyśmy 10 do 0 więc spoko. To była "trema". Wkońcu jesteśmy na takich zawodach pierwszy raz! Drugi mecz przegrałyśmy 6:1. Ale ten mecz grałyśmy z mistrzyniami Polski. Więc nie było tak źle jak myślałyśmy. W sumie to obstawiałyśmy, że z nimi przegramy gdzieś 20 do 0. A tu proszę jaka niespodzianka. W sobotę już nie grałyśmy żadnych meczy. Trener nas zabrał na pizze. Poszłyśmy do hotelu i wybrałyśmy pokoje. Byłam w pokoju z Karko, Julką i Martynką. Akurat były 4 łóżka bo pokoje były raczej 2-3 osobowe. Zasnęłyśmy około 1-2 w nocy. Rano jak się obudziłyśmy była 6;40. Musiałyśmy wstawać na 7;00. Więc nie było tak pięknie. Wstałyśmy, poszłyśmy do łazienki i na dół na śniadanie. Przywitałam się z "mamą", zjadłyśmy śniadanie i poszłyśmy już na halę. Najpierw oczywiście do szatni. Pierwszy niedzielny mecz zremisowałyśmy 0;0. Później grałyśmy już tylko o 7 miejsce w Polsce. Ten mecz przegrałyśmy 6;0. Niestety. No więc cóż. Wracamy do Bielska z 8 miejscem w Polsce. Zdarza się. Ale miejsc było 10 więc cieszmy się, że nie byłyśmy 10-te. To były nasze 1 mistrzostwa Polski więc i tak nieźle nam poszło. A! I jedna koleżanka w pierwszym meczu w sobotę ma złamaną jakąś kość co łączy biodro z kręgosłupem. Taka laska ją tak sfaulowała, że ta koleżanka musiała pojechać do szpitala. Przez 10 dni nie może się ruszać z łóżka. Musi leżeć plackiem. Współczuję jej, bo gdyby jej się nic takiego nie stało,to może inaczej wyglądałaby reszta meczy. Jeszcze inna koleżanka, bramkarka nie dała rady oddychać też w pierwszym meczu i musiała zejść. Wtedy nasza "mama" wzięła sprawy w swoje ręce i stanęła na bramce. Broniła niczym zawodowiec! Podziwiam ją. Ja bym tak nie dała rady. Przecież to byłby taki stres, że ledwo co bym w tej bramce stała. Ale to właśnie taki musi być kapitan zespołu. Nie może się poddawać!
Kabaret jaki przedstawiała Aśka z Olką: